Rodzina taka jak w wigilię

2015/1/9

Być rodziną raz w roku to naprawdę trochę za mało…

„Poruszamy się coraz prędzej, spieszymy się coraz szybciej i szybciej, krążymy dookoła, lecz nie ma środka. Jest wiele domów, ale nie ma środka. Nawet nasz potoczny język to wyraża w słowach »całkiem skołowany« lub »dostał kręćka«. Jesteśmy coraz bardziej nerwowo ruchliwi. I tak też jest w rodzinach – każdy jest zabiegany wokół własnych spraw, pracy, nauki, zabawy, muzyki etc. Co jest więc osią, centrum życia rodziny? Wokół czego jednego skupić się mogą choć co i raz zainteresowania, dążenia, prace wszystkich domowni­ków? Zwykle, to wszystko i wszystkich usiłuje wiązać matka, pani domu, ale czy i ona ma coś, wokół czego możliwe byłoby owe skupienie całej rodziny? Wigilia Bożego Narodzenia jest taką okazją, szansą, by w końcu było coś gromadzące i scalające całą rodzinę. Ta Wigilia mogłaby być nie tylko odświętnym momentem, ale jakimś sposobem na rodzinność rodziny. Coraz częściej mówi się bowiem o »koczownictwie mieszkaniowym« czy o »komfortowej bezdomności«”… (Tadeusz Różewicz)

Jeśli więc wigilijny wieczór ze swoją atmosferą, symbolami, rytuałem jest jeszcze w stanie zgromadzić całą rodzinę, to spróbujmy zastanowić się głębiej, co może tworzyć rodzinę na co dzień. Ktoś mi kiedyś powiedział: „Te świąteczne symbole są jak wielkanocne wydmuszki – z wierzchu piękne, ale w środku puste”, i tak trochę z oprawą świąt bywa – kultywujemy zwyczaje, obrzędy, symbole, ale nie zawsze znamy ich znaczenie. Chodzi tu nie tylko o to, co oznaczają, ale jakie ZNACZENIE mogą mieć dla naszego życia – nie wyłącznie dla świętowania, ono bowiem powinno mieć znaczenie dla codzienności. Spróbujmy więc przestać się kręcić i podumać nad ZNACZENIEM Bożonarodzeniowych tradycji dla naszej codzienności.

RODZINNOŚĆ

Wypadałoby zacząć od poszukania owej istoty rodziny. Bez odniesienia do Boga rodzinę można pojmować tylko biologicznie lub socjologicznie, to jednak za mało, by kochać się, być sobie wiernymi i tworzyć. W słowach: A Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami, jest wyjaśnienie o wiele głębsze. Żeby bowiem człowiek mógł się począć, narodzić, rozwijać, musi mieć do tego przestrzeń tworzoną przez ludzi jako środowisko życia, zamieszkiwania. Poczynający się i rodzący się człowiek jest OBIETNICĄ, że miłość staje się ciałem, czyli codzienną rzeczywistością; że wszyscy – rodzice, dzieci i inni domownicy – dzięki tej zwyczajnej miłości DOROSNĄ DO ZAMIESZKANIA W DOMU OJCA. A że jest ona trudna, to musi mieć wzór, „wspomaganie”, stały punkt odniesienia. Boże Narodzenie jest świętowaniem spełnienia obietnicy Boga, narodzenia się Jezusa-Słowa jako dziecka w rodzinie. Dlatego rodzina jest zbudowana na słowie ślubowania danym sobie przez małżonków-rodziców wobec Boga. Słowie, któremu trzeba być wiernym. Ta wierność to podstawa rodziny – wzajemna wierność to możność wzajemnego potrzebowania siebie zgodnie z Bożymi przykazaniami, bo wierność musi mieć jasno określone zasady. Tak się tworzy przestrzeń, w której może zamieszkiwać Bóg, by człowiek nie był zdany tylko na własne siły. Tę przestrzeń wciąż trzeba tworzyć, więzi umacniać, słów danych sobie dotrzymywać.

 STÓŁ RODZINNY

Nie sposób wyobrazić sobie Wigilii bez stołu. Stół jest bowiem miejscem bliskiego spotkania domowników, ich spojrzeń, słów, serc. Stół jest miejscem karmienia i dzielenia się pokarmami (owocami pracy). Miejscem, do którego zaprasza się bliskich, by bliżej być nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Biały obrus oznacza nie tylko odświętność, ale i czystość wzajemnych intencji zasiadających do posiłku, ich szczerość, przywodzi na myśli podobieństwo stołu do ołtarza. Postne potrawy wigilijne przypominają o karmieniu nie tylko ciał, lecz także serc i dusz; o wyrzeczeniu; o dzieleniu doli z biednymi. Świece przypominają „Światłość, która przyszła na świat” i ognisko domowe; ciepło, które ma się wzajemnie dla siebie, ogień serdeczny, który trzeba wciąż podtrzymywać, by nie zgasł. Siano pod obrusem w Wigilię to przypomnienie prostoty stajni w Betlejem i żłobu, w którym położono Tego, który stał się Chlebem Życia. Stąd ta więź żłobu – stołu – ołtarza. Stąd ta konieczność karmienia się przez domowników chlebem powszednim i Chlebem Życia.

ŚWIĄTECZNY OPŁATEK

Trzeba czasem ten codzienny chleb ujrzeć od innej, piękniejszej strony, jako pokarm dla duszy. Trzeba też ujrzeć siebie wzajemnie od innej, piękniejszej, odświętnej strony. Do tego potrzebne jest PRZEŁAMANIE się PRZEBACZENIEM, czyli odrzuceniem za siebie tego, co w nas złe, brzydkie i raniące, by dostrzec lepiej to, co dobre, piękne i warte pokochania. Tak jak łamie się przysłowiowe lody z pokojem „ludzi dobrej woli”. Bez dobrej woli bowiem niczego się nie zbuduje, nikogo się nie zrozumie, nikomu się nie przebaczy ani nie poprosi o przebaczenie. Bez dobrej woli będzie się wciąż przeciw sobie, obok siebie, poza sobą.

MODLITWA

„W imię czego mam wciąż przebaczać, służyć, pomagać, pracować?” – to słowa z pewnej rodzinnej sprzeczki. A może lepiej byłoby każdemu zadać pytanie: „W imię KOGO wciąż mamy się starać, przełamywać wewnętrznie, sprawiać radość, tworzyć domowość domu?!” – „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego…” – to wezwanie może uzasadniać, czynić znośniejszym wiele zwykłych spraw, dla których brakuje sił i wyrozumiałości. Stąd trzeba wzywania Boga tam, gdzie rodzina się spotyka, posila, decyduje, dzieli się, a nawet kłóci… Od Bożej strony sprawy ludzkie zawsze wyglądają inaczej.

 ŻYCZENIA

Gdy symbole i zwyczaje są puste, puste bywają również słowa naszych życzeń. Jakieś tam „pomyślności”, „zdrówka”, „szczęścia”… banały, a mogłyby to być słowa, które z uwagą, troską, nadzieją, mądrością – w tej chwili szczerości i otwarcia – świadczyłyby, że czuje się drugiego, że zna się jego sprawy, że chce mu się pomóc w spełnieniu tych życzeń, że chce się pójść z czynem za dobrym słowem, żeby stało się ciałem. Błogosławione życzenia, które nie są konwenansami, ale odgadywaniem Bożej woli w życiu drugiego człowieka i pomaganiem w jej pełnieniu!

GOŚCINNE MIEJSCE PRZY STOLE

Dom nie może być twierdzą obronną. Rodzina nie może być wianuszkiem samolubów. Prawdziwy dom wytwarza przestrzeń rodzinności. Zatrzaśnięte, niegościnne domy w Betlejem na zawsze pozostaną symbolami zamkniętych serc. Powiększony o kogoś krąg przy stole oswaja obcość, przygarnia tych, którym serca wychłódły, dzieląc się miejscem i posiłkiem, mnoży radość i rodzinność. Ta otwartość na gościa jest też znakiem, że serca domowników nie są zamknięte na ewentualność poświęcenia, na przyjęcie jeszcze kogoś do rodziny, na ryzyko… większej miłości.

WSPÓLNY ŚPIEW

Do śpiewu potrzeba współbrzmienia, chęci włączenia się wszystkich, potrzeba wspólnych tonów i słów. Nic tak nie zaangażuje serca, jak dzielenie śpiewu pieśni z bliskimi. Do śpiewu otwiera się nie tylko usta, ale śpiew otwiera nam serca.

 OBDAROWYWANIE UPOMINKAMI

Wciąż przewija się tu słowo: WZAJEMNOŚĆ. Rodzina to miejsce WZAJEMNEGO! obdarowywania się. Niesprawiedliwością jest, aby jedni stale musieli dawać, służyć, pracować, a inni wciąż korzystali z przywileju brania, korzystania, unikania trudów i obowiązków. Upominki to materialne znaki życzliwości serc, odgadywania czyichś życzeń, trudu ich spełnienia i bezinteresowności. Ważne jest, aby chęć obdarowywania była wyrabiana już od dziecka. Jeśli bowiem kogoś życie rodzinne, funkcjonowanie domu, nic nie kosztuje – to dom nie będzie naprawdę JEGO, bo czerpie z darów innych, nie składając swojego.

 TRADYCJA

Umieranie domów jest spowodowane wykorzenieniem człowieka z historii, z tradycji i z dziedzictwa pokoleń. Coś im zawdzięczamy. Dzięki dziedzictwu kultury, religii, obyczajów wiemy, kim jesteśmy, znamy swoją godność, mamy na czym budować przyszłość. Nie można przerwać łańcucha pokoleń i zatrzymać na sobie dziedzictwa wiary i obyczajów. Winniśmy je swoim dzieciom i wnukom bardziej niż wartości materialne. Każde święta, każda uroczystość rodzinna i państwowa zwracają się ku przeszłości, po to, by nie zbylejaczała teraźniejszość i żeby przyszłość nie zgubiła bogactwa wypracowanego przez poprzednie pokolenia. Jeśli bowiem w rodzinach nie przechowa się – z szacunkiem i zrozumieniem – wiary, kultury i tradycji, to w człowieku nie będzie już miejsca na człowieczeństwo.

Mówiąc o świętach, chciałem powiedzieć o codzienności. Mówiąc o Wigilii, zwróciłem uwagę na znaczenie niedzielnych posiłków rodzinnych przez cały rok. Mówiąc o symbolach świątecznych, starałem się powiedzieć, co w nich może tworzyć ognisko domowe, przy którym dobrze jest domownikom i Bogu między nimi. Bo On wciąż chce zamieszkać między nami – ludźmi dobrej woli, o których niech wciąż śpiewają Aniołowie.

Br. Tadeusz Ruciński FSC

pgw

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#bóg #miłość #rodzina #rodzinność #wspólnota
© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej