Kultura na rozdrożu

2013/1/23

Po 1989 roku kultura w Polsce stała się gałęzią przemysłu. Czerpiąc wzorce z Zachodu lansujemy to, co płytkie i niewymagające wysiłku. W epoce leniwców i kopistów ze świecą szukać można wzniosłych ideałów i nieskazitelnych autorytetów.

Analizując sytuację polskiej i światowej kultury koniecznym wydaje się powiązanie jej z szeroko pojmowanym przemysłem kulturalnym, na którego kondycję istotny wpływ wywierają media. Warto w tym miejscu podkreślić, iż w dobie postępującej laicyzacji media stanowią coraz częściej namiastkę kultu religijnego. Oglądanie serwisów informacyjnych, programów rozrywkowych i telenowel nie pozostawia czasu na autorefleksję, zadumę, kontemplację. Pan czy pani z telewizji stają się autorytetami w każdej dziedzinie życia, ważniejszymi od dziadków, rodziców, nauczycieli, księży.

Współczesna kultura jest ściśle powiązana z przemysłem kulturalnym, rozrywką i mediami

 

Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że zasadą funkcjonowania mediów jest totalitaryzm dążący do sprawowania całkowitej władzy nad społeczeństwem. Przemysł kulturalny Prasa i telewizja została nazwana przez niemieckiego pisarza Hansa Magnusa Enzensbergera przemysłem świadomościowym. Krytycy mediów – Max Horkheimer i Theodor Adorno, zwani przez Umber-ta Eco „apokaliptykami”, w dziele zatytułowanym Dialektyka oświecenia (1944) zwracali uwagę na sposoby działania struktur medialnych i wypływającą z nich władzę. Theodor Adorno przestrzegał przed kontekstem zaślepiania.

Masowe wytwory kulturowego przemysłu są według niego produktami konsumpcyjnymi przeznaczonymi do zniszczenia. Ich adresatem nie jest odbiorca masowy, ale jego nieświadomość. Kultura sprowadzona do parku rozrywki stała się wykładnikiem harmonii i zastępczego zaspokajania potrzeb. Już w latach czterdziestych minionego wieku niemiecki filozof Erich Fromm w swojej słynnej książce pt. Ucieczka od wolności przestrzegał przed sytuacją, w której wyzwoliwszy się od zewnętrznych autorytetów poddamy się anonimowym autorytetom, takim jak opinia publiczna i masmedia.

Przekonywał, iż wiele z tego, co sami myślimy i mówimy, mówią i myślą inni – w efekcie nie mamy szans osiągnięcia zdolności myślenia w sposób odrębny – samodzielny ze względu na uwarunkowania kulturowe. Zdaniem Fromma wolność jest stanem negatywnym. Uciekając od wolności popadamy w uległość, konformizm i podporządkowanie, ponieważ dają nam one poczucie bezpieczeństwa. Niemiecko-amerykański filozof Herbert Marcuse w roku 1964 opublikował studium pt. Człowiek jednowymiarowy.

Przeciwstawiał w nim dotychczasową cywilizację jednowymiarową we wszystkich składnikach: nauce, filozofii, sztuce, myśleniu potocznym, systemach politycznych i technologii utraconemu „drugiemu wymiarowi”. Utracony wymiar sprowadzał do zasady negatywności i krytyki, albo kontrastowania istniejącego świata ze światem prawdziwym. Społeczeństwo, w którym dominuje czysto funkcjonalny stosunek do myślenia nazwał Marcuse społeczeństwem ludzi jednowymiarowych.

Utracony wymiar kultury

O konformizmie współczesnych odbiorców kultury pisał w wielokrotnie wznawianej książce Człowiek istota społeczna Eliot Aronson. Podkreślał tam, iż ludzie mają silną potrzebę przynależności. Osoby o niskiej samoocenie łatwiej ulegają naciskowi. Nieprzystawalność imitacji (życia konkretnych odbiorców) do wzoru (życie celebrytów, polityków, osób bogatych) wpływa na niską samoocenę i umacnia postawy konformistyczne. Jedną z gałęzi przemysłu kulturalnego jest literatura. Współcześni jej twórcy zdają się w pełni świadomie korzystać z doświadczeń ludzi mediów oraz badań socjologicznych. Przyporządkowując czytelników do konkretnych segmentów, grup docelowych pozbawionych wysokich wymagań i zróżnicowanych potrzeb utrwalają poczucie bezideowości, braku autorytetów, wzorców i dogmatów.

Świat bez właściwości, człowiek bez właściwości

Poważny kryzys literatury i sztuki wysokiej nastąpił w drugiej połowie minionego stulecia. Niektórzy o tę sytuację oskarżają postmodernizm. Teoretycy tego prądu mówią o końcu człowieka, o zmianie jego kondycji, poddają w wątpliwość wszelkie systemy wartości. U podstaw postmodernizmu leży psychoanaliza i dekonstrukcja. Wystawianie na próbę dotychczasowych świętych, uczonych, bohaterów narodowych prowadzi do relatywizmu. Drwina z historii, odrzucenie wszelkich prawd narzuconych z góry, hołdowanie wolności, która nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnością to przejawy nihilizmu i negacji wszelkich wartości.

Produktem postmodernizmu jest człowiek słaby, nieprzygotowany do pokonywania trudności, łatwo popadający w zniechęcenie i ulegający załamaniom. Francuscy pisarze, tacy jak Foucault, Deleuze, Baudrillard w swojej twórczości eksponują śmierć człowieka, zniszczenie podmiotu, lęk przed pustką. Niewątpliwie wiąże się to z usunięciem z ludzkiej egzystencji eschatologii i sacrum. Jednym z najbardziej znanych współczesnych socjologów postmodernistycznych jest Zygmunt Bauman. Cieszące się dużą popularnością jego książki (Kultura w płynnej nowoczesności, Ponowoczesność, jako źródło cierpień) dowodzą, iż w dzisiejszych czasach kultura jest szyta na miarę jednostkowej wolności wyboru i jednostkowej odpowiedzialności za te wybory.

O przynależności do elity kulturowej decyduje maksymalna tolerancja i minimalna wybredność. Kultura w płynnej nowoczesności zdaniem Baumana nie oświeca i nie uszlachetnia. Jej zadaniem jest uwodzenie – nie zaspokajanie istniejących potrzeb, ale stwarzanie nowych, nigdy niekończących się, ponieważ ostateczna satysfakcja nie pozostawiłaby miejsca dla dalszych zachcianek. Marshall McLuhan przyznawał, iż sztuką jest wszystko, co ci może ujść na sucho. Doskonałym potwierdzeniem tej z pozoru absurdalnej oceny mogą być słowa Damiena Hirsta, okrzykniętego, jako bożyszcze najmodniejszych galerii londyńskich, który w chwili szczerości, gdy dowiedział się o przyznaniu mu najbardziej prestiżowej na Wyspach Brytyjskich Nagrody Turnera nie kryjąc zaskoczenia stwierdził: To zadziwiające, czego można dokonać z trójką minus ze sztuki na maturze, zwichniętą wyobraźnią i piłą łańcuchową.

Dyktatura mody

Wobec dyktatury mody utrwalanej przez przemysł kulturalny współczesny człowiek zdaje się pozostawać bezbronny. Targające nim sprzeczne pragnienia: zadomowienia się w grupie przy jednoczesnym wyodrębnieniu z masy; indywidualizacji, ale też chęci upodobnienia się do innych; lęku przed samotnością i tęsknotą za niczym nieskrępowaną wolnością skutkują nieuleczalną niepewnością i grożą nerwowym załamaniem. Coraz więcej osób w krajach cywilizowanych cierpi na rozpad świadomości. Potwierdzają to najnowsze badania European College of Neuropsychopharmacology (ENCP). Z przeprowadzonego raportu obejmującego 514 mln osób z 30 krajów, w tym 27 państw Unii Europejskiej oraz Szwajcarii, Norwegii i Islandii aż 165 mln osób, stanowiących 38 procent populacji naszego kontynentu każdego roku cierpi na zaburzenia psychiczne i choroby mózgu, takie jak depresja, napady lęku, bezsenność czy demencja.

Najbardziej niepokojące jest, że coraz szybciej powiększającą się grupą osób odczuwających stres i popadających w depresję są dzieci. Również kondycja psychiczna Polaków nie napawa optymizmem. Psychiatra, prof. Janusz Heitzman potwierdza, że na co dzień jesteśmy smutni albo źli, pesymistycznie patrzymy w przyszłość. Wyzwolenie od lęków, wyznaczenie celów, wartości, wskazanie autorytetów przez setki a nawet tysiące lat należało do artystów, myślicieli, filozofów, pisarzy. To oni, przeciwstawiając się utartym prądom i wyjałowionym teoriom, wytwarzali ferment myślowy sprzyjający rozwojowi naszej cywilizacji. Większości z nich zupełnie nie zależało na popularności i właśnie taka postawa gwarantowała im uznanie potomnych. Ale w dwudziestym wieku coraz chętniej zaczęto lansować afirmację doczesności.

Dobitnie wyraża to w swoim wierszu Do losu Julian Tuwim: I śmieszne jest: Non omnis moriar. Kultura w naszych czasach, nazywanych czasami płynnej nowoczesności, nie służy głębokiemu oczyszczeniu, nie wywołuje pozytywnych, głębokich wzruszeń. Aby zadowolić odbiorcę masowego oferuje oczyszczenie powierzchowne, działa jak odkurzacz i dezodorant – zbiera do wspólnego worka to, co zbędne i maskuje nieprzyjemne zapachy. Otaczający nas świat, w dużej mierze wykreowany przez przemysł kulturalny, wpływa negatywnie na naszą kondycję, osłabia naszą innowacyjność. Sukces zawodowy i twórczy jest przypisany ludziom wolnym od nacisków, a nie spętanym lękiem i depresją.

Trudno jednak wprowadzać się w nastrój pozytywny, jeśli na co dzień karmieni jesteśmy złymi wiadomościami, serwisy informacyjne bez skrępowania hołdują hasłu: krew na pierwszej stronie, wśród dziennikarzy panuje przekonanie, iż nic tak nie ożywi gazety, jak trup na pierwszej stronie, a zasada: trzeba wyjść na durnia, żeby nakład rósł stała się gwarancją sukcesu nie tylko dużych wydawnictw prasowych. Czy jest jeszcze szansa na przywrócenie drugiego wymiaru, pogłębienie tego, co zdaje się być bezpowrotnie spłycone, odnalezienie sensu i określenie właściwości? A jeśli jest, to kto powinien z niej skorzystać? Skompromitowani artyści, filozofowie, politycy, pisarze? Tadeusz Różewicz w swoim wierszu pt. Słowa napisał: słowa zostały zużyte/ przeżute jak guma do żucia. A Mickiewicz w Odzie do młodości przestrzegał: Bez serc, bez ducha to szkieletów ludy. W III części Dziadów dał nam jednak wskazówkę: Plwajmy na tę skorupę i zejdźmy do głębi!

 

Anna Małgorzata Pycka

© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej