Szymon Szczęsny: Białoruś - w pogoni za wolnością [nagranie]

2021/1/4
AdobeStock 372319624
źródło: Adobe Stock

Już od dawna polska opinia publiczna nie była tak zaangażowana w wydarzenia rozgrywające się u naszego wschodniego sąsiada.

Zainteresowanie to mogłoby być większe, chociażby ze względu na wspólną i niezwykle przenikającą się w ostatnim stuleciu historię obu narodów. Dotychczasowe podejście można po części tłumaczyć stereotypową oceną Białorusi przez społeczeństwo polskie jako kraju nieatrakcyjnego, będącego niejako skansenem Europy oraz prawie kolonią Rosji. Sytuację znacząco zmieniły wydarzenia z sierpnia 2020 r., gdy do polskiego widza dotarły sceny przywołujące wspomnienia z okresu zwalczania „Solidarności” przez komunistów.

Ubiegłoroczne wydarzenia na Białorusi, zapoczątkowane sfałszowaniem wyborów prezydenckich 9 sierpnia, spowodowały silne reakcje społeczne, których rządzący autorytarnie od ponad ćwierćwiecza Aleksander Łukaszenka nie przewidział. Reakcją reżimu na pokojowe demonstracje domagające się ustąpienia skompromitowanego prezydenta ze stanowiska była fala przemocy. W jej wyniku, według niezależnych białoruskich mediów, śmierć poniosło kilkanaście osób, a kilkadziesiąt uznaje się za zaginionych. W więzieniach bez prawomocnych wyroków przetrzymywanych jest blisko trzydzieści tysięcy osób, w tym część kierownictwa opozycji skupionej w ramach Rady Koordynacyjnej. Pozostali członkowie rady, w tym główna kontrkandydatka do fotela prezydenta – Swietłana Cichanouska, zostali zmuszeni do opuszczenia granic państwa.

Represje nie ominęły również kościoła katolickiego, który w osobie pozbawionego obecnie białoruskiego paszportu, przewodniczącego Episkopatu Białorusi abp Tadeusza Kondrusiewicza, zdecydowanie opowiedział się po stronie protestujących, nawołując jednocześnie do pokojowego rozwiązania sporu. Prześladowania objęły również wspólnotę parafii pw. św. Heleny i Szymona w Mińsku, której słynny czerwony kościół – miejsce szczególne tak dla katolicyzmu, jak i Polaków na Białorusi, został zamknięty przed wiernymi. Analogii można doszukiwać się w historii, gdyż w 1920 r. fundator świątyni, Sługa Boży Edward Woyniłłowicz, był zmuszony opuścić miasto w obawie przed bolszewikami, a sam sprofanowany kościół pozostawał zamknięty aż do 1988 r.

W działania mające doprowadzić do stabilizacji sytuacji na Białorusi od początku bardzo aktywnie włączył się polski rząd. Ich efektem było wydanie rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie łamania praw człowieka na Białorusi oraz wprowadzenie sankcji dla osób wspierających reżim. Stworzono również plan wsparcia gospodarczego na rzecz demokratycznej Białorusi. Dodatkowo, strona polska pomimo trwającej epidemii koronawirusa, przyjęła pakiet pomocowy „Solidarni z Białorusią”, przeznaczony do wsparcia osób i firm objętych represjami, w tym bardzo rozwiniętej na Białorusi branży IT.

Można zaryzykować stwierdzenie, że ostatni raz tak aktywne włączenie się w sprawy białoruskie miało miejsce dokładnie przed wiekiem. Wtedy też w trakcie rozmów pokojowych w Rydze w marcu 1921 r., kończących wojnę polsko-bolszewicką, ostatecznie upadła koncepcja federacyjna promowana przez opcje polityczne związane z Józefem Piłsudskim. W jej założeniach wschodnie granice Polski od ZSRS miało oddzielać pasmo państw skonfederowanych – Białoruś i Ukraina. Jednak delegacja polska kierowana przez Jana Dąbskiego odrzuciła możliwość włączenia ziem centralnej Białorusi wraz z Mińskiem w skład odradzającej się Rzeczypospolitej.

Decyzja uzasadniona m.in. niską liczebnością żywiołu polskiego na tych terenach doprowadziła, pomimo przeprowadzonej akcji repatriacyjnej, do pozostawienia na tzw. Kresach Dalszych blisko półtora miliona Polaków. Ich dalsze losy okazały się tragiczne. Początkowo władza sowiecka próbując przekonać Polaków do idei komunizmu zorganizowała dwa obwody narodowościowe – Dzierżyńszczyznę na Białorusi oraz Marchlewszczyznę na Ukrainie. W regionach tych pozwolono na spore swobody, jednak opór przed kolektywizacją, przywiązanie do katolicyzmu oraz brak postępów w komunistycznej indoktrynacji spowodował likwidację obwodów oraz rozpoczęcie represji wobec Polaków. W noszącej znamiona ludobójstwa tzw. operacji polskiej NKWD w latach 1937-1938 zamordowano, według zachowanych dokumentów, ponad 111 tys. Polaków. Aresztowany Polak – mężczyzna miał 95% szans na rozstrzelanie. Wcale nie oznaczało to, że przeżył. Pozostałe 5% najczęściej trafiało do gułagów nieludzkiej ziemi. Podobne metody zastosowano wobec Białorusinów, których po trwającym w latach 20-tych XX w. procesie białorutenizacji, uznano za szkodliwy czynnik dezintegracji ZSRS. Oznaczało to działanie pod hasłem walki z tzw. narodowym demokratyzmem do planowej eksterminacji elity intelektualnej sowieckiej Białorusi.

Nie jesteśmy dziś w stanie odpowiedzieć na pytanie jak wielkie szkody wyrządził czas Wielkiego Terroru tworzącym się wówczas zrębom białoruskiej tożsamości narodowej. Wszelkie próby podjęcia badań nad zbrodniami sowieckimi spotykają się z niechętną postawą władz. Najjaskrawszym przykładem jest chociażby zakaz prac badawczych oraz brak możliwości upamiętnienia ofiar w Kuropatach pod Mińskiem, gdzie według szacunków zostało pogrzebanych nawet 250 tys. osób. Jednak raz rozbudzonego w narodzie pragnienia wolności nie dało się zniszczyć. Wierzę, że także dzisiejsza przemoc i restrykcje, jedynie wzmocnią płomień svabody, pozwalając ostatecznie osiągnąć Białorusinom upragniony cel. 

/mwż

Szczesny Szymon

Szymon Szczęsny

Historyk, ekonomista, podróżnik. Członek Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana.

© Civitas Christiana 2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej