Trud świętowania

2013/01/18

Gdy z internetu chciałam się dowiedzieć, jak świętować Boże Narodzenie, zostałam zachęcona do wyjazdów turystycznych i zrobienia zakupów. Nawet od Harry’ego Pottera można nauczyć się czegoś na ten temat, a psycholog z Kolonii, Ulrich Schmitz, który w swojej książce twierdzi, że posiadł tajemnice Biblii, radzi, aby „historię o Chrystusiku opowiadać dzieciom puszczając do nich oko, a więc niezbyt poważnie”.

Rozmowy z ludźmi i własne doświadczenia pokazują mi, że Boże Narodzenie, przy wszystkich radościach, bywa okresem trudnym. Ludzie nagle mają dużo czasu, rodziny, które normalnie często widują się w przelocie, a ich rozmowy polegają na wymianie komunikatów, nagle są razem przez co najmniej dwa dni i razem muszą ten czas wypełnić. W wielu domach „postacią” centralną jest telewizor, wokół którego grupuje się spragniona wspólnoty i wypoczynku rodzina. Wielu próbuje udawać bardziej życzliwych niż są. Bycie razem – jak każde spotkanie z drugim – odsłania jednak także prawdziwe „ja”, a prawdziwość bywa trudna i wywołuje konflikty.

Problem świętowania Bożego Narodzenia wiąże się z zanikaniem poczucia odrębności niedzieli jako dnia świętego. Nie chodzi mi o narzekanie na konsumpcjonizm i komercjalizację świąt. Świat zawsze szedł swoim torem, a chrześcijanie – otwarci na niego i żyjący w nim – mają przecież być ludźmi również nie z tego świata. Łatwo jednak wytłumaczyć sobie, że nie mam czasu na zakupy, więc muszę zrobić je w niedzielę, że pieniędzy wciąż mało i praca niepewna, więc – skoro mam okazję – będę w niedzielę pracować, a Pan Bóg – jak Pan Bóg – miłosierny, zrozumie, wybaczy. Co więc zrobić w Boże Narodzenie, gdy sklepy nieczynne, a nawet jeśli, to trochę nie wypada robić zakupów – zresztą wszystkie już zrobione? Religijna tradycja (szopka, aniołki, żłóbek) nie wystarcza, by chrześcijanin zatrzymał się nad Tajemnicą Wcielenia Boga, by spotkał narodzonego Pana, Przyjaciela i Zbawiciela. Refleksja nad narodzeniem Jezusa może być także refleksją nad własną kondycją jako człowieka – słabego, poszukującego, pragnącego dobra, ale skłonnego do zła. O tym rozdarciu pisze św. Paweł, mówią o nim również poeci, nawet niezbyt wierzący, jak Jacek Kaczmarski – autor zbioru kolęd, dobrego zresztą na Boże Narodzenie, a także na Wielkanoc.


Pasterka jest jednym z najpiękniejszych nabożeństw
Fot. Artur Stelmasiak

Towarzysząca samotność

Ksiądz Roman Froń w rozważaniu na temat świętowania Bożego Narodzenia porusza problem samotności. Pisze o Małym Księciu, który z uporem szukał przyjaciela, lecz na jego wołanie odpowiadało tylko echo. Ewangelia mówi jednak, że Święta Rodzina także w kluczowym momencie pozostała sama – nie znalazła miejsca w gospodzie. „W każdym człowieku jest odrobina samotności, którą można wypełnić jedynie Bogiem” – stwierdza Dag Hammarskjoeld w zbiorze myśli Drogowskazy. „Dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” – odpowiada Jezus. Ktoś napisał: „Jezus jest jednym z nas: tu Go trzeba szukać – wśród ludzi, nie wśród błyszczących prezentów”. Szukanie Jezusa i światła Gwiazdy Betlejemskiej skłania do wiecznego bycia w drodze. Patrząc na Boże Narodzenie z tej perspektywy, zatrzymanie się przy żłóbku wcielonego Boga może być tylko stacją pokazującą, którędy dalej iść, by nie zagubić śladów Pana i nie szukać po omacku. Wierzę, że jak Męka i Zmartwychwstanie Jezusa, tak i Boże Narodzenie, są dla chrześcijanina drogowskazem. Bóg objawia w nich swoją obecność, ale nie odpowiada na wszystkie pytania, a nawet jeśli to robi, to nie w pełny sposób. Dał nam wolność po to, byśmy „wśród nocy” szukali odpowiedzi, idąc za światłem betlejemskiej gwiazdy.

Katarzyna Szczepanek

Artykuł ukazał się w numerze 12/2008.

© Civitas Christiana 2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej