Wiedza i rozumność – czy szkoła przybliża prawdę o świecie?

Udostępnij artykuł:
Fot. Ofida Studio/Adobe Stock

Od czasów starożytnych przez wieki edukacja przynależała do filozofii. Wyrastała z wiedzy o człowieku – o ludzkiej naturze i ludzkich celach. Rok 1806 dał początek nowej, niezależnej od filozofii, ale wciąż humanistycznej nauce – pedagogice. Największy przewrót w pojmowaniu szkolnej edukacji dokonał się jednak w naszych czasach i… przeszedł bez echa.

W 2011 roku pedagogika została odłączona od nauk humanistycznych i zaliczona w poczet nauk społecznych. Oderwana od korzeni poszukiwania prawdy o człowieku i świecie, zbratana z psychologią i socjologią, stała się narzędziem sterowniczym w rękach polityków i różnej maści architektów współczesnego świata.

Szkoła rezygnująca z wiedzy

Jedną z najbardziej szkodliwych w skutkach, a cicho przebiegających reform minionego ćwierćwiecza, było przekierowanie szkolnictwa z nauczania poznawczego (opisywanego tematycznie, problemowo) do nauczania operacyjnego (ujętego w formę umiejętności ucznia). Podstawa programowa kształcenia ogólnego zredagowana została w postaci odpowiadającej tzw. idei europejskich ram kwalifikacji: uczeń dostrzega…, rozróżnia…, porządkuje…, opisuje…, wyszukuje…, stosuje… itp. Jeden zwrot był zakazany: „uczeń wie…”.

Termin „wiedza”, nieobecny od dziesięcioleci w dokumentach agend ONZ i UE, zniknął też z polskich dokumentów. Kierowany do ucznia przekaz stał się wybiórczy. Przykładowo temat „Układ Słoneczny” zastąpiony został wąskim zapisem „Uczeń potrafi wymienić planety Układu Słonecznego, w odpowiedniej kolejności”. Fragmentarycznemu kształceniu odpowiadają dziś podręczniki zbliżone w formie do dziecięcych encyklopedii. Całość wieńczą równie wybiórcze, testowe sprawdziany i egzaminy. Wybiórczość nie służy kształceniu. Informacje nie składają się w umysłach uczniów w realny obraz świata.

Nie wszyscy nauczyciele, nawykli przecież przez lata do przekazu wiedzy, weszli na drogę kształcenia operacyjnego. Dziś czynią to z uwagi na wprowadzony obowiązek dostosowywania zajęć lekcyjnych do poziomu każdego ucznia w klasie (czytaj: ucznia najsłabszego). Następstwem jest postępujące obniżanie poziomu kształcenia w polskich szkołach. Co otrzymywać mają uczniowie w zamian za wiedzę o świecie?

Szkoła instrukcją życia i działania

O wprowadzonej do szkół edukacji zdrowotnej było i jest nadal głośno z uwagi na jej komponent, permisywną edukację seksualną. Problem szkodliwości tego przedmiotu jest jednak głębszy.

Edukacja zdrowotna obejmuje szerokie aspekty ludzkiego życia: aktywność fizyczną, higienę, odżywianie, zdrowie psychiczne, funkcjonowanie w rodzinie i w społeczeństwie. Zawiera tematy realizowane wcześniej na biologii, chemii, lekcjach WF, na edukacji obywatelskiej i wychowaniu do życia w rodzinie. Wyłączenie tematyki zdrowia z przedmiotów odpowiadających dyscyplinom oraz kierunkom akademickim i scalenie ich w przedmiot nieposiadający takiego odniesienia, odcina zdrowie od wiedzy naukowej. Powierzenie edukacji zdrowotnej nauczycielom, którzy nie są specjalistami we wszystkich, zróżnicowanych jego kierunkach, dodatkowo pogrąża przedmiot. Edukacja zdrowotna wystawiona zostaje na wpływy ideologiczne i staje się niekontrolowanym narzędziem formatowania młodego człowieka. Oddzielając treści nauczania od dorobku naukowego, oddziela szkolną wiedzę od prawdy o świecie.

Rzecz nie jest przypadkowa. We wrześniu 2022 roku, podczas Szczytu Transformacji Edukacji ONZ w Nowym Jorku, edukacja zdrowotna w znanym nam kształcie była promowana jako sztandarowy przedmiot zapoczątkowujący przebudowę kształcenia w świecie. W dobie sztucznej inteligencji młodym ludziom mają wystarczyć umiejętności kształcenia podstawowego: czytania, pisania, rozumienia tekstu, liczenia i obsługi urządzeń cyfrowych. Pustkę zapełni nowe zadanie szkoły, realizowane dotychczas w rodzinach – uczenie młodych „jak żyć” i „jak działać” w życiu. Obowiązuje tzw. społeczno-emocjonalne (pozaintelektualne) uczenie się, wypełnione dywagacjami, opisywane w zachodnich poradnikach skrótem SEL.

Szkoła przekazu wiedzy i prawdy o świecie odchodzi w przeszłość. Powstaje szkoła – instytucja formatująca młode pokolenia według narzuconych wzorców.

Szkoła kształcąca… przekonania

Niełatwe życie fundują naszym dzieciom i wnukom współcześni architekci globalnych przemian. Młodym ludziom odbierane są wszelkie punkty oparcia – prawdy wiary, zasady moralne, fundamenty kultury i strzępy pamięci historycznej. Podważane są nie tylko ludzkie ideały, ale i osiągnięcia rozumu. Odrzucana jest dwuwartościowa logika: prawda – fałsz.

Wokół młodego człowieka tworzy się egzystencjalna pustka. Porażające statystyki samobójstw młodocianych idą w parze z najczęstszym pytaniem, jakie słyszą szkolni psycholodzy: „Po co mam żyć?”. Już tylko wiara w Boga, jaką obroniła w sobie część młodych ludzi, zdaje się być jedynym stałym zakotwiczeniem w świecie. Bez niej uczeń chciwie będzie łykać każdą rzucaną mu przynętę. A w przynętach specjalizują się współcześni „architekci świata”, wykorzystując rosnące rzesze psychologów, psychoterapeutów i pedagogów szkolnych, odpowiedzialnych za uczniowski „dobrostan”.

Przewidziany do sukcesywnego wprowadzania od września do polskich szkół program „Reforma 26. Kompas jutra” wnosi niepolskie zmiany. Jedną z istotnych, a mniej zauważanych, jest kształtowanie uczniowskich przekonań. Przekonania dotyczą twierdzeń, które nie są, a przynajmniej nie muszą być prawdą, tak jak: „przekonanie o własnej skuteczności” czy „przekonanie jednostki, że jest częścią grupy, która ją akceptuje, potrzebuje jej i docenia ją”. Sytuują ucznia w świecie wyobrażeniowym, w przestrzeniach sugestii i perswazji. O pomocy młodym w rozpoznawaniu prawdy o sobie i swych słabościach, w pokonywaniu realnych życiowych przeszkód mowy nie ma i być nie może. Kształcenie przekonań niweczy odwieczny sens szkoły, jakim jest prowadzenie młodych ludzi do prawdy.

Szkoła wyłączająca intelekt

Ucznia kończącego szkołę cechuje deficyt rozumności – tak oceniają absolwentów pracodawcy, takie świadectwo wystawia im kadra uczelniana. Nie chodzi w tym wypadku o luki w wiedzy, lecz o rzecz nazywaną pospolicie „bezmyślnością”.

Młodzi mają trudności z postrzeganiem, zapamiętywaniem, oceną informacji i wyciąganiem wniosków, kojarzeniem zdarzeń i łączeniem ich w ciągi przyczynowo-skutkowe, z dokonywaniem syntezy wiedzy i doświadczenia, analizą zjawisk złożonych, myśleniem koncepcyjnym, logicznością wypowiedzi, a w następstwie powyższego z: refleksją, przewidywaniem i planowaniem.

Łatwo zauważyć, że wymienione deficyty dotykają w dużej mierze umiejętności organizacyjno-zarządczych, co ma wpływ zarówno na status zawodowy absolwentów, jak i poziom organizacji państwa. A przecież zaledwie przed 30 laty polski hydraulik słynął z podboju rynku Irlandii nie tylko kwalifikacjami, ale i racjonalnością, zmyślnością, inwencją. Dziś rolę tę pełnią młodzi Azjaci. Co stało się z naszymi metodami kształcenia?

Rozwój intelektu wymaga ćwiczeń, o których świat zachodni dawno zapomniał. Umysły trenują już tylko dzieci biznesowych elit, w szkołach o zaporowej wysokości czesnego. Zwykłe szkoły i uczelnie wypuszczają na rynek absolwentów, których można określić mianem robotników umysłowych. Niećwiczony intelekt nie pokieruje młodych ku prawdzie.

Kształcić się, aby być wolnym

Inicjowana przez ponadnarodowe organizacje transformacja edukacji oznacza wykorzystanie szkolnictwa do przeprowadzenia zmiany społecznej, określanej jako tworzenie tzw. społeczeństwa inkluzywnego. Rzecz ma lewicowe koneksje i komunistyczne wzorce.

Za ofertą programową przebudowy narodowych szkolnictw płyną z ONZ-owskich agend i Komisji Europejskiej potężne środki finansowe. Za pieniędzmi podążają ochoczo politycy, ale też samorządowcy, naukowcy, przedstawiciele fundacji i stowarzyszeń. Do pełnej przebudowy społecznej potrzeba już tylko milczącej zgody pozostałej, nieświadomej sytuacji, części społeczeństwa.

Czym ma być owo budowane ponad granicami krajów i narodów „społeczeństwo inkluzywne”? Możemy spekulować, lecz do końca nie wiemy. Jeśli jednak wiara, wiedza, rozumność i dociekliwość poznawcza poczytywane są za przeszkody w jego budowie, to słuszną rzeczą jest trwanie w społecznym wobec niego oporze.

Obszarów wolnego myślenia i działania nikt naszym dzieciom i wnukom w obecnych czasach nie podaruje. Ci, co chcą być wolni, muszą sami budować archipelagi wiary i wolności, w których pozyskiwana wiedza i ćwiczony intelekt pomogą prawidłowo rozeznawać okoliczności, pokonywać przeszkody, unikać zasadzek, trwać…

Artykuł pochodzi z Kwartalnika „Civitas Christiana” nr 3/2026

/ab

Rzeczoznawca oświatowy. Członek Rady ds. Rodziny, Edukacji i Wychowania przy Prezydencie RP.
okładka
Nowość

Już jest! Nowy numer kwartalnika „Civitas Christiana” do pobrania!