Kolejne świadectwo Jana Chrzciciela o Jezusie. Pełne dojrzałych sformułowań i daleko posuniętych implikacji. Trzeba nam pamiętać, że św. Jan Apostoł, ludzki autor ostatniej z czterech Ewangelii, spisywał ją pod natchnieniem Ducha Świętego, jako już bardzo poukładaną i dojrzałą teologicznie opowieść o Chrystusie, Jego misji, nauczaniu i posłannictwie. Dlatego znajdujemy tutaj ciekawe i znaczące pseudoparadoksy.
Chociażby stwierdzenie Jana Chrzciciela, że Jezus wcześniej był od niego, przez co jest mocniejszy i większy od niego. Historycznie nie jest to prawda. Kiedy z Ducha Świętego w łonie Maryi Dziewicy począł się Jezus, to matka Jana Chrzciciela Elżbieta była, zgodnie ze świadectwem Archanioła Gabriela, już w szóstym miesiącu ciąży. Ten paradoks tłumaczy jednak znaczenie refleksji teologicznej Jana Apostoła, że owo pierwszeństwo wynika z przedwiecznego istnienia Słowa – Logosu, które z Maryi przyjęło ludzkie ciało.
Kolejne zastanawiające stwierdzenie Jana Chrzciciela – „ja Go przedtem nie znałem”. Jak to możliwe, przecież Jezus i Maryja to bliska rodzina Elżbiety i Zachariasza? Znowu nie chodzi tu o czysto ludzkie „znanie”, ale o odkrycie owej Boskiej, zbawczej godności Jezusa. Właśnie po to Jan przyszedł chrzcić nad Jordan, aby Mesjasz mógł się objawić Izraelowi. Ileż trzeba było u Jana Chrzciciela pokory i posłuszeństwa Bogu, aby w swoim kuzynie, którego po ludzku znał przez lata, uznać nie tylko przewyższającego go godnością, ale i prawdziwego Syna Bożego. Przecież w tym momencie to za Janem Chrzcicielem ciągnęły tłumy, a nie za Jezusem.
Sam Bóg w wizji ukazanej nad Jordanem potwierdza wobec Jana Chrzciciela Boską godność i Synostwo Boże Jezusa. Jan bez wahania ogłasza i daje świadectwo, że Jezus jest prawdziwie Synem Boga. Jeżeli wnikniemy w tę prawdę, że przyjmując chrzest święty z wody i Ducha Świętego, stajemy się braćmi i siostrami Chrystusa, a On jest Synem Boga, to prosty z tego wniosek, że i my stajemy się dziećmi Najwyższego.
To usynowienie w Chrystusie jest nie tylko łaską i niewypowiedzianym darem, ale i zobowiązaniem. Skory jesteśmy dziećmi Boga, to powinniśmy żyć tak, jak na dzieci Boże przystało, naśladując Jezusa w jego pełnym posłuszeństwie woli Ojca oraz żyjąc całą mocą przykazaniem miłości Boga i bliźniego, zawsze gotowi nieść pomoc, przebaczać i nadstawiać drugi policzek, a to już nie takie proste.
/mdk