Nabożeństwo Drogi Krzyżowej, jest czymś co towarzyszy nam w czasie Wielkiego Postu w sposób szczególny, od dzieciństwa po …starość.
Różnić się może min. rozważaniami, nieco innymi dla najmłodszych a innymi dla starszych; są oczywiście rozważania bardziej wyspecyfikowane, adresowane dla takiej czy innej grupy. To dobrze, bo każdy w tym niby prostym, niby ludowym nabożeństwie może znaleźć coś co odpowiada jego pobożności, czy wrażliwości. Byle się w tym nie pogubić, nie szukać wielkich intelektualnych uniesień, bo można zgubić to, co najbardziej istotne – prawdę, że odprawiając to nabożeństwo towarzyszymy naszemu Panu, który około 2000 tysięcy lat temu naprawdę szedł na miejsce kaźni wśród tłumu ludzi – szyderców, tych którzy byli po prostu ciekawi, ale i tych, którzy mu współczuli, a nawet nad nim płakali. Na drodze Krzyżowej zobrazowanej w jej obecnych stacjach spotkamy cały szpaler ludzkich postaw i odniesień, w końcu szedł wśród tych, którym jego los był obojętny, byli w tym miejscu, bo ktoś im kazał, sprawowali nadzór, może czuli się ważni, a może nie, mogli być znudzeni i chcieli jak najszybciej zakończyć całą rzecz. Jest to trochę opowieść o nas samych. Tak, droga krzyżowa – ta prawdziwa – wydarzyła się kiedyś, ale jej medytacja i towarzysząca rozważaniom modlitwa może pomóc nam dziś. To jest klucz do rozumienia nabożeństwa.
Żeby było jasne zmierzam do konkretu, a jest nim dzień 25 marca 2005 roku, kiedy schorowany Jan Paweł II nie może przewodniczyć temu tradycyjnemu nabożeństwu sprawowanemu dotychczas corocznie osobiście w rzymskim Koloseum i powierza to zadanie kardynałowi Józefowi Ratzingerowi, który sporządził na tą okoliczność stosowne rozważania. W tym miejscu i czasie nabierają one szczególnej wymowy. Niektórzy z nas pamiętają te wydarzenia, choć, co jest najważniejsze, i bez historii ich powstania są niezwykłe w kontekście czasów współczesnych. Nie chodzi o to, że obszerne, bo nie, nie mają za zadanie być ucztą intelektualną, nie silą się na wyjątkowość, są po prostu diagnozą współczesnego człowieka i świata, który wcale nie jest chrześcijański. Kardynał w każdej stacyjnej medytacji zawarł część prawdy o nas samych i odniósł naszą mentalną kondycję do ludzi, którzy towarzyszyli w drodze na Golgotę naszemu Panu. Mamy więc rzecz cenną. Pigułkę, która trafia w samo sedno.
Książkę, dosłownie przed chwilą opublikowało wydawnictwo „Biały Kruk”, które rozważania kard. Ratzingera ubrało w niezwykle ładną szatę graficzną, ilustracje w postaci reprodukcji poszczególnych stacji. To rzecz ważna, bo otrzymujemy całość bardzo komplementarną, taką która pomaga czytelnikowi medytować to, co przyszły papież w zwięzłych sformułowaniach chce nam przekazać.
Całość dopełnia, a właściwie współtworzy, cenny esej księdza profesora Roberta Skrzypczaka, zamknięty w tytułowym sformułowaniu „Proroczy głos z Koloseum”, choć co warto nadmienić nie wyczerpuje zawartej w nim treści, bowiem owszem jest tu analiza Ratzingerowskich, rozważań, są omówione okoliczności historyczne miejsca i czasu, ale jest i historia, samego nabożeństwa Drogi Krzyżowej, w tym także tej odprawianej w Koloseum. Jednym słowem znajdziemy w tym małym dziełku szkatułkę skarbów bardzo pomocną w przeżyciu nie tylko kolejnego piątkowego nabożeństwa, nie tylko kolejnego Wielkiego Postu, ale i życia w świecie, które niesie coraz więcej wyzwań, z którymi nie tylko jako chrześcijanie, ale jako ludzie w ogóle przestaliśmy sobie radzić, bo na zbyt wiele pozwoliliśmy Złemu, któremu się wydaje, że bierze górę, ale w trakcie tamtej drogi też tak mu się wydawało, ...tylko wydawało.
Co do książki naprawdę warto po nią sięgnąć …i tyle.
Kard. Joseph Ratzinger, Ks. Robert Skrzypczak, Droga Krzyżowa. Proroczy Głos z Koloseum, Biały Kruk, Kraków 2026
/mdk