Podczas liturgii sakramentu małżeństwa ludzie odpowiadają na trzy fundamentalne pytania, w czasie tzw. scrutinium. Wobec wspólnoty Kościoła deklarują, że zawierają związek dobrowolnie, że pragną wytrwać w nim aż do śmierci mimo wszelkich trudności oraz że przyjmą potomstwo i wychowają je w wierze katolickiej. O ile brak wolności decyzji lub jakikolwiek nacisk czyniłby małżeństwo nieważnym, a zdrada czy brak wierności mógłby doprowadzić do jego rozpadu, o tyle o konsekwencjach wynikających z trzeciego pytania nie wspomina się zbyt często. Treść kryjąca się za tym pytaniem może wydawać się oczywista, ale czy jest tak na pewno? Czy decyzja o zawarciu małżeństwa, ślubowana w obliczu Boga i wspólnoty, jest w pełni świadoma, a może staje się dziś jedynie formułą – zapomnianym zobowiązaniem? Wierność, miłość i otwartość na życie stanowią filary sakramentalnej wspólnoty małżeńskiej. A jednak we współczesnym świecie wzmaga się problem depopulacji i wartości te coraz częściej poddawane są próbie.
Perspektywa nielicznych
Religia chrześcijańska jest religią łaski, niczym niezasłużonego daru. Bóg stwarza świat, a w nim człowieka oraz obdarowuje go wolnością i miłością. Gdy człowiek oddala się poprzez swoje wybory od Boga, On pozostaje wierny i przygotowuje plan zbawienia. W Jezusie jedna świat ze sobą, a pragnąc ciągle być z człowiekiem, posyła Ducha Świętego. Miłość Boga, zbawienie w Jezusie oraz osoba Ducha Świętego to nieskończone obdarowanie. Z miłości i dla miłości, bo na tym polega sens wszystkich Bożych darów. Dlatego wierzący człowiek nieustannie jest zapraszany do kształtowania w sobie postawy otwartości i przyjmowania.
Ten obdarowujący sobą Bóg wchodzi również w sakramentalną rzeczywistość małżeńską i niejako, jak nowożeńcy związywani stułą kapłana, On – Jezus Chrystus – związuje się z małżonkami. Jest w ich codzienności, prowadzi, uświęca, uczy umierać dla siebie samego. Jest również Tym, który obdarowuje potomstwem. I właśnie ta rzeczywistość – rola i działanie Boga – jest perspektywą dostępną jedynie dla wierzących. Tylko ludzie, którzy w pokorze przeżywają swoją codzienność jako historię zbawienia, w której głównym protagonistą jest Bóg, a ich życie zależy od Niego, potrafią się w pełni zachwycić Jego darami i dostrzegać je w najdrobniejszych wydarzeniach życia. Również pojawienie się nowego człowieka jest dla nich darem od Boga. Widzą w nim Jego działanie. Co istotne, takie odniesienie do Boga nie jest czymś odbierającym wolność czy samodzielność. Bóg, który jest Miłością, objawia się jako Sługa życia, jako Ten, który obdarowuje i doskonali. Ale wszystko dokonuje się w dialogu wolności.
Czymś naturalnym jest, że dzieci rodzą się w różnych okolicznościach, wśród ludzi niewierzących, w małżeństwach, ale i innych związkach. Jednak tylko wierzący dysponują perspektywą, która nie zgadza się na sprowadzenie narodzin dziecka do zjawiska biologicznego. Widzą cud życia, który dzieje się na ich oczach, i rozpoznają w nim działanie Boga. Człowiek prawdziwie wierzący patrzy na świat i życie zupełnie inaczej. Wie, że narodzone dziecko nosi w sobie nie tylko genotyp rodziców, lecz także obraz i podobieństwo Boga (Por. Rdz 1, 26). Dostrzega także jego głębię ducha, otwartość na Boga wewnątrz swojego sumienia, a przez to autonomię do wyboru powołania nie tylko w oparciu o rodzinne oczekiwania, ludzkie predyspozycje, ale i wezwanie Boga.
Odpowiedź
Właściwą reakcją na obdarowanie przez Boga w jakiejkolwiek przestrzeni życia jest przyjęcie. Postawa ta nie jest biernym ani bezrefleksyjnym braniem. Aktywność człowieka polega na odpowiedzi Bogu, na zgodzie na Jego działanie czy prowadzenie, wejście we współpracę z łaską. Brzmi to dość prosto, gdy się o tym czyta, ale to prowadzenie obejmuje zarówno „zielone pastwiska”, jak i „ciemne doliny”, wielkie zwycięstwa oraz cuda, jak i doświadczenia odrzucenia czy straty – „Pan dał, Pan wziął, niech imię Pańskie będzie błogosławione” (Hi 1, 21).
Jak w tym kontekście zrozumieć pytanie: „czy chcecie przyjąć”? Jako kolejne zaproszenie do doświadczenia łaski. Dzieci, jak naucza Katechizm, są „najcenniejszym darem małżeństwa i rodzicom przynoszą najwięcej dobra” (KKK 1652). Zatem po raz kolejny Bóg przygotowuje dla człowieka sposobność, aby uczynić go szczęśliwym, spełnionym i dojrzałym. Zaprasza do przyjęcia indywidualnego, wyjątkowego daru nowego życia.
Jednak logika przyjmowania często napotyka pewne przeszkody nawet wśród ludzi wierzących. U podstaw tego leży wszechobecne prawo do samodecydowania, dążenie do pełnej kontroli, które przejawia się także w skrajnym przewrażliwieniu na swoim punkcie i wszelkiego typu „poprawności”. Jak mówić o przyjmowaniu, skoro to JA mam decydować o swoim życiu? Co więcej, nikt inny nie ma prawa się wtrącać, ingerować czy nawet proponować. Absolutyzacja wolności oraz skrajne planowanie każdego elementu swojego życia utrudniają otwartość na przyjmowanie i przeżywanie radości z obdarowania, zwłaszcza darem nowego życia, który tak wiele zmienia.
W świecie hedonizmu postawa przyjmowania zmaga się również z problemem redukcji daru do przyjemności. Z oderwaniem go od obowiązków. Pragnienie dziecka bywa nierzadko hamowane różnymi „ale”, za którymi stoi lęk przed poświęceniem się dla tego nowego życia. Przyjęcie daru to błogosławieństwo, ale ono nie wyklucza zaangażowania. Błogosławieństwo nie znosi trudności, tylko nadaje im sens. Dla wierzącego ważne jest powracanie do pierwotnej perspektywy. Ten kto wierzy, nigdy nie jest sam. A obdarowujący Bóg nie zostawi tych, którym pobłogosławił (zob. Ps 80, 16).
Misja
Decyzja o gotowości do przyjęcia dziecka w duchu wiary i odniesienia do Boga wiąże się także z misją. Jak przypomina Katechizm, „płodność miłości małżeńskiej obejmuje także owoce życia moralnego, duchowego i nadprzyrodzonego, jakie przez wychowanie rodzice przekazują swoim dzieciom” (KKK 1653). Oznacza to, że powołanie małżonków nie wyczerpuje się w biologicznym rodzicielstwie, ale rozciąga na codzienny trud formowania serca. To właśnie w rodzinie dziecko po raz pierwszy doświadcza, czym jest miłość, przebaczenie, odpowiedzialność oraz modlitwa. W ten sposób dom rodzinny staje się nie tylko przestrzenią życia, ale pierwszym i domowym Kościołem, w którym rodzice są świadkami wiary i przekazicielami łaski. Zadanie zlecone Apostołom: „idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody” (por. Mt 28, 19) dostępne jest w ten sposób także dla ludzi świeckich żyjących w rodzinie. To ich część uczestniczenia w misji ewangelizacyjnej Kościoła.
Wychowanie po katolicku nie oznacza jedynie przekazania zestawu zasad czy tradycji. To raczej wprowadzanie dziecka w doświadczenie Boga – w świat, w którym wiara jest żywa, a Ewangelia dotyka codzienności. Wymaga to autentyzmu życia, spójności słów i czynów. To przekazywanie nie tyle wiedzy o Bogu, ile stylu życia w Jego obecności, opartego na Słowie Bożym i modlitwie. Stylu, który dziecko z czasem zechce uczynić swoim. I dlatego Kościół pyta w dniu ślubu, „czy chcecie”. Bo zadanie nie jest oczywiste ani łatwe do wykonania, zwłaszcza w obecnym czasie.
Rodzice, będąc pierwszymi i głównymi wychowawcami swoich dzieci, stają się współpracownikami Boga w dziele stwarzania, ale i prowadzenia ku zbawieniu. Ich codzienna miłość, cierpliwość i modlitwa to duchowa służba życiu. W ten sposób płodność małżeństwa przekracza wymiar biologiczny i staje się płodnością duchową – rodzeniem dobra, wiary i świętości w drugim człowieku. To trud i odpowiedzialność, ale także największy przywilej: uczestniczyć z Bogiem w kształtowaniu ludzkich serc. Tak aby wspólne życie tu na ziemi przeszło na życie w wieczności.
Zadanie wciąż aktualne
W pytaniu: „czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?” zawarte jest wezwanie do określonego stylu życia i misji. Nie jest to zobowiązanie zapomniane, lecz często niedostatecznie uświadomione i przygotowane. Prawdziwa miłość zawsze prowadzi do pomnażania, rozwoju i dobra – z natury jest płodna. Jednak narracja współczesnego świata może przygłuszyć jej sens, zaciemniając rozumienie sakramentu małżeństwa, rodzicielstwa i miłości, która przyjmuje, wychowuje i prowadzi do Boga. Dar, przyjęcie i misja – te trzy słowa streszczają odpowiedź nupturientów i wyznaczają drogę ich wspólnego życia. To również wezwanie dla tych, którzy przygotowują narzeczonych i towarzyszą małżeństwom, aby słowa zgody wypowiedziane przed laty wciąż nabierały głębi, świadomości i mocy w codziennej rzeczywistości małżeńskiej.
Tekst pochodzi z kwartalnika nr 1/2026
/ab