W grudniu na ekrany kin w Polsce trafił hiszpański film Niedziele (Los Domingos). To opowieść o stojącej u progu dorosłości 17-letniej Ainarze, która w pewnym momencie odkrywa w sobie powołanie religijne i decyduje się wstąpić do klauzurowego zakonu betanek, czym budzi sprzeciw bliskich, w szczególności dominującej ciotki.
To nie jest zwykła recenzja filmowa, bo jako wielki fan łączenia kropek muszę najpierw nakreślić pewien zarys historyczny, jak w ogóle dowiedziałem się o tym filmie i dlaczego postanowiłem wybrać się do kina. A to, że ponad tydzień po seansie wciąż wracam do niego myślami i podejmuję nad nim głębszą refleksję, dobrze świadczy o wartości tego dzieła.
O filmie po raz pierwszy usłyszałem w jednym z podcastów. Bogdan Rymanowski, jeden z bardziej znanych i cenionych dziennikarzy, zaprosił do rozmowy równie znaną siostrę zakonną, działającą w środowisku medialnym, s. Gaudię Skass ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Punktem wyjścia ich rozmowy był właśnie wspomniany film Los Domingos. Siostra Gaudia opowiedziała, jak kwestia powołania wyglądała u niej i czy odnalazła się w filmowej historii, utożsamiając się z główną bohaterką. Bardzo zaciekawiła mnie ta opowieść i postanowiłem wybrać się do kina na Niedziele. Tym bardziej że temat podejmowania trudnych decyzji, które nie są do końca zrozumiane przez najbliższą rodzinę, ostatnio, podczas różnych rozmów, przewijał się dość często w moim otoczeniu i był mi bardzo bliski. Zanim dotarłem na seans, uczestniczyłem jeszcze w rekolekcjach u Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus, gdzie również natknąłem się na plakat z tym filmem. Podobno był on bardzo promowany w zakonach, czego dowodem była obecność sióstr zakonnych na projekcji, w której uczestniczyłem.
Trudne życiowe wybory – znany temat?
Pomijając już moją historię i przechodząc do clou artykułu, dodam, że chyba każdy z nas przynajmniej raz w życiu miał sytuację, gdy stał przed jakimś trudnym wyborem definiującym przyszłość i obawiał się, jak na jego decyzję zareagują bliscy. Młodsza część widowni zapewne bardziej utożsamiała się z główną bohaterką filmu, nieco starsi mogli odnaleźć cząstkę siebie w rolach ojca Ainary bądź też babci, wujka lub cioci dziewczyny. Każda z tych postaci jest nieco inna, każda z nich inaczej podchodzi do tematu decyzji, którą podejmuje nastolatka. Podczas seansu możemy zobaczyć różne perspektywy i postawy, które w żaden sposób nie są narzucające. Autorka filmu podkreśla: „jako filmowiec wybrałam pewną nagość języka – pozwoliłam postaciom oddychać takimi, jakimi są, i dałam widzom możliwość obserwowania ich z bliska, lecz z dystansem”.
Debiutująca na wielkim ekranie Blanca Soroa bardzo dobrze odegrała rolę Ainary, ale Patricia López Arnaiz, wcielająca się w Maite, czyli ciotkę dziewczyny, zrobiła to perfekcyjnie! Muszę to przyznać pomimo sporej niechęci do postaci, którą odgrywała, bo jednak daleko mi do poglądów tej bohaterki. Na uznanie zasługuje również wspaniała oprawa muzyczna. Jak przyznaje reżyserka, wybrała jedną ścieżkę dźwiękową – chóralną, ponieważ „ta muzyka wydobywa z codzienności inną głębię: poetyckość i wrażliwość”.
Inny odbiór filmu przez katolików
Wydaje mi się, że my, jako katolicy, też będziemy inaczej odbierać ten film. Osoba, która nie jest tak mocno związana z Kościołem, być może nie dostrzeże pewnych znaków albo zrozumie je w zupełnie inny sposób. Jedną z rzeczy, która zwróciła moją uwagę, jest wisiorek z krzyżykiem na szyi przyjaciółki Ainary. Dla katolików jest to znak wiary, nie element biżuterii. Czy tak też było w jej przypadku? Sądząc po zachowaniu i podejściu do życia, można mieć wątpliwości. Oczywiście nie twierdzę, że katolik ma tylko się modlić, zamknąć w zakonie klauzurowym i w ogóle nie korzystać z życia, ale było bardzo dobrze widać te różnice między nią a główną bohaterką – jakby zupełne przeciwieństwa. I tu muszę połączyć kropki, bo do kina na film Niedziele wybrałem się w… niedzielę. Po nim uczestniczyłem w wieczornej mszy świętej, podczas której ksiądz na kazaniu mówił o tym, że „bardzo często megafonami złego są bliscy, którzy nas otaczają”. I tak ładnie mi się to połączyło z tym, że przez otoczenie jesteśmy namawiani do rzeczy, które nie zawsze przyciągają nas do Boga, ale często wręcz od Niego oddalają. Przywołany przykład przyjaciółki Ainary i chociażby wyciąganie jej na imprezy wpisuje się tutaj idealnie.
Łączenie kropek
Żeby zamknąć ładną klamrą historię o rekolekcjach, to znów połączę kropki z tym, co na nich usłyszałem, i tym, co zobaczyłem w filmie. Ojciec prowadzący konferencje mówił o tęsknocie serca, o śladzie Boga odciśniętym w naszym sercu, który można zagłuszyć, ale nie da się go skasować. Bohaterka filmu odkryła ten ślad i postanowiła pójść za tym głosem, postanowiła pozostać sobą pomimo braku akceptacji i niezrozumienia ze strony najbliższej rodziny – tych, którzy w teorii powinni wspierać ją w trudnych wyborach, a nie próbować od nich odwieść. Film jest piękną podróżą opowiadającą o dojrzewaniu, poszukiwaniu siebie i swojej tożsamości, a także wielkiej odwadze w podjęciu decyzji na całe życie.
Po wyjściu z sali kinowej powiedziałem do siebie w myślach „wow!”. Teraz podczas czytania tej recenzji jest właśnie moment na takie „wow”: za reżyserię i scenariusz odpowiada Alauda Ruiz de Azúa – osoba deklarująca się jako niewierząca.
Nie dostałem żadnych odpowiedzi po tym filmie, ale to nie jest zarzut, wręcz przeciwnie. Ta historia jest opowiedziana w taki sposób, że nie daje gotowych rozwiązań, nie staje po żadnej ze stron, nie ocenia i dzięki temu widz po seansie pozostaje „głodny” refleksji i sam zadaje wiele pytań. Pozwolę sobie na koniec i ja postawić jedno z nich, parafrazując to, co znajduje się na plakacie filmu: A Ty już wiesz, jak chcesz spędzić resztę niedziel swojego życia?
Film po premierze kinowej trafił na platformę rafaelkino.pl i jest dostępny w serwisie VOD.
Niedziele, reż. Alauda Ruiz de Azúa, 2025, Hiszpania
Tekst pochodzi z kwartalnika "Civitas Christiana" nr 2/2026
/ab