Adamski: Między egzaltowaną duchowością a twardą polityką

2026/05/26
AdobeStock 219094439
Fot. paul / Adobe Stock

Współczesny świat bywa coraz bardziej zaskakujący. Wiele przewidywań oraz prognoz, choćby tylko tych pochodzących sprzed jedynie trzydziestu lat, okazało się zupełnie chybionych, inne z kolei niby się sprawdziły, ale w sposób całkowicie odmienny, a nawet przewrotny, niż wyobrażali to sobie ówcześni prognostycy.

Przewidywania o tanich komercyjnych lotach kosmicznych, kreślone w latach 60. XX w., które miały być już od dawna udziałem teraźniejszego pokolenia, okazały się całkowicie chybione. Natomiast przewidywania umiejscawiane na lata 90. XX w., mówiące o możliwościach bezpośredniego zapisu informacji przez komputer w ludzkim mózgu, podobno są bliskie realizacji dzięki dążeniom transhumanistów. Encyklika społeczna Pawła VI Populorum progressio z 1967 r. wyrażała nadzieje związane z postępem nauki, techniki i medycyny, który miał wyeliminować głód i ciężkie choroby zakaźne w krajach Trzeciego Świata. Czy ktokolwiek wówczas myślał serio o powstaniu ruchu antyszczepionkowego? Czy maltuzjanistyczne raporty „Klubu Rzymskiego”, straszące detonacją „bomby demograficznej”, brały pod uwagę obecne tendencje depopulacyjne, które są widoczne nie tylko w Europie? Czy pokładający nadzieje w internecie, jako ogólnoludzkiej platformie wymiany myśli i idei, mającej w założeniach ubogacać człowieka, przewidywali ślęczenie godzinami nad skaczącymi kotkami na Instagramie?

Podobnych przykładów można mnożyć jeszcze znacznie więcej, jednak ten felieton ma w założeniach traktować o duchowości związanej z (nowymi) ruchami religijnymi. Niedawno jeden znajomy ksiądz powiedział z rozgoryczeniem, że trzydzieści lat temu wielu mówiło, że w przyszłości Kościół, który przetrwa powszechną laicyzację, będzie jednym wielkim Kościołem charyzmatycznym, a jedyną szansą nie tylko na przemianę, ale nawet na nawet samo przetrwanie Kościoła w zsekularyzowanym świecie jest Odnowa w Duchu Świętym... No i co…? Wspólnoty charyzmatyczne w wielu parafiach nadal istnieją, jednak ich członkowie to w najlepszym przypadku ludzie w średnim wieku, a zdecydowaną większość można zaliczyć do kohorty 60+.

Ale nie zawsze tak było. Mam w pamięci początek lat 90. we Wrocławiu i swoiste przebudzenie charyzmatyczne jakie dokonywało się na tle upadku PRL oraz realizacji „planu Balcerowicza”. Wielu młodych ludzi tworzyło wówczas liczne wspólnoty we wrocławskich parafiach, częste były publiczne akcje ewangelizacyjne, a całonocne czuwania przed Zesłaniem Ducha Świętego, które były organizowane przez wiele wspólnot w jednym z dużych wrocławskich kościołów, przyciągały tłumy i nikomu nie przyszło na myśl żalić się z powodu poczucia senności. Organizowane były, także we współpracy z chrześcijanami innych denominacji, publiczne „marsze dla Jezusa”. Słyszało się o licznych nowych uzdrowieniach i nawróceniach… No i co?

Z czasem entuzjazm opadł, pojawiły się rozłamy i odejścia całych wspólnot do denominacji zielonoświątkowych, ruch charyzmatyczny okazał się swoistą niszą, a kilku dawniej nawróconych charyzmatyków aktywnie wspierało rozróby tzw. „strajku kobiet”. Do tego należałoby doliczyć ujawnione afery związane z apodyktycznymi liderami i stosowaniem przez nich przemocy duchowej, która niejednokrotnie oznaczała także nadużycia seksualne.

Czy to oznacza, że z balonu całkowicie zeszło powietrze? Nie tak dawno, na kanale You Tube Jana Pospieszalskiego, wystąpił ks. prof. Andrzej Kobyliński z UKSW i stwierdził, że jednym najważniejszych problemów współczesnego Kościoła katolickiego jest jego PENTEKOSTALIZACJA, czyli bezpośrednie przyjmowanie na grunt katolicki rozmaitych form emocjonalnej duchowości pochodzących z denominacji i sekt ewangelikalnych. Ksiądz profesor stwierdził, również z żalem, że wielokrotnie występował jako ekspert w tej dziedzinie na forum Konferencji Episkopatu Polski, napisał wiele artykułów i innych publikacji na ten temat, był pionierem jeżeli chodzi o badania naukowe tego zjawiska w Polsce, poświęcił temu zadaniu wiele trudu, czasu i środków… No i co? No i nic. Głos wołającego na puszczy. Nikt go nie słucha i co gorsza nie chce słuchać. Nikogo nie alarmują przykłady z tradycyjnie katolickich krajów Ameryki Południowej, gdzie szeroka ekspansja zielonoświątkowców doprowadziła w dużej mierze do wyparcia Kościoła katolickiego i pokaźnego duszpasterskiego zagospodarowania przedstawicieli najuboższych warstw społecznych przez denominacje i sekty ewangelikalne.

W Polsce XXI w. wydawać się może, że parafialne wspólnoty charyzmatyczne znacznie osłabły na rzecz wielkich „eventów”, jakimi są zorganizowane masowe spotkania charyzmatyczne połączone z modlitwami o uzdrowienie. Najlepszym przykładem jest popularność rekolekcji charyzmatycznych prowadzonych w Polsce przez Johna Baptista Bashoborę z Ugandy.

Duchowość to jedna rzecz, zaś drugą jest pokrewna jej doktryna polityczna. Niektórzy progresywnie zorientowani duchowni katoliccy posuwają się nawet do stwierdzenia, że gorszą rzeczą od ateizmu jest zmanipulowana religia. Żaden prognostyk nie przypuszczał, że różne przewrotne ewanglikalne interpretacje tekstów biblijnych staną się podstawą doktryny politycznej obecnej administracji Białego Domu. Wydaje się, że wielu z tamtejszych polityków ma nadzieję na porwanie na obłoki, jakie ma nastąpić przed Armagedonem. Można mieć wiele zastrzeżeń wobec tego co mówi i co pisze red. Paweł Lisicki, jednak wiele przykładów dotyczących chrześcijańskiego syjonizmu oraz zielonoświątkowych nadinterpretacji, zawartych w jego książce „Mesjasz i Trzecia Świątynia”, wraz z subiektywnymi protestanckimi interpretacjami biblijnymi, na których buduje się obecnie amerykańską doktrynę polityczną, wypada jedynie potwierdzić. Osobiście, kiedy uczęszczałem jeszcze do szkoły średniej, miałem okazję poznać kilku zielonoświątkowców i zapoznać się z ich osobliwymi poglądami, nie tylko związanymi z wiarą, lecz także z polityką. Nie tak dawno dziennikarz KAI Dawid Gospodarek przytoczył wypowiedzi pastorów, stanowiących zaplecze duszpasterskie Białego Domu, którzy twierdzą, że prezydent Donald Trump w większym stopniu zna Biblię niż sam papież. Dodając do tego pretensje obecnego prezydenta USA do Leona XIV, porównywanie się do Jezusa i całokształt działalności pani pastor Pauli White-Cain, wpisuje się w odwieczny nurt wykorzystywania religii w celu uzasadniania celów politycznych, która często prowadziła (i niestety nadal prowadzi) do zbrodniczych wojen i eksterminacji.

O tym wszystkim od początku naucza katolicka nauka społeczna, jednak kto czyta jej dokumenty i co więcej, kto się nimi przejmuje? Fałszywa „ewangelia sukcesu”, w tym nie tylko biznesowego, ale także politycznego, a nawet militarnego, jest większą pokusą niż ślęczenie nad zakurzonymi katolickimi tekstami.

 

/mdk

ks Krzysztof Adamski

ks. dr Krzysztof Adamski

Wykładowca katolickiej nauki społecznej na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu.

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#duchowość #nowe ruchy religijne #pentakostalizacja #duchowość a doktryna polityczna #Paweł Lisicki #Biały Dom #ewangelia sukcesu #katolicka nauka społeczna #postęp technologiczny

Podobne artykuły

© Civitas Christiana 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej