Przed nami kolejne Święta Zmartwychwstania Pańskiego w cieniu kolejnej wojny. W związku z trwającą wojną między Izraelem, USA i Iranem, która rozszerza się także na inne kraje Bliskiego Wschodu, odwołano uroczystości Wielkiego Tygodnia w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie.
Ziemia Święta, w której ubywa chrześcijan, znów staje się zamknięta dla pielgrzymów, bez których miejscowi chrześcijanie nie mogą w miarę normalnie egzystować. Dawniej, mimo nieustannej niestabilności Izraela i Palestyny, ruch pielgrzymkowy funkcjonował w miarę normalnie, dopiero od początku obecnej dekady jego ograniczenia przyjęły charakter totalny. Najpierw pandemia COVID-19 w 2020 r., a potem wybuch wojny w Strefie Gazy, rozpoczęty atakiem Hamasu 7 października 2023 r., całkowicie wstrzymały ruch pielgrzymkowy do najświętszych miejsc wiary chrześcijańskiej. Pamiętać należy, że pielgrzymki nie są jedynie aktem religijnym, ale w Autonomii Palestyńskiej stanowią często podstawowe źródło utrzymania dla miejscowych hotelarzy, restauratorów, sprzedawców dewocjonaliów i pamiątek. Najnowsze nadzieje na normalizację, które powstały po rozpoczęciu tzw. planu pokojowego i rezolucji nr 2803 Rady Bezpieczeństwa ONZ z 17 października 2025 r, upadły 28 lutego bieżącego roku wraz z atakiem amerykańsko-izraelskim na Iran.
Hasło „Nigdy więcej wojny!” starsi ludzie dobrze pamiętają z czasów PRL, gdzie często podkreślano zaangażowanie bloku państw socjalistycznych w walkę o światowy pokój. Jak dobrze wiadomo było to jedynie zasłoną dymną dla wyścigu zbrojeń i gotowości do ataku na ówczesne kraje NATO. Niemniej jednak ogromny napis tej treści do dziś znajduje się obok pomnika Bohaterów Westerplatte w Gdańsku. Powyższego hasła użył także papież Franciszek w encyklice Fratelli tutti z 2020 r. Pisał w niej między innymi, że dzisiaj łatwo wybrać wojnę, posługując się wymówkami, pozornie humanitarnymi, obronnymi lub prewencyjnymi, uciekając się do manipulacji informacją. Twierdził, że w ostatnich dekadach wszystkie wojny były rzekomo usprawiedliwione prawem do słusznej obrony. Łatwo jednak, zdaniem Franciszka, popaść w zbyt szeroką interpretację tego prawa. Próbuje się nim usprawiedliwić także ataki prewencyjne lub działania wojenne, które łatwo pociągają za sobą poważniejsze zło i zamęt, niż to, które należy usunąć. Papież uważa, że w dzisiejszych czasach ludzkość nigdy nie miała tyle władzy nad sobą samą, co oznacza, że nie można myśleć o wojnie jako o metodzie rozwiązywania konfliktów, ponieważ ryzyko skutków wojny prawdopodobnie zawsze przeważy nad przypisywaną jej użytecznością. Papież konkluduje, że „w obliczu tej sytuacji, bardzo trudno jest dziś utrzymać racjonalne kryteria, które wypracowano w poprzednich wiekach, by mówić o możliwości <<wojny sprawiedliwej>>. Nigdy więcej wojny!” (Por. FT 258).
Kościół w swoim nauczaniu moralnym dopuszcza prawo zarówno jednostki, jak i państwa do słusznej obrony, co jest jednak obwarowane szczegółowymi zasadami mającymi chronić życie jako wartość świętą, aczkolwiek nie absolutną. Świadomość grzechu pierworodnego każe odrzucić wszelkiego rodzaju doktryny i poglądy pacyfistyczne, co oznacza, że w historii ludzkości były, są i niestety nadal będą konflikty zbrojne. Zawsze należy ich unikać za wszelką cenę i uznawać za zupełną ostateczność. Zarówno św. Jan Paweł II, jak i Franciszek uznali, że ludzkość osiągnęła już tak wysoki poziom rozwoju moralnego, że potrafiła wypracować inne metody rozwiązywania sporów międzynarodowych i wymierzania sprawiedliwości bez uciekania się do przemocy. Wielu uważa jednak, że papieże wykazywali się tutaj naiwnością, gdyż wojna dla współczesnych władców nadal jest silną pokusą. Wybuch pierwszej wojny światowej (1914-1918) został przyjęty przez społeczeństwa przeciwstawnych bloków z entuzjazmem, gdyż władcy obiecali, że na święta Bożego Narodzenia wszyscy żołnierze wrócą do domu. Niestety wojna trwała pięć lat i okazała się najokrutniejszą ze wszystkich dotychczasowych, niszcząc optymizm „wieku pary i elektryczności” (La Belle époque). Źle zakończona pierwsza wojna światowa doprowadziła do szybkiego wybuchu drugiej, jeszcze straszniejszej. Miał tego świadomość papież Benedykt XV (1914-1922) krytykując ustalenia Traktatu Wersalskiego (1919). Uznał, że narzucenie kryteriów narodowościowych w nowym ładzie powojennym stanie się zarzewiem kolejnych konfliktów, które doprowadzą do następnego, jeszcze większego i ponadnarodowego. Jednak za podstawowe zło, tkwiące w ustaleniach wersalskich, uznał antychrześcijańskie kryterium zemsty i odwetu. Ubolewał, że upadły wielonarodowe i katolickie Austro-Węgry, a cała wina za wywołanie wojny spoczęła na Niemczech. Mimo, że z dzisiejszego punktu widzenia jest to twierdzenie kontrowersyjne, to historia niestety przyznała rację Benedyktowi XV. Stolica Apostolska, w obliczu obu wojen światowych, przyjęła zasadę bezstronności, która jednak nie oznaczała neutralności, tylko ciągłą gotowość do podjęcia rokowań pokojowych niezależnie od sytuacji na froncie. Drugi papież wojny światowej, czyli Pius XII (1939-1958), w przededniu ataku Niemiec na Polskę powiedział, że „przez pokój nic nie ginie, przez wojnę można utracić wszystko”. Nigdy nie zamykał on drogi do negocjacji pokojowych z III Rzeszą, krytykując żądanie jej bezwarunkowej kapitulacji wysunięte przez Aliantów.
W czasach upadku wartości moralnych, kryzysu demokracji liberalnej oraz wszechwładzy techniki, wojna znowu stała się ogromną pokusą dla dzisiejszych autokratów, mimo że jeszcze nie tak dawno wielu myślicieli twierdziło, że tzw. wojna kinetyczna odeszła już całkowicie do przeszłości, a jedynym problemem krajów cywilizowanych pozostanie terroryzm. Okazało się to kolejną iluzją. Kontestację, wymierzoną w liberalną globalizację, ale również w globalne instytucje mające stać na straży światowego pokoju (o których pisał w encyklice Pacem in terris św. Jan XXIII), udało się zdyskontować rozmaitym politykom. Jednak przy powszechnej negacji instytucji międzynarodowych oraz oporu wobec dotychczasowych zasad współżycia między narodami, wzmacnianego dodatkowo przez media społecznościowe, łatwo o bałwochwalczą wiarę w nowych „świeckich mesjaszy” obiecujących nowe „złote wieki”. Ma to miejsce zarówno w przypadku Władimira Putina, Donalda Trumpa i Xi Jinpinga. Na pocieszenie pozostaje prawda, że władza tego świata ma zawsze charakter doczesny, a władza Chrystusa trwa na wieki, bo przecież On zwyciężył świat.
/mdk