Co robić, żeby populacja rosła?

2026/03/10
AdobeStock 598758142
Fot. Maria Vitkovska / Adobe Stock

Temat demografii, a ściślej katastrofy demograficznej, stał się ostatnio bardzo popularny. Podejmuje go wielu publicystów, polityków, duszpasterzy. Trzymając się pytania postawionego w tytule, ze smutkiem trzeba stwierdzić, że nikt nie wie, co robić.

To już nie działa

Stoimy przed bardzo trudnym problemem, ponieważ okazało się, że zachęty „gotówkowe” nie są skuteczne. Owszem, kiedy w 2016 roku zaczęto realizować zapowiadany wiele miesięcy wcześniej (już podczas kampanii wyborczej w 2015 roku) program Rodzina 500+, początkowo na drugie i kolejne dziecko, nastąpił wzrost urodzeń. W roku 2013 urodziło się w Polsce 369 tys. dzieci, w 2014 – 275 tys., w 2015 – 369 tys., w 2016 – 382 tys., a w 2017 – 402 tys. dzieci. Wówczas były podstawy do radości, do świętowania triumfu. Niestety na bardzo krótko. Już w kolejnych latach następował spadek i to bardzo drastyczny. W 2021 roku urodziło się 331 tys. dzieci i usłyszeliśmy, że była to najmniejsza liczba urodzeń od zakończenia drugiej wojny światowej – w 1946 urodziło się w Polsce 622 tys. dzieci. Następnie najmniej zanotowaliśmy w 2023 – 351 tys. Zatem liczba 331 tys. z roku 2021 mocno nas zasmuciła. Na tym się jednak nie skończyło. W 2022 urodziło się 305 tys., w 2023 – 272 tys., w 2024 – 251 tys. dzieci. Spadek z 402 tys. w roku 2017 do 251 tys. w 2024 – w ilości ponad 150 tys. – zatrważa i odbiera nadzieję na przyszłość.

Oczywiście nie wolno nie zauważyć, że program Rodzina 500+, a następnie 800+, i to na każde dziecko, bardzo znacząco przyczynił się do zmniejszenia poziomu ubóstwa w Polsce, ale także był ważnym składnikiem wzrostu gospodarczego w naszej ojczyźnie. Pieniądze te były wydawane w naszym kraju i zdynamizowały wiele sektorów gospodarki.

Trzeba rzeczy nazywać po imieniu

Nasz problem, uczciwie nazywany już katastrofą, wpisuje się w trendy ogólnoświatowe. Jeszcze do niedawna w Europie wskazywano Francję, Węgry, kraje skandynawskie, Czechy jako miejsca, gdzie dostrzegano niewielki wzrost liczby urodzeń rok do roku. Niestety obecnie wszyscy jesteśmy już w odwrocie, jest to tylko skala, która w naszym przypadku stawia nas na końcu w Europie i prawie na końcu w świecie.

Patrząc na liczbę urodzeń dzieci w Polsce, nie można nie dostrzec pewnego fenomenu. W 1938 roku było nas 34,8 mln, natomiast w 1946 – 23,9 mln. Oprócz milionowych ofiar wojny wskazuje się także na kilkumilionową emigrację. Mimo to bardzo szybko nastąpiło odbicie i już w 1975 roku doszliśmy do liczby sprzed wojny. Ale w tym okresie liczba urodzeń rocznie była szczególnie wysoka. Jeszcze do 1959 (przez 13 powojennych lat) rocznie rodziło się prawie 800 tys. dzieci. Kolejny boom demograficzny odnotowano w okresie od 1979 do 1984 roku (ok. 700 tys. urodzeń rocznie), co wynikało w faktu, że dzieci z powojennego boomu doszły do okresu rozrodczego. Ale patrząc na demograficzny fenomen lat powojennych, kiedy społeczeństwo żyło w bardzo ciężkich warunkach – ponad 6 mln ofiar wojny, wielki poziom zniszczenia kraju, stalinizm, a od 1956 roku ustawa zezwalająca na aborcję – nasuwa się pytanie, co było podstawą takiej dzietności? Powrócimy do tej ważnej kwestii w końcowej części artykułu.

Obecne uwarunkowania są niezwykle skomplikowane

Mimo znaczącego wzrostu poziomu życia, a więc łatwiejszej, bardziej komfortowej egzystencji w porównaniu z okresem pierwszych dekad powojennych, dzieci przestały się rodzić. W ostatniej dekadzie wyraźnie spadła liczba zawieranych małżeństw, a to właśnie trwały związek kobiety i mężczyzny jest wyjściowo najbardziej optymalnym miejscem na myślenie o potomstwie. Młodzi ludzie nie bardzo są zainteresowani zakładaniem rodziny. Powody główne, dla których kobiety nie wychodzą za mąż, to: obawa przed nieudanym małżeństwem – 42%, obawa, że założenie rodziny przeszkodzi w karierze zawodowej – 40%, wybór życia bez zobowiązań – 37%. Natomiast męskie deklaracje to: wybór tzw. wolności, czyli życia bez zobowiązań – 54%, życie w nieformalnym związku – 37%, trudność w znalezieniu odpowiedniej kandydatki na żonę – 30%.

Dosyć dobrze wyglądają deklaracje chęci posiadania potomstwa. Badania pokazują, że aż 86% Polaków w wieku rozrodczym ma lub chciałoby mieć dzieci. Jedynie 8% deklaruje, że nie chciałoby mieć dzieci. Jednak w rzeczywistości 57% osób badanych nie posiada żadnego dziecka, a 42% posiada dziecko/dzieci. To oznacza, że ponad połowa Polaków w wieku 18-40 lat, deklarująca chęć posiadania dzieci, w rzeczywistości ich nie ma.

Do tego dochodzi szereg ważnych czynników kulturowych, wśród których wskazać należy bardzo mocne lansowanie indywidualizmu, selfizmu, konsumizmu, wolności, życia bez zobowiązań, ale także – bardzo w ostatnim okresie postępujące – medialne działania w kierunku straszenia, jak bolesny jest poród, jakim zniewoleniem jest macierzyństwo, jak ograniczające swobodę jest małżeństwo. Nie trudno także zauważyć, jak bardzo karykaturalnie ukazywany jest ideał męskości.

Gdzie szukać nadziei?

Wiele środowisk wskazuje, że sposobem na zaradzenie dramatowi demograficznemu jest sprowadzanie imigrantów. Jest to temat bardzo delikatny i piszący te słowa od takiego sposobu rozwiązania problemu bardzo się dystansuje. Nie można jednak nie zwracać uwagi na fakt, że poza granicami Polski żyją setki tysięcy naszych rodaków, o sprowadzeniu których powinno się myśleć bardzo intensywnie. Chodzi o dzieci i wnuki zesłańców na wschodzie Europy, ale też o emigrację po roku 2004. Nie można wątpić, że ich powrót jest możliwy. To tylko kwestia mądrych programów.

Pragnę jednak zwrócić uwagę na inny szczegół, niepojawiający się w merytorycznych analizach, opracowaniach czy wykładach. Cofnijmy się do wieku XIX. Był to czas bardzo dla nas niekorzystny, wszelkie nadzieje na odzyskanie niepodległości już w zasadzie wygasły. Politycznie i ekonomicznie znajdowaliśmy się w dramatycznej sytuacji. Bez wątpienia czynnikiem najtrudniejszym do zniesienia był brak perspektyw i mocno z nim związany brak nadziei. 27 czerwca 1877 roku w małej, nic nieznaczącej miejscowości Gietrzwałd zaczyna się objawiać Maryja. W sumie Maryja przemawiała ok. 160 razy, głównie do dwóch dziewczynek. Nie zamierzam wchodzić w szczegóły, o których można przeczytać w wielu dobrych publikacjach. Z punktu widzenia naszego zagadnienia najważniejsze jest to, że wielkim owocem tych objawień był potężny boom demograficzny na terenie wszystkich zaborów. Moralna i duchowa odnowa społeczeństwa w połączeniu z wielkim strumieniem nadziei, otuchy i motywacji do działania spowodowały, że o ile w okresie objawień populacja mieszkańców zniewolonej Polski liczyła ok. 13 mln, o tyle już na początku XX wieku było nas prawie dwa razy więcej. Rzetelne badania, prowadzone głównie przez ks. prof. Krzysztofa Bielawnego, nie pozostawiają wątpliwości, że to dzięki temu niezwykle znaczącemu wzrostowi liczby urodzeń mogliśmy skutecznie walczyć o wolność, szczególnie w roku 1920.

Wróćmy jeszcze do fenomenu lat powojennych, kiedy w Polsce rodziło się bardzo dużo dzieci i to mimo biedy oraz komunizmu. Do początku lat sześćdziesiątych rodzi się, jak wspomniałem, najpierw prawie 800 tys. dzieci (do roku 1957). Potem następuje wyraźnie dostrzegalny spadek. Okres powojenny to czas, kiedy Polacy bardzo mocno trwali w postawie rozumienia wartości religijnych i rodzinnych. Zawierano małżeństwa, rodziły się dzieci, można powiedzieć: bo tak było zawsze, tak rozumiano zasady życia społeczeństwa w połączeniu z wiarą. Niestety, pojawiła się legalizacja aborcji i mocno udoskonalona od lat sześćdziesiątych pigułka antykoncepcyjna. Wielu specjalistów wskazuje, że z jednej strony bardzo niski był stan świadomości społeczeństwa co do poziomu zła moralnego tych praktyk, ale z drugiej duchowni bardzo się bali nauczać o tych kwestiach ze względu na stosowane represje. Nawet encyklika Humanae vitae w Polsce po roku 1968 nie była rozpowszechniana zbyt intensywnie z powodu lęku. Dopiero wybór kardynała Wojtyły na Stolicę Piotrową stopniowo zaczął zwiększać poziom świadomości tych zagadnień. Pierwsze pięć lat swojego pontyfikatu papież poświęcił tematyce małżeństwa i rodziny w cyklicznych katechezach, zebranych w opracowaniu Mężczyzną i niewiastą stworzył ich.

Stąd więc bije ten główny promień nadziei, którego nie wolno zlekceważyć. Mamy z czego czerpać treści i siłę. Inną kwestią jest, jak to obecnie skutecznie wdrażać, ale to temat na oddzielne opracowanie.

 Tekst pochodzi z kwartalnika nr 1/2026

 

/mdk

Mieczyslaw Guzewicz kwadrat

Mieczysław Guzewicz

Doktor teologii biblijnej i pastoralnej, autor. Współtwórca Instytutu Badań nad Rodziną.

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#demografia #depopulacja #przyszłość Polski #Gietrzwałd
© Civitas Christiana 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej