Co jest wiodącą przyczyną obecnego kryzysu demograficznego? Czy jako państwo i społeczeństwo „przespaliśmy” kluczowy moment na właściwą reakcję w sferze tego kryzysu? Czy ten trend da się jeszcze odwrócić? – Bartosz Marczuk odpowiada na pytania Macieja Szepietowskiego.
W książce "Jak uniknąć demograficznej katastrofy", której jest Pan współautorem, wiele miejsca zajmuje omówienie zmian kulturowych, jakie w ostatnich latach wpłynęły na nasze społeczeństwo. Czy to wiodąca przyczyna kryzysu? Co nam najbardziej zagraża?
Nie ma jednej wiodącej przyczyny kryzysu. Uważamy, że jest ich wiele, ale wskazujemy na najsłabsze ogniwa. Działają różne okoliczności i przyczyny, które blokują ludzi, jeżeli chodzi o kwestię dzietności. Natomiast to, co do tej pory było bardzo mocno eksploatowane, czyli kwestie związane z zabezpieczeniem materialnym, warunkami ekonomicznymi – to nie jest aktualnie jedyna przyczyna niskiego wskaźnika dzietności w Polsce. My mówimy o kilku głównych kwestiach, które są scharakteryzowane w omawianym w książce PEGAZ-ie, czyli naszej koncepcji stojącej u podstaw odwrócenia negatywnych trendów demograficznych w Polsce. Wśród nich pierwsze są określone potrzeby, później wskazujemy na drugą bardzo ważną kwestię, czyli powstawanie związków, relacji, zarówno ich nawiązywanie, jak i utrzymanie. Trzeci istotny czynnik stanowią kwestie godnościowe, czyli warunki materialne, rynek pracy, mieszkania i usługi dla rodzin. Ale oczywiście kwestie związane z potrzebami, czyli kwestie kulturowe, są bardzo istotne, dlatego że po pierwsze mamy deficyt, jeżeli chodzi o coś, co nazywamy dystrybucją prestiżu. W Polsce kwestia tego, czy mamy rodzinę, czy i ile mamy potomstwa, to nie jest upowszechniony prestiż. Jest on często definiowany przez pieniądze, karierę i ogólne dobre powodzenie w życiu. Drugi aspekt: mamy kryzys wspólnotowy, czyli indywidualne, konsumpcyjne podejście do rzeczywistości. W tych kwestiach kulturowych ważne jest, żeby działać zarówno na poziomie dystrybucji prestiżu, jak i żeby budować poczucie wspólnoty oraz świadomość, że nie jesteśmy na tym świecie tylko w danym momencie, ale mamy swoje miejsce w sztafecie pokoleń i powinniśmy myśleć o tym, aby zostawić po sobie lepszy świat.
Jakie błędy popełniano przez lata w dotychczasowej polityce rodzinnej?
Pierwsza podstawowa rzecz – ta polityka zaczęła się zbyt późno. Realnie w okresie pierwszego rządu PiS w latach 2006-2007 powstał pierwszy program polityki rodzinnej. Wówczas po raz pierwszy wdrożono ulgi podatkowe na dzieci. Wcześniej, w latach 90. w ogóle nie patrzono z perspektywy kryzysu demograficznego, nie zwracano uwagi na to, że rodzi się coraz mniej dzieci i że jest to istotny problem. Raczej wychodzono z założenia, niczym z poprzedniej epoki, że ludzi jest dużo i że wciąż będzie się rodzić dużo dzieci. Nie dostrzegano problemu, że dzieci będzie jednak mniej. Oczywiście okres transformacji był bardzo trudny, wręcz traumatyczny dla społeczeństwa – bardzo wysokie bezrobocie, wielka emigracja po 2004 r. Czy można było tego uniknąć? Pewnie w dużej skali nie, ale w ogóle o tym wówczas nie myślano. Zatem pierwsza rzecz to kwestia zbyt późno wdrożonych programów. Realnie taką mocną politykę rodzinną uruchomiono dopiero od 2015 r. Drugi aspekt to dość chaotyczne postępowanie, brak spójnego strategicznego programu. Dodawano różne elementy do istniejących narzędzi polityki rodzinnej, ale często były to działania jedynie doraźnie. Trzecia rzecz to brak spójnej strategicznej polityki ściągania do Polski osób polskiego pochodzenia albo Polaków, którzy wyjechali za granicę, czyli brak współpracy z diasporą. To jest duży zarzut, o którym piszemy w książce. Chodzi o to, żeby zachęcać do powrotów do Polski zarówno Polaków z emigracji po wejściu do Unii Europejskiej, dzieci tych Polaków, jak i osoby, które mają polskie korzenie. Polska diaspora jest szacowana na ponad 20 milionów osób.
Czy jako państwo i społeczeństwo „przespaliśmy” kluczowy moment na właściwą reakcję w sferze kryzysu demograficznego?
Nigdy nie jest tak, że powinniśmy złożyć broń, poddać się i nic nie robić. Oczywiście efekty nie przychodzą z dnia na dzień, ale warto działać. Dlatego w książce po pierwsze podchodzimy do tematu nie fatalistycznie, nie deterministycznie. Uważamy, że nadal można w tej kwestii dużo zrobić. Po drugie mówimy, że chodzi o cały zestaw narzędzi, że nie ma jednego cudownego środka, bo na różnych ludzi działają różne kwestie. W związku z tym nie ma tu ani determinizmu, ani fatalizmu, trzeba działać holistycznie, ale jest to długi marsz. Nie uda się z dnia na dzień, w krótkim okresie, w cudowny sposób zmienić obecnego stanu rzeczy i osiągnąć dobrych rezultatów – wysokich wskaźników dzietności. Nie ma mowy o jakimś konkretnym momencie, który „przespaliśmy”, ale niewątpliwie okres transformacji był czasem, przez który ciągną się za nami traumy zarówno w młodym pokoleniu, jak i w ludziach, którzy doświadczyli tego osobiście. Trudne doświadczenia transformacyjne miały swoje konkretne negatywne następstwa, ale nie jest tak, że nic nie da się już zrobić.
Gdzie na świecie, w którym kraju szukać dobrych wzorców w sferze troski o demografię?
W książce wskazujemy na przykład Izraela. Bardzo mocno podkreślamy, że Izrael ma współczynnik dzietności 3 – i to jest najwyższy wskaźnik spośród krajów wysoko rozwiniętych. Silne jest tam poczucie wspólnoty, a że Izraelczycy traktują kwestie dzietności jako zobowiązanie wobec wspólnoty, to posiadają dzieci. Ponadto bardzo ważne jest przestrzeganie zasad i myślenie w kategoriach religijności, zwyczajów i tradycji. W książce zwracamy też uwagę, że próby eliminowania z przestrzeni publicznej w naszym kraju symboli religijnych, odcinanie się od tradycji chrześcijańskiej jest drogą donikąd. Nie mówimy, że każdy ma wierzyć w Boga, ale jako wspólnocie powinno nam zależeć, żeby symbole religijne były obecne, bo to buduje naszą tożsamość, poczucie, że skądś przychodzimy i dokądś zmierzamy. W Izraelu mocno podkreślana jest także familiarność. Rodzina jest tam bardzo ważna. Jeśli ktoś nie posiada potomstwa, to jest uważany za nieszczęśliwego, bo nie może mieć dzieci, albo takiego, który jest skupiony za bardzo na sobie – wówczas podchodzi się do niego z pewnym dystansem. To wymowny przykład dystrybucji prestiżu. Izrael jest dość szczególny na mapie świata, ale spoglądając bliżej, na Europę, to przykładem państwa, które konsekwentnie realizuje politykę rodzinną, jest Francja. Bardzo mocno zachęca rodziny do tego, aby mieć więcej niż dwoje dzieci. System jest tak skonstruowany, że są to bardzo wyraźne zachęty. Taka polityka jest konsekwentnie prowadzona od kilkudziesięciu lat. Bardzo mocno skorelowane jest istnienie licznej rodziny, licznego potomstwa, z prestiżem w społeczeństwie. Ludzie, którzy mają liczne potomstwo, traktowaniu są jak ludzie sukcesu. Tymczasem w Polsce często budowany jest stereotyp rodzin wielodzietnych jako patologii. Przekonaliśmy się o tym przy wdrażaniu programu 500 plus. Powinno być dokładnie odwrotnie, dystrybucja prestiżu powinna iść w tym kierunku, że jeśli ktoś ma liczne potomstwo, to jest człowiekiem sukcesu. Izrael i Francja są pewnymi przykładami, ale podkreślam, że nie istnieje jeden uniwersalny wzór. Każdy kraj ma odmienną specyfikę, ludzie mają różne oczekiwania, kulturę, mentalność. Nie zawsze da się u nas zastosować narzędzia, które okazały się skuteczne gdzie indziej.
W książce piszecie, że jako autorzy chcielibyście, aby Polska w 2060 r. liczyła 40 mln, a nie – jak przewidują analizy – ok. 30 mln ludzi. Jakich pięć najważniejszych decyzji powinien podjąć rząd, jeśli naprawdę chce odwrócić trend demograficzny?
My definiujemy tych pięć zasadniczych obszarów w ramach PEGAZ-a. To autorski model demograficzny, który ma służyć jako strategiczna rama polityki rodzinnej i społecznej. Nazwa jest akronimem od pięciu obszarów działań: P – Potrzeby, E – Emocje, G – Godność, A – Atrakcyjność (ojczyzny), Z – Zagranica. Mówimy zatem o potrzebach, czyli o zmianach kulturowych; tu mieszczą się kwestie dystrybucji prestiżu i budowania trwałej wspólnoty. Później mówimy o emocjach, podkreślamy rolę czynników relacyjnych i emocjonalnych, które wpływają na decyzje o wchodzeniu w związki, ich pielęgnowaniu, budowaniu trwałości i posiadaniu dzieci. Trzeci element – G jak godność, czyli kwestie bytowe, społeczno-materialne i ekonomiczne. Chodzi tu głównie o wsparcie finansowe, rynek pracy, usługi dla rodzin oraz mieszkania, a także równowagę między życiem zawodowym a rodzinnym. Czwarty element to A jak atrakcyjność. Ten element odnosi się do atrakcyjności kraju jako miejsca do życia, co ma zachęcać Polaków do pozostania tutaj i zakładania rodzin, a także do powrotu z emigracji. Potrzebujemy polityki repatriacyjnej Polaków i potomków Polaków, ludzi o polskim pochodzeniu. Na końcu Z jak zagranica, czyli mądra i odpowiedzialna polityka migracyjna, która może uzupełniać luki ludnościowe. Jeśli gramy na tych wszystkich pięciu fortepianach, to możemy liczyć, że uda się zatrzymać ten negatywny trend albo go spowolnić. Możemy wówczas myśleć, że nie będziemy się wyludniać, choć podkreślam – czeka nas długi marsz. Jeśli mówimy o konkretnych rekomendacjach z każdego z tych obszarów, to w książce wymieniamy kilkadziesiąt takich rekomendacji. Trudno je tu wszystkie przywołać, ale wskażę kilka przykładów: z pierwszego obszaru P – potrzeby, proponujemy między innymi obowiązkowe 3-miesięczne szkolenia wojskowe dla młodych ludzi po szkole średniej, by umożliwić także tą drogą budowanie wspólnoty, wzmacniając też w ten sposób rezerwy dla wojska. Wskazujemy również na znaczenie przywiązania do symboli religijnych, które są spoiwem wspólnoty. Jeśli mówimy o E – emocjach, roli relacji, to bardzo mocno rekomendujemy eliminację ze szkół podstawowych smartfonów, realną egzekucję zakazu korzystania z treści pornograficznych przez osoby poniżej 18 roku życia i – wzorem Australii – wprowadzenia zakazu zakładania kont w mediach społecznościowych dla dzieci do 16 roku życia. W części G mówimy o bonie mieszkaniowym, czyli mocnym wsparciu nawet do 100 tys. zł (pierwsze dziecko 40 tys. zł, drugie dziecko 60 tys. zł, trzecie i każde kolejne 100 tys. zł) na cel mieszkaniowy. Jeżeli mówimy o literze A, czyli atrakcyjności Polski, to chcemy wprowadzenia stypendiów dla dzieci Polaków, które chciałyby studiować w Polsce i związać się z Ojczyzną, potrzebujemy staży u pracodawców dla Polaków i ludzi o polskich korzeniach, postulujemy bardzo mocne wzmocnienie polskich placówek dyplomatycznych w krajach, gdzie mamy znaczny udział ludzi stanowiących polską diasporę (Brazylia, USA, Argentyna, kraje europejskie), aby budować soft power, uczyć języka polskiego, utrzymywać i rozwijać kontakty. Jeśli chodzi o Z jak zagranica, to postulujemy wprowadzenie mądrej, ukierunkowanej na realizację naszego interesu narodowego polityki migracyjnej.
Tekst pochodzi z kwartalnika nr 1/2026
Bartosz Marczuk – socjolog, ekspert ds. polityki społecznej, współautor powstałej w latach 2006-2007 polityki rodzinnej rządu. W latach 2015-2018 podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. W grudniu 2025 powołany w skład Rady Rodziny i Demografii przy Prezydencie RP. Członek zarządu Instytutu Sobieskiego, współautor (razem z Michałem Kotem) książki Jak uniknąć demograficznej katastrofy (2025).
/ab