Zapaść demograficzna Polski, a także bardzo niska dzietność w krajach zachodnich, stanowi dziś poważny problem. Stara się go wyjaśnić wiele różnych typów poznania, w tym także filozofia realistyczna. Warto sięgnąć do wiedzy filozoficznej, bowiem ona wydaje się wskazywać na ostateczną rację tego, co nazywamy dziś kryzysem demograficznym. W wielkim skrócie jest nią błąd antropologiczny, w jaki uwikłali się ludzie Zachodu. Choć może on dotykać wszystkich i w praktyce ma różne rodzaje oraz oddziaływanie, to jednak rozpowszechnił się głównie i przede wszystkim w ludziach Zachodu, którzy uczynili bardzo wiele, by na niego „chorować” i zbierać jego skutki na polu demografii.
Istota błędu
Błąd ten jest – w wielkim skrócie – fałszywym postrzeganiem człowieka, tego, co jest dla niego właściwe i mu należne. Istnieje on dziś głównie w postaci kolektywizmu oraz indywidualistycznego liberalizmu, a zatem doktryny, która głosi wolność pojętą jako brak przeszkód, determinacji i granic. O ile kolektywizm, nakazujący postrzegać w człowieku niesamodzielną i bezpodmiotową cząstkę większej oraz lepszej od niego całości, wygasa dziś na Zachodzie, o tyle błąd antropologiczny indywidualistycznego liberalizmu wydaje się dominować w zachodniej umysłowości, generując nie tylko katastrofę demograficzną, ale także wiele innego rodzaju zła. Jest on wielopostaciowy, a także wielowymiarowy. Odnajdziemy go u „wojujących feministek”, obrońców wolności we wszystkim, zwolenników praw człowieka. Nawet wszelkiej maści socjaliści, chorzy z nienawiści do Pana Boga, rodziny i własności, głoszący możliwość wybudowania za sprawą doskonałego państwa „raju na ziemi”, są u podstaw swojego życia duchowego indywidualistycznymi liberałami, bo wszystko, co zamierzają uczynić, ostatecznie uzasadniają dobrem jednostki, jej prawem do wolności i szczęścia. Głoszą przy tym, że dla tej wolnej jednostki nie ma żadnego kryterium i ograniczenia, a ona sama jest jedynym źródłem wszelkich praw i relacji.
Człowiek poczęty się nie opłaca
Dla przeciętnego, współczesnego człowieka Zachodu, który przyjmuje, że sam jest dla siebie celem życia i zawsze może dowolnie zmieniać reguły postępowania – spełnianie możności przekazywania życia najczęściej jawi się jako coś, co godzi w jego istotę, coś ciężkiego i przykrego, bo poczęte dziecko determinuje, ogranicza wolność, a zatem godzi w istotę człowieka.
Człowiek poczęty jest zatem w pierwszej kolejności czymś, co ogranicza, i czymś, co się nie opłaca wolnej, autotelicznej i autonomicznej jednostce. Jeśli jest przyjmowany, chciany – dla człowieka dotkniętego błędem antropologicznym liberalizmu – jawi się przede wszystkim jako pewna własność, dobro, którego się używa i od którego oczekuje się odpłaty za wszystko, co zostało dla niego uczynione. Poczęte dziecko ma „cieszyć” i „zdobić”, „ubogacać”, stanowić „mienie”.
Taka postawa w dziecku, a w dalszej kolejności młodym człowieku, musi z czasem budzić sprzeciw, bo naturalne wszystkim ludziom poczucie podmiotowości i godności nie pozwala widzieć w sobie „czegoś”, co należy do innych ludzi i co jest używane bez uszanowania tejże przynależnej człowiekowi godności, podmiotowości oraz wolności. Błąd indywidualistycznego liberalizmu ostatecznie zawsze wywołuje w relacjach międzyludzkich jakieś „wojny”, rywalizacje i bunty, co w życiu rodzinnym utwierdza przekonanie rodziców, że ojcostwo i macierzyństwo jest niewdzięczne, trudne i ostatecznie zbędne, że bez niego nie tylko można wygodnie i dobrze żyć, ale przede wszystkim cieszyć się większą wolnością indywidualną, w której potrzeby emocjonalne, duchowe i towarzyskie spełnia się przy pełnym uszanowaniu obyczajowości i etyki indywidualistycznej. Ta czerpie zasady i źródła nie z odczytania zewnętrznego w stosunku do człowieka ładu rzeczywistości, ale z woli tego, co się w danej chwili podoba jednostce.
W realnym, codziennym ludzkim życiu, które wymaga przyjaźni i służby, poświęcenia siebie i swego mienia, poszanowania uprawnień osób drugich – błąd indywidualizmu musi niszczyć i sprzeciwia się ostatecznie macierzyństwu oraz ojcostwu, istnieniu małżeństwa i trwałych związków rodzinnych.
„Zasługi” państwa socjalnego
Tam, gdzie liberalizm indywidualistyczny splótł się z istnieniem państwa socjalnego, które ma dać i zapewnić jednostce niemal wszystko – rodzicielstwo i sama rodzina stają się czymś wprost nieopłacalnym. W państwowości socjalnej zrozumiały to jako pierwsze kobiety „ubogacone duchem feminizmu”, które nie muszą już być ani matkami, ani żonami, ani nawet kobietami. Bez nich więc nie ma małżeństw ani rodzin. W państwie socjalnym kobiety jako wolne jednostki nie mają żadnych powinności wobec kogokolwiek, podobnie zresztą jak i wolni mężczyźni, którzy chętnie widzą w państwie lub w innych ludziach ojców i wychowawców dzieci, które przypadkowo poczęli w czasie rozrywki, jaką staje się pożycie intymne. Każdy jest wolny od wszystkiego i do wszystkiego, oczywiście w granicach obowiązującego dzisiaj prawa, które jutro może zostać dowolnie zmienione.
Warto odnotować, że nawet jeśli socjalne państwo dostrzeże katastrofę demograficzną i zapragnie zwiększenia dzietności, to zachętą do przekazywania życia stają się tylko środki materialne, różne formy „becikowego”. Takie państwo, zideologizowane indywidualistycznym liberalizmem, nie wytworzy nigdy prorodzinnego i pronatalistycznego etosu w ludziach, bo to zawsze będzie postrzegane jako forma „narzucania stereotypów” wolnym i samodzielnym jednostkom. Jako że środki materialne nie są w stanie zrekompensować trudów rodzicielstwa, a państwo ludziom daje tylko to, co wcześniej odebrało – tzw. polityka prorodzinna może tylko zubożać ogół społeczeństwa i symulować realną pomoc rodzinie; nie przyniesie też nigdy przyrostu demograficznego, bo brak potomstwa u ludzi nie jest spowodowany brakiem pieniędzy. Nasze dzieje po 1945 ukazują, że ubóstwo materialne nie przeszkadzało ojcostwu i macierzyństwu, nie przeszkadza też dziś Afrykanom i Azjatom.
Wolna jednostka na gruncie indywidualistycznego liberalizmu nie ma żadnych powinności wobec społeczeństwa, nie ma zatem także obowiązku przekazywania życia. Dlatego strach przed utratą standardów wygodnego życia niekiedy na stałe „sterylizuje mentalnie” ludzi Zachodu, nakazując im szukać spełnienia we wszystkim, tylko nie w rodzicielstwie, które „przykuwa do pieluch”. Jest zatem głównym zaczynem tego, co stanie się potem tzw. cywilizacją śmierci.
Dezercja Zachodu
Skąd pochodzi błąd indywidualistycznego liberalizmu? Powstał on w głowach ludzi Zachodu głównie tam, gdzie pojawiło się oderwanie od rzeczywistości, utrata autentycznej racjonalności, gdzie uciekła z głów i ludzkich sumień prawda, a wraz z nią znajomość prawdziwego dobra.
Tam, gdzie nie ma w ludzkim życiu prawdy, pojawiają się fikcja i fałsz, zmyślenia, mrzonki, mity i utopie. Są one nie tyle „pokarmem”, co „odurzającym fast-foodem”, po nich człowiek staje się słaby i ociężały, niezdatny do miłości, w tym również tej, która daje nowe życie.
Ludzie Zachodu ukształtowani na zasadach indywidualistycznego liberalizmu, zamknięci na świat i jego dobra, ostatecznie nie mogą już dawać życia i są nawet z tej niemocy dumni. Oto nasza współczesna tragedia, która przecież ma swe przyczyny nie tylko w dezercji od rzeczywistości, ale także od Pana Boga. Znawcy dziejów Zachodu dowodzą, że ta dezercja od Stwórcy, Jego Łaski i darów „sterylizuje” ludzi najbardziej, odbierając im nadzieję i radość z partycypacji w akcie prokreacji, który przecież ostatecznie nie należy do ludzi, ale samego Boga. Współczesny, egotyczny i w sumie ogłupiały indywidualistyczny liberał spraw tych nie pojmuje, a gdy ktoś mu je tłumaczy, zbywa je lub z nimi walczy. Nie rozumie ich też współczesny polityk.
Gdzie szukać nadziei?
Człowiek Zachodu, odrzucając ciągle prawdę o sobie samym i grzęznąc w błędach, musi słabnąć i obumierać. Jeśli zatem ma żyć, musi łączyć się z Życiem Samym i źródłem wszelkiego istnienia, a przez ten związek ze Stwórcą „zdrowieć” i nabierać sił do przekazywania życia, widząc w tym swoją misję, godność i spełnienie. By mógł to zrozumieć i czynić, musi wyrzekać się głupoty, w tym największej, jaką jest ateizm i bezbożnictwo, a te, jak wiadomo, panoszą się w głowach i sumieniach, przynosząc do nich zawsze jakąś „śmierć”.
Kryzys demograficzny jest zatem efektem błędów antropologicznych, które stały się podstawami edukacji i polityki społecznej, życia indywidualnego, którymi żyje współczesna sztuka wyszydzająca normalność, prawdę i dobro, a żywiąca się brzydotą, patologią i dziwactwem. Jeśli ludzie Zachodu nie odrzucą tych błędów, uśmiercą swoją cywilizację przez dobrowolną depopulację. Chyba że powrócą do znajomości prawdy o sobie i podejmą misję, jaką mają na mocy swej natury i zapisanego w niej przez Pana Boga przeznaczenia.
Tekst pochodzi z kwartalnika nr 1/2026
/mdk