87

Zbigniew Połoniewicz: Jubileusz nie do końca uroczysty – sowieccy Polacy?

2020/10/7

Dobiega końca rok bogaty w wielkie polskie rocznice. Pośród nich ta „zwycięska”, z cudowną pomocą Matki Bożej, przed którą truchlały z przerażenia i uciekały hordy obdartych azjatyckich barbarzyńców. Nieśli na bagnetach zarazę gorszą od dzisiejszego Sars-CoV-2, odznaczającą się czerwienią wrogiej ludzkości ideologii i krwią milionów niewinnych ofiar.

Przytoczę zachowaną relację Aliny Sochackiej z Sandomierza – córki mieszkanki Kątów koło Krzemieńca na Wołyniu, która w 1920 roku miała 13 lat (relacja pochodzi z „Naszego Dziennika”): ,,Najpierw była świadkiem, jak żołnierze rosyjscy szli ze wschodu na zachód w zorganizowanych grupach. Szli pewnie i stosunkowo spokojnie. Z zachodu dochodziły odgłosy wojny, ale ludność nie bardzo wiedziała, co się dzieje daleko od Wołynia. Bolszewicy podchodzili pod Warszawę. Po jakimś czasie zaczęli nagle pojawiać się żołnierze sowieccy. Już bez porządnego szyku, w popłochu biegli w odwrotnym kierunku, z zachodu na wschód. Były to małe grupki żołnierzy, po dwóch, trzech, a nawet pojedyncze osoby. Wszyscy strasznie brudni, obdarci, głodni i przerażeni. Byli tak głodni, że wyrywali na polach buraki, jedli surowe i brudne. Gdy widzieli ludzi, z przerażeniem wznosili ręce do góry i pokazując na zachód, za siebie, wołali:”Matier Boża, Matier Boża”. Trwało to przez dłuższy czas. I każdy z nich zaświadczał to samo: „Matier Boża”. Ludzie nie wiedzieli jeszcze o co im chodzi, dopóki nie usłyszeli o Cudzie nad Wisłą”.

I na koniec dodała: „Był to jeden wielki dowód na prawdziwość wstawiennictwa Maryi w Bitwie Warszawskiej w 1920 roku”.

„Zwycięstwo przyszło przez Maryję”, to cudowne, nad Wisłą, a potem to już tylko wymiatanie wroga z ziem polskich i gonienie bez tchu na Wschód, tam, gdzie ich odwieczne miejsce. A jednak nie do końca tak się stało... Zwycięstwo okupione ogromnym wysiłkiem narodu polskiego nie zostało w pełni skonsumowane. Robert Pawłowski w książce „Niemy Niemen” (2019) tak tę sytuację z goryczą ocenia: „Związek Radziecki mógłby nigdy nie istnieć, gdyby Piłsudski nie zarządził odwrotu armii polskiej. Bolszewicy podczas wojny w 1920 roku zostali rozbici w pył. Uciekli przeszło 200 kilometrów za Mińsk i zdziwili się, że Polacy ich już nie gonią. (…) Do Rygi wysłał miernoty, które zgodziły się, by Sowieci odebrali nam Kamieniec Podolski i Mińsk Litewski. Powstały potem na tych terytoriach Marchlewszczyzna i Dzierżyńszczyzna. Ale tu nie chodziło przecież tylko o ziemię, tam pozostało wielu Polaków, których około 100 tysięcy Stalin wymordował tuż przed wojną”.

Żałuję, że z braku miejsca nie mogę przytoczyć słów samego Michaiła Tuchaczewskiego o pochodzie wojsk polskich po wygranej Bitwie Warszawskiej, ale tak, tylko „tuż przed wojną” – autor ,,Niemy Niemen” mówi o latach 1937-1938 tzw. „Operacji polskiej” – Stalin wymordował na tych ziemiach ponad 111 tys. Polaków. W dorobku badawczym ostatnich lat podaje się nawet podwojoną liczbę. Ale to nie jedyne straty w ludności polskiej. Konieczne jest cofnięcie się do traktatu ryskiego, do czasu zamknięcia ustalonych w Rydze granic. Historycy oceniają, że na porzuconych przez Polskę w 1921 roku terytoriach zamieszkiwało ponad milion Polaków! Przypuszcza się, że więcej – nikt ich nigdy dokładnie nie policzył. Tak bardzo pragnęli i marzyli o wolnej Polsce, z utęsknieniem oczekiwali jej powrotu. A Polska o nich zapomniała, nigdy nie zajęła się nimi i nie upomniała o ich los.

Pozwolę sobie na osobiste świadectwo – po wschodniej stronie ryskiej granicy pozostała rodzina mojego Dziadka. Po traktacie ryskim nigdy już nikogo z bliskich nie odnalazł. Rodowe gniazdo tętniące polskim życiem na południowy wschód od Mińska przestało istnieć. Dosłownie. Rozebrane do fundamentów, a i te wkrótce wygrzebano, by ślad nie pozostał. Po zamknięciu ryskiej granicy bolszewicy przystąpili do oczyszczania ziem nadgranicznych z tzw. „elementu polskiego”. Rzekomo dla zagwarantowania bezpieczeństwa granic. To od tej operacji rozpoczęło się bolszewickie piekło Polaków. Nastąpiły karne przesiedlenia i wywózki na Syberię. Dziadek, kawalerzysta 13 Pułku Ułanów Wileńskich, sam pozostał w Polsce oczyszczonej z bolszewickiej zarazy. Na dziewiętnaście wolnych lat.

W taki to sposób, od traktatu ryskiego wzięła swój początek i zaczęła snuć się czerwona nić przez polskie dzieje, aż do czasów nam współczesnych. To konsekwencja traktatu ryskiego – okazanej wówczas słabości odrodzonego państwa polskiego i jego elit, zbyt młodej polskiej demokracji. Na pewno także zmęczenia długotrwałą i wyniszczającą wojną.

Tegoroczne wielkie jubileusze pozwoliły poznać polską duszę, wielkie polskie osiągnięcia w obronie cywilizacji łacińskiej, w rozwoju idei wolności. Przypomniały Rzeczpospolitą jako przedmurze chrześcijaństwa – dawniej i dziś. Przedstawiły niezwykłych Polaków – znakomitych postaci polskiej historii. Wśród nich są wyznawcy romantycznej filozofii czynu, jak marszałek Józef Piłsudski. W atmosferze jubileuszy o słabszych stronach historii narodu raczej mówi się niewiele lub nic się nie mówi.

/łb

 

Zbigniew Połoniewicz

© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej