Zbróg: Winter is coming

2022/09/13
AdobeStock 299625837
Fot. Adobe Stock

Swego czasu w dobrym tonie w mediach społecznościowych było podkreślanie, że nie ogląda się serialu Gra o tron, zwłaszcza gdy jego fabuła brnęła ku końcowi. Ja wtedy tego nie zrobiłem, ale teraz na użytek tego tekstu stwierdzam publicznie: nigdy nie oglądałem Gry o tron. A piszę to, żeby zwrócić uwagę na fenomen oddziaływania wytworów współczesnej kultury, bo choć nie obejrzałem serialu to znam ciężar gatunkowy najsłynniejszych słów, jakie w nim padają: „Winter is coming”, czyli „Zima nadchodzi”. W tamtejszej krainie Westeros nie chodzi tylko o porę roku, ale zło, które ma nadejść i zaatakować właśnie zimową porą. Zima tego roku, która właśnie zbliża się do Europy, wiąże się z podobnym rodzajem podskórnie odczuwanego strachu.

Wielu z drżeniem spogląda na długookresowe prognozy pogody (uspokajam: zapewne i tak się nie sprawdzą), bo chcą wyczytać odpowiedź na podstawowe pytanie: czy ta zima będzie łagodna, czy sroga? Teoretycznie skoro jest zima, to musi być zimno, ale z drugiej strony każdy liczy, że temperatury będą łaskawe, a dzięki temu oszczędzi się na ogrzewaniu domostwa. Sprawy nie ułatwiają przeróżne doniesienia medialne i tak samo przeróżne zalecenia formułowane przez rządy europejskie, przeplatane równoczesnymi zapewnieniami o tym, że surowców nie braknie (o czym pisał Piotr Sutowicz w Pstryczku elektryczku). Rosja od dawna używa gazu, ropy i węgla jako broni w geopolitycznej rozgrywce. W tym roku ich pole manewru będzie o tyle mniejsze, że Zachód sam zrezygnował z importu nakładając sankcje. Skutek jest ten sam, tzn. tanie surowce energetyczne zza wschodniej granicy nie przybędą. Jeśli rządy europejskie blefują i jednak pojawią się braki w surowcach energetycznych to można powiedzieć, że czeka nas jeszcze w tym roku zimna wojna.

Oczywiście jest to pewna zabawa słowem. Ta prawdziwa zimna wojna zakończyła się około 30 lat temu, wraz z rozpadem Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Niedawno odbył się pogrzeb architekta tegoż rozpadu, Michaiła Gorbaczowa. Raczej nie chciał takiego finału, ale „po owocach ich poznacie”. Ale ja nie o tym. Skupmy się na fakcie, że w 1991 roku Sowiety przegrały wyścig zbrojeń, gwiezdne wojny, nie wytrzymały wreszcie konkurencji gospodarczej. Ich rynek był na krawędzi przepaści. Wtedy zakończyła się zimna wojna. Tamta zimna wojna.

Dziś stoimy przed groźbą kolejnej i nie chodzi mi tylko o kwestię surowców i ogrzewania europejskich domostw. Wraz ze spadkiem temperatur będą zapewne rosły naciski na rząd w Kijowie, by podejmował działania zmierzające do zakończenia działań wojennych. Najbardziej naciskać będą Niemcy i Francja, które mimo upadku ich wizerunku za granicą zdają sobie nic z tego nie robić i nadal pouczają innych, tudzież wyzywają od „podżegaczy wojennych”, zresztą wzorem prezydenta Łukaszenki.

Tylko czy taki pokój, nazwijmy go „pokój pisany na kolanie” jest w stanie zapewnić cokolwiek więcej, niż wejście w stan zimnej wojny i niepewność, że w każdej chwili mogą ponownie wybuchnąć działania wojenne, być może ze zdwojoną siłą i być nie tylko na terytorium Ukrainy? Patrząc w tej chwili tylko z perspektywy naszego, polskiego interesu to korzystniejsze jest trwanie obecnej wojny i wykrwawianie Rosji. Może to brutalne, ale taka jest prawda. I choć wygląda to tak, że możemy poczuć się przez chwilę jak Anglicy przez większość swej historii, tzn. toczyć wojnę nie swoimi rękami i nie swoją krwią, to prawda jest taka, że także dla Ukraińców taki pokój nie jest pożądany. Takie też komunikaty przychodzą z Kijowa: interesuje nas pełne zwycięstwo, a na razie nie zamierzamy rozmawiać.

Prowadzenie wojny, choćby nie swoimi żołnierzami to nadal wielkie przedsięwzięcie, które kosztuje duże pieniądze, dużo sprzętu wojskowego i wielki wysiłek całego społeczeństwa. To także koszty związane z nałożonymi przez nas sankcjami. Czy polskie społeczeństwo, a szerzej europejskie społeczeństwa udźwigną te ciężary? Nie wiem, ale wygląda na to, że i tak nie ma innego wyboru. Druga opcja bowiem to otwarte włączenie się do tej wojny.

Nawet jeśli pozostaje tylko taka alternatywa to i tak oczywiście będzie pojawiać się frustracja, potęgowana przez obawy o jutro. Na przykład w moich rodzinnych stronach w ostatnich dniach zamknięto produkcję w zakładach płytek budowlanych. Zwyczajnie nie ma komu ich sprzedać, gdyż do tej pory większość szła na rynek rosyjski. W obliczu inflacji i przewidywanych problemów energetycznych nie można się dziwić, jeśli ludzie będą źle oceniali decyzję o zamknięciu możliwości eksportu do Rosji.

Trzeba powiedzieć mocne słowa: wiele osób nie zrozumie tych decyzji i wiele osób będzie niezadowolonych z tak ostrej polityki i sankcji do momentu, gdy bomby nie zaczną spadać na polską ziemię. Oby nigdy do tego nie doszło, ale piszę te słowa, żeby uświadomić, że wszystkim nam będzie ciężko w najbliższym czasie. Tej zimy, w zależności od pogody, być może czeka nas bardzo, bardzo zimna wojna. Nadal, choć marne to pocieszenie, jest to scenariusz lepszy, niż wojna gorąca.

/mdk

Mateusz Zbrog

Mateusz Zbróg

Politolog. Członek redakcji i Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”.

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#zimna wojna #energia #gaz #sankcje #surowce #energetyka #Rosja #wojna Ukraina #Niemcy #Francja #Polska #pokój #winter is coming

Podobne artykuły

© Civitas Christiana 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej