Krzysztof Niemczyk: Gdzie ten włoski klimat?

2021/5/1
IMG 4428

Rozpoczął się weekend majowy, wielu z nas zapewne chciałoby gdzieś wyjechać, może city break do Pragi, może trochę dłuższy wyjazd do Paryża, czy nawet w Polsce znaleźć urokliwe miejsce, każdy ma jakiś swój kącik na świecie, do którego chciałby się udać. Pandemia niestety uniemożliwia często jakikolwiek wyjazd, więc zostaje nam powrót myślami chwil minionych lub sięgnięcie po reportaż albo album ze zdjęciami z podróży. Dziś proponuję Państwu wespół ze mną syntezę tego wszystkiego. W niniejszym mini reportażu zabiorę Cię czytelniku do mojego kącika na ziemi, dość sporego, bo do Włoch. Wyprawa którą opiszę i zobrazuje licznymi zdjęciami miała miejsce w minione wakacje (2020 rok)  pod koniec lipca, czyli w okresie lekkich poluzowań restrykcyjnych. Dodam też, iż zdjęcia są w pewien sposób unikatowe, gdyż rzadkością jest w okresie letnim natrafić na pusty plac świętego Piotra, czy małą grupkę przy fontannie Di Trevi, a pandemia właśnie takie możliwości dała.

Bawaria i Tyrol

Pierwszym punktem na mapie Europy do jakiego dojechaliśmy samochodem było Monachium. To wielkie miasto ze znanym klubem piłkarskim było podwójnym zaskoczeniem i nie mam na myśli tutaj wyglądu starówki, bo byłem tam niejednokrotnie, ale pewnego kontrastu. Ogromne lotnisko, przez które codziennie przewijały się tysiące ludzi było praktycznie puste, natomiast rynek był tak zatłoczony, że nie było możliwości swobodnego dojścia do gotyckiego ratusza. Natomiast w przepięknych kościołach znowu można było doświadczyć pustki, nie duchowej, ale międzyludzkiej, co jest dość zadziwiające, ponieważ te obiekty sakralne budzą podziw swym majestatem.

Kryzys gondolowy

Nie małym zaskoczeniem była Wenecja. Jak donosiły media w zeszłym roku poprzez brak turystów, a co za tym idzie, wstrzymanie ruchu tramwajów wodnych, statków i gondoli, po długiej nieobecności pojawiły się w kanałach delfiny. Mi co prawda nie udało się dostrzec tych ssaków, ale widziałem inne spore ryby w niezmąconej wodzie. Na placu świętego Marka, zwykle przepełnionym, wówczas było kilkadziesiąt osób, w kościele Świętych Apostołów, gdzie udaliśmy się na niedzielną eucharystię, było zaledwie 8 osób. Również ceny pamiątek spadły, tradycyjne maski weneckie z 60 Euro w 2015 roku do 15 Euro, a obsługa restauracyjna niezwykle dbała o każdego klienta, bo miała ich niewielu i nie, ta obsługa nie był ekstra płatna.

Przy cudownym wizerunku

Manopello to mała wioseczka wśród gór, która podobnie jak nasz Gietrzwałd, nie cieszy się zainteresowaniem turystów, mimo że jest miejscem niezwykłym. Chusta przedstawiająca twarz umęczonego Jezusa jest dzień w dzień wystawiona w srebrnym relikwiarzu. Jej historia jest szczególna, ponieważ do czasów Benedykta XVI nie była poważaną relikwią, starano się unikać jej tematu, co oczywiście się zmieniło wraz z oficjalną wizytą wspomnianego papieża, co widać na każdym miejscu czy to w muzeum, czy na drzwiach wejściowych. W tym sanktuarium modliłem się w intencji dzieła Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej, za organizatorów i uczestników. Również w tej miejscowości pierwszy raz zobaczyłem typowy włoski cmentarz w postaci małych domków, a właściwie kaplic.

Na siedmiu wzgórzach piętrzy się Rzym

W Rzymie byłem już parę lat temu, największym wspomnieniem jakie mi towarzyszyło to uporczywe trzymanie portfela i telefonu, ponieważ kieszonkowcy kochają tłumy, toteż obcowanie z antykiem  było cząstkowe. W tym roku zupełnie się to zmieniło, kto by pomyślał, że w szczycie sezonu znajdzie się w tramwaju wolne miejsce siedzące? Tak właśnie było, a to tylko jeden z nielicznych przykładów. Bezludny Ołtarz Ojczyzny, niemalże puste koloseum i okolice, niewielka kolejka do Panteonu i puste restauracje. Taki widok teraz mi towarzyszył, nikt nie zbliżał się na odległość mniejszą niż 1,5 metra, no może poza ulicznymi sprzedawcami, którzy intensywniej niż zawsze usiłowali sprzedać bransoletki czy selfiesticki, gdyż nie mieli już tylu klientów.

Stolica Kościoła

Watykan wspominam najmilej i nie mam na myśli tu duchowego doświadczenia, chociaż poniekąd także, jednak wszystko można było zwiedzić dużo spokojniej niż zawsze. Przed oczami nie miało się tłumów z aparatami, bo ich nie było, momentami w muzeach na Sali byliśmy sami, podobnie jak w skarbcu strażnik prócz nas nie musiał nikogo pilnować. Na kopule bazyliki świętego Piotra spędziliśmy niemal półtorej godziny, nikt nas nie popędzał, bo nikogo za nami nie było, a przyjemny wiatr i piękne widoki zapierające dech w piersiach wręcz wołały by zostać na górze jak najdłużej. Sam plac przez bazyliką był pusty, z wyjątkiem małej kolejki na granicy. Z tą wizytą łączy się największa zagadka, której nigdy nie rozwikłam, czy w oknie klasztoru Mater Ecclesiae spostrzegłem Benedykta XVI, czy ta biała piuska była piuską, a nie odbiciem słońca?

Okolice Bergamo

Ostatnie dni spędziliśmy w małej podmediolańskiej wiosce, w której dało się odczuć strach przed turystami, obawy o powrót zarazy. Kościelne tablice wypełnione były nekrologami z minionych miesięcy, wbrew śródziemnomorskiej niepisanej tradycji, wieczorem miasto zamierało zamiast rozbudzać się. Wszechobecna cisza co godzinę była przerywana biciem dzwonu, a zwykłe wyjście na pyszne, włoskie lody było obarczone wszelakimi zasadami sanitarnymi. Okoliczne miasteczka wyglądały tożsamo, puste sklepy, lokale nietętniące życiem, a i powietrze nie pachniało dymem z pieca od pizzy.

Szwajcaria

Powrót do Polski przez Szwajcarie jest pomysłem dość szalonym z samego początku, jednak zapewniam, że warto zrobić trochę więcej kilometrów, ponieważ górzysty krajobraz zapiera dech w piersiach. Co rusz spomiędzy drzew wyłania się ruina kolejnego i kolejnego zamku. Zatrzymując się na parkingach przy drodze można często poczuć bryzę pobliskiego wodospadu z krystaliczną wodą. Podziw również wzbudzają liczne tunele wydrążone w skale, które są pozornie zwyczaje, ale świadczą o determinacji człowieka. Dodatkową atrakcją, wartą postoju, jest możliwość skorzystania nawet w lecie z wyciągów, aby wznieść się jeszcze wyżej i pokontemplować piękne dzieło Boga.

Powrót

Powrót, prócz wątku szwajcarskiego, był tożsamy z przyjazdem, czyli Monachium, Drezno, Wrocław ujmując to w takim miastowym skrócie. Cała podróż była niesamowita i liczę, że w tym roku się powtórzy. Słuchając niedawno wywiadu natrafiłem na informacje, iż ekonomiści wyliczyli, że potrzeba siedmiu lat, aby turystyka wróciła do przed pandemicznego poziomu, więc o ile mają państwo możliwość i siły to zachęcam do wyjazdów, zorganizowanych w bezpieczny sposób, ponieważ możliwość zobaczenia perełek turystycznych bez tłumów jest rzadkością.

Krzysztof Niemczyk

Krzysztof Niemczyk

Uczeń Liceum Ogólnokształcącego Sióstr Urszulanek UR we Wrocławiu. Dwukrotny finalista Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej. Członek Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana".

© Civitas Christiana 2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej