W oczekiwaniu na Boże Narodzenie

2013/1/18

Tradycja obchodzenia świąt, z całym wachlarzem zwyczajów, charakterystyczną symboliką, jest przekazywana od stuleci z pokolenia na pokolenie. Podstawowe symbole świąt Bożego Narodzenia: choinka, Święty Mikołaj, aniołowie, a nawet szopka, zakorzeniły się w świadomości tak mocno, że są rozpoznawalne i akceptowane przez ludzi różnych wyznań w wielu zakątkach świata. Na przykład w Japonii, gdzie chrześcijanie stanowią tylko ok. 1% ogółu ludności, witryny sklepowe i ulice głównych miast od kilku tygodni przystrojone są świątecznymi dekoracjami.

Popularność i łatwość, z jaką symbole chrześcijańskiego święta się przyjmują, może cieszyć, ale z drugiej strony – są one wypaczane, zawłaszczane przez sprzedawców i usługodawców, silnie eksponowane w reklamach i traktowane jak najlepszy wabik dla potencjalnych klientów. Komercjalizacja i zeświecczenie, odarcie z duchowego wymiaru świąt widoczne jest jak na dłoni w Stanach Zjednoczonych, a także w zachodniej Europie. „Takie czasy” – mówią niektórzy, komentując radykalne zmiany, jakie zachodzą w sposobie obchodzenia i stosunku ludzi do świąt Bożego Narodzenia.

Przygotowania do świąt

Jedni wspominają zapach zapastowanej podłogi i gruntowne porządki, skrupulatnie planowane już kilka tygodni przed Wigilią, inni – lampiony, z którymi szli do kościoła na roraty i adwentowe postanowienia, jeszcze inni pamiętają, jak kłuły i pachniały gałęzie ubieranej choinki. Okres przedświąteczny był okresem wielkich przygotowań. Chodziło nie tylko o to, by w mieszkaniu wszystko lśniło, a na stole czekało dwanaście potraw, ale przede wszystkim był to czas refleksji i wewnętrznego oczyszczenia, by być gotowym na przyjęcie dobrej nowiny, na przyjście Chrystusa. Dzisiaj z kolei przewagę zyskuje zewnętrzny aspekt świąt. Na długo przed wigilią sklepowe wystawy uginają się od lampek, plastikowych mikołajów, choinek obwieszonych jaskrawymi ozdobami, a w centrach handlowych rozbrzmiewają „gwiazdkowe hity”. Coraz częściej dajemy sobie wmówić, że to jest właśnie esencja świąt – kolorowe światełka, obfity stół i mnóstwo prezentów. Okres poprzedzający święta to czas największych zysków dla handlowców. Obroty sięgają wtedy nawet 40% rocznych dochodów, dlatego z roku na rok rozpoczęcie sezonu świąt e c z n y c h p r omo c j i i wy p r z e – daży ma miejsce coraz wcześniej. W Polsce zaczyna się niedługo po dniu Wszystkich Świętych, w Anglii na początku listopada, w Ameryce z kolei w pierwszy piątek po święcie dziękczynienia. To tzw. Czarny Piątek – nazwa pochodzi od zysków zapisywanych dawniej kolorem czarnym, a także od korków na ulicach i kolejek przed centrami handlowymi. Tego dnia sprzedawcy otwierają sklepy już o piątej rano, a ludzie często biorą w pracy wolne i ustawiają się w ogromnych kolejkach, by skorzystać z 70% obniżek i upolować upatrzone towary po okazyjnych cenach. Jeden ze sklepów z elektroniką w Waszyngtonie oferował w tym roku m.in. przyzwoity laptop marki Toshiba za 379 dolarów, tyle, że takich laptopów było w sklepie najwyżej kilkadziesiąt, a kolejka liczyła tysiące osób. W Nowym Jorku jeden z pracowników najpopularniejszej w Stanach sieci hipermarketów Wal- Mart został zadeptany na śmierć przez klientów, którzy staranowali drzwi na kilka minut przed oficjalnym otwarciem sklepu, w innym poturbowano czterech sprzedawców. Święta Bożego Narodzenia stały się najpotężniejszym znakiem handlowym na świecie, a sprzedawcy prześcigają się w reklamach, które mają przekonać ludzi, że ich produkty to nieodzowne atrybuty świąt. „Poczuj pełnię świąt z Tchibo”, „Netia spełni Twoje marzenia na święta”, „odnajdziesz drogę do bliskich” z telefonem w sieci Era, Święty Mikołaj raczący się filiżanką kawy Nescafe… To tylko niektóre artykuły, które sprawią, że święta będą „magiczne” i niezapomniane. Dlatego tak wielu ludzi korzysta z „superofert” i promocji, wydając często więcej, niż pozwala na to zawartość ich portfela. Wiedzą o tym banki, proponując ekspresowe pożyczki świąteczne: „Pieniądze na święta raz-dwa? Czemu nie”, reklamuje się PKO BP, „Wybierz najtańszy kredyt na świąteczne szaleństwa” – doradza serwis Bankier.pl. W ten sposób wymiar konsumpcyjny wypiera wymiar duchowy, a przepych zewnętrznej oprawy zastępuje głębokie przeżywanie Bożego Narodzenia.

Świąteczna tradycja czy nowe trendy?

Dzieci wycinały choinkowe ozdoby lub budowały szopkę, rodzice sprzątali mieszkanie, przygotowywali tradycyjne potrawy, pisali świąteczne kartki do bliskich. Rodzina zjeżdżała się z dalekich czasem stron, by spędzić te święta razem. Wigilijna kolacja, obdarowywanie prezentami, kolędowanie, a potem szło się na pasterkę, jedyną tak niezwykłą mszę w roku. Wiedziało się, że to święta. W wielu domach do tej pory tradycji staje się zadość, ale globalizacja i komercjalizacja, a także szybkość życia powoli robi swoje. Brakuje czasu na gruntowne przygotowania. Prezenty coraz częściej kupujemy przez internet, na jednym z niezliczonych portali oferujących pełen asortyment świątecznych upominków. Zamiast kupować kartki, nalepiać znaczki, wyszukiwać adresy, wolimy wysłać SMS – szybko i łatwo wywiązując się tym samym z zadania. W ubiegłym roku Polacy wysłali około 400 milionów SMS-owych życzeń! Spowodowało to oczywiście przeciążenie sieci i życzenia docierały czasem dopiero na drugi dzień. Pół biedy, jeśli życzenia będą starannie ułożone z myślą o tych, którym je ślemy, ale jeśli rozsyłamy banalny wierszyk z palety gotowych szablonów do wszystkich z listy kontaktów, trudno uwierzyć w nasze szczere intencje. Godzimy się też na to, że nasze znajomości przybierają coraz bardziej powierzchowny, niezobowiązujący charakter. Dostępność i szeroka gama usług sprawiają, że w świątecznych przygotowaniach może wyręczyć nas ktoś inny – wynajęta osoba wysprząta mieszkanie, zamówione tradycyjny potrawy trafią na wigilijny stół, co zaoszczędzi nam bieganiny i wysiłku. Prezenty kupione online doręczy listonosz, podczas gdy my będziemy zajęci „ważniejszymi sprawami”. Świątecznej atmosfery trzeba będzie wtedy szukać w programie telewizyjnym lub aromacie kawy ze świątecznego pudełka. Tych kilka dni stanie się po prostu okazją do beztroskiego wypoczynku i rozrywki. Taki stosunek do świąt idealnie ilustruje tekst z portalu Stopklatka. pl: „Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, ten cudowny czas, kiedy przez kilka dni można się bezkarnie objadać i nie opuszczając ulubionego fotela, przeskakiwać z filmu na film. Prezentujemy wam świąteczną ofertę naszych telewizji”. A dla tych, którzy wolą spędzić czas bardziej aktywnie – nocna impreza pasterkowa zamiast tradycyjnej pasterki. W zeszłym roku zorganizowano kilkadziesiąt takich imprez w różnych miastach Polski, w tym roku będzie ich pewnie więcej. Bogata jest także świąteczna oferta biur podróży – od górskich kurortów po hotele SPA. Relaks dla zapracowanych, a w wigilię koncert kolęd, lampka szampana, wyszukana kolacja, dla dzieci – wizyta Świętego Mikołaja.

Boże Narodzenie – element chrześcijańskiej tożsamości

Na bulwersujący pomysł wpadły niedawno władze miasta Oxford – podjęły uchwałę o zastąpieniu Bożego Narodzenia Zimowym Świętem Światła (Winter Light Festival). Według władz miasta dzięki temu święta będą „bardziej otwarte” i angażujące większą część społeczności Oxfordu, bo do tej pory były „zbyt chrześcijańskie”. Mają też służyć dialogowi międzykulturowemu i znosić podziały. Decyzja ta wywołała zgodny sprzeciw zarówno mieszkańców miasta, jak i przedstawicieli wszystkich wyznań. Oburzeni jej podjęciem byli hierarcha muzułmański i naczelny rabin Oxfordu, którzy twierdzili, że święta Bożego Narodzenia są częścią brytyjskiej tożsamości i ich obalanie godzi w fundamenty kultury Zjednoczonego Królestwa. Skrytykował ją też przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury, który uznał, że takie działanie nie ma nic wspólnego z prawdziwym dialogiem, a ruguje z życia społecznego to, co stanowi o naszej wartości, naszym „obliczu”. Jest to kolejny przykład fatalnych decyzji podejmowanych w imię poprawności politycznej oraz fałszywie pojętej tolerancji, „odbarwiania się aż po zatarcie własnej tożsamości”, świadomej i niczym nieusprawiedliwionej destrukcji naszego dziedzictwa.

Z kolei dwa lata temu watykański dziennik „Osservatore Romano” zaproponował, żeby ze względu na stopień ich komercjalizacji odebrać świętom Bożego Narodzenia status święta państwowego – wtedy obchodziliby je jedynie prawdziwi chrześcijanie, przywracając im duchowy wymiar. Pomysł ten spotkał się jednak z krytyką nie tylko opinii publicznej, ale i hierarchów Kościoła. Paradoksalnie bowiem ta kolorowa świąteczna otoczka sprawia, że są one tak bardzo obecne w świadomości ludzi na całym świecie. To czas wielkiej radości dla wszystkich chrześcijan. Można się zżymać na tandetę, przerysowanie i komercyjne wykorzystanie symboliki Bożego Narodzenia, ale ulice rozświetlone lampkami, choinka i szopka na głównym placu miasta, postacie aniołów, tu i ówdzie rozbrzmiewające kolędy przypominają nam nie tylko o religijnym przesłaniu, jakie się za tym kryje, ale także sprawiają, że jesteśmy dla siebie bardziej życzliwi. Badania pokazują, że w tym okresie częściej myślimy o potrzebujących, jesteśmy hojniejsi, chętniej uczestniczymy w licznie organizowanych w tym okresie akcjach charytatywnych, a przecież o to też chodzi. Nasza troska o bliźnich, osobne nakrycie na wigilijnym stole, czekające na niezapowiedzianego gościa, to także piękne świadectwo chrześcijańskiego ducha świąt. Boże Narodzenie z całą swoją symboliką i radosnym przesłaniem jest częścią naszej tożsamości.

Katarzyna Ćwik

Artykuł ukazał się w numerze 12/2008.

© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej