Obchodzimy w tę niedzielę rocznicę poświęcenia bazyliki laterańskiej. Jezus, który przepędza przekupniów ze świątyni jerozolimskiej jest przepełniony gorliwością i troską o dom Boga. Uczy nas, że miejsce święte to nie targowisko, ale przestrzeń, która ma na pierwszym miejscu prowadzić do osobistego spotkania z Najwyższym. Owszem, kościoły są zbudowane z elementów materialnych, tak jak wspominana dzisiaj bazylika na Lateranie, ale ich rolą nie jest bycie supermarketem religijnym, ale miejscem, gdzie Bóg pragnie w sposób szczególny przemawiać do człowieka.
Chrystus oczyszcza świątynię w Jerozolimie, podobnie jak chce oczyścić nasze pojmowanie istoty Kościoła. Kościół jako wspólnota właściwie nie potrzebuje budynków sakralnych. Obywał się bez nich w okresie prześladowań. Istotą Kościoła jest zgromadzenie wiernych, którzy przeżywają pod przewodnictwem kapłana pamiątkę śmierci i zmartwychwstania swojego Pana. Nie składamy krwawych ofiar, bo jedyną i doskonałą ofiarą jest Jezus Chrystus.
Kiedy jednak Kościół zyskał swobodę działania, a prześladowania ustały, zaczęto wznosić budowle sakralne, poświęcone dla wyłącznego kultu Boga. Trzeba było za coś je wznosić, a później za coś je utrzymać – to oczywiste, ale i niosące ze sobą zagrożenie. Gdzie pojawia się pieniądz, tam pojawia się pokusa zysku, który sam w sobie nie jest zły, ale w sprawach religijnych w żadnym wypadku nie powinien być na pierwszym miejscu.
Tymczasem i w dzisiejszych czasach nie jesteśmy wolni od tych zagrożeń. Wiele osób w działaniach kościelnych i około religijnych widzi sposobność do "dorobienia się". Dotyczy to zarówno duchownych, jak i świeckich. Dość wymienić ogromny rynek dewocjonaliów, swoisty "nekrobiznes" związany z działalnością cmentarzy i firm pogrzebowych. Oczywiście, ktoś musi się zajmować grzebaniem umarłych i nie będzie tego robił za darmo, ale niektóre sposoby wyciągania od ludzi pieniędzy są nieprzyzwoite, żeby nie powiedzieć niemoralne.
Niestety i my, jako wierzący w Chrystusa, sami napędzamy ten biznes około świątynny, bardziej skupiając się na przedmiotach, gadżetach, ozdobach i innych materialnych znakach, a zaniedbując budowanie prawdziwej duchowości opartej na miłości do Boga i człowieka oraz otwartości na potrzeby braci. Prawdziwym skarbem Kościoła nie są obrazy, posągi, dzieła sztuki, czy inne przedmioty materialne, ale dobre czyny wiernych, którzy tworzą założoną przez Chrystusa prawdziwą wspólnotę Kościoła.
Niech Chrystus, którego świątynia Ciała została zburzona poprzez śmierć, zburzy i nasze świątynie, aby je po trzech dniach odbudować w swoim Zmartwychwstaniu.
Fragment Ewangelii kończy się jednak znamiennym pytaniem – czy Syn człowieczy znajdzie wiarę, gdy przyjdzie? No właśnie, powraca kwestia wiary. Wiary w skuteczność naszych modlitw, wiary w moc Boga i wiary w to, że Bóg chce dla nas zawsze jak najlepiej oraz wiary w to, że On wie więcej od nas, bo wie wszystko. Jest to postawa zawierzenia Bogu poprzez zaufanie, które ma wyrażać nasza modlitwa. Nigdy nie może ona być oddzielona od powyższych elementów.
Modlitwa nie jest środkiem płatniczym w jakiejś wyimaginowanej transakcji pomiędzy Bogiem, a człowiekiem, działającej na zasadzie – my dajemy Bogu kult liturgiczny oraz nasze modlitwy, a On spełnia nasze prośby. To tak nie działa. Bóg nie potrzebuje naszych ofiar i modlitw, ale wie, że przyczyniają się one dla naszego zbawienia. To my potrzebujemy modlitwy, bo buduje ona przyjaźń z Bogiem, motywuje do pełnienia Jego woli i tym samym osiągnięcia zbawienia poprzez wiarę w Jezusa Chrystusa.
Dlaczego wielu z nas zniechęca się do modlitwy twierdząc, że Bóg nie słucha i nie spełnia naszych próśb? Czasami można rzeczywiście odnieść takie wrażenie, ale ono nie jest właściwym postawieniem sprawy. Trzeba zaznaczyć, że Bóg słyszy wszelkie nasze modlitwy, ale nie zawsze są one właściwe, albo podejście do nich jest nieodpowiednie. Po pierwsze nie wolno modlić się o rzeczy niegodziwe, po drugie zawsze trzeba podkreślać wzorem Chrystusa modlącego się w Ogrodzie Oliwnym o oddalenie od niego kielicha Męki, "lecz nie moja wola, ale Twoja wola niech się stanie".
/ab