Obserwowana obecnie radykalna zmiana układu geopolitycznego powinna bardziej skupić uwagę, zarówno zwykłych ludzi wierzących jak i teologów w Polsce, na Kościele działającym w obu Amerykach. Jednak wydaje się, że nadal jest to, przynajmniej u nas, teologicznie teren mało znany.
Od 2013 r. mamy do czynienia z pontyfikatami papieży pochodzących z tamtych stron. Franciszek z Argentyny i Leon XIV z USA, który jednak znaczną część swojej dotychczasowej posługi spędził w Ameryce Południowej. Najwięcej zasług w propagowaniu teologii latynoskiej na polskim gruncie mają pracujący tam misjonarze, jednak ciężko przebić się im do głównego nurtu kościelnej narracji, co więcej ci najbardziej znani, tacy jak o. Jacek Gniadek SVD (Chile) i o. Kasper Mariusz Kaproń OFM (Boliwia), znacznie różnią się poglądami.
Jeśli mówi się o teologii latynoskiej, to na pierwszy plan zawsze wysuwa się, wzbudzająca wiele kontrowersji, teologia wyzwolenia. Wyzwolenie w chrześcijaństwie jest czymś fundamentalnym, gdyż Chrystus przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie wyzwolił człowieka od grzechu i wszystkich jego konsekwencji i tym samym powołał go do wolności należnej uczniowi Chrystusa. Na polskim gruncie należy wspomnieć o teologii wyzwolenia stworzonej przez założyciela ruchu oazowego ks. Franciszka Blachnickiego (1921-1987), realizującej się w dziele Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Jednakże wszelkie kontrowersje biorą się po przeniesieniu idei wyzwolenia na grunt społeczny, zwłaszcza w sytuacji rażących dysproporcji między bogatymi i biednymi, jakie występowały i nadal występują, choć w nieco innej postaci, w Ameryce Łacińskiej. Chodzi w tym miejscu o pojęcia występujące w teologii moralnej takie, jak „struktury grzechu” oraz „grzech społeczny”. Trwająca polemika między teologią wyzwolenia a europejską teologią głównego nurtu przypominała przez długi czas wzajemne odbijanie piłki. Teologom wyzwolenia zarzucano uleganie ideologii marksistowskiej i łączenie jej z chrześcijaństwem, ci natomiast odwzajemniali się repliką, że nurty spod znaku „Chrystusa z karabinem na ramieniu” oznaczające wezwanie do zbrojnej rewolucji w obronie ubogich, to zupełny margines, a tak naprawdę jest to teologia ludu uciemiężonego i zwalczanego przez konkwistadorów, którzy w swojej „ewangelizacyjnej zapalczywości” doprowadzili do eksterminacji pierwotnej ludności tubylczej. Z kolei konserwatyści znów odbijają piłkę twierdząc, że religie ludów pierwotnych przerażały okrucieństwem, choćby przez składanie ofiar z dzieci, co zostało zniwelowane przez tych „okrutnych konkwistadorów”.
Czym zatem jest teologia wyzwolenia? Z pewnością pokłosiem Vaticanum II i rozwoju posoborowej nauki na temat preferencyjnej opcji na rzecz ubogich. Papież Franciszek pragnął Kościoła ubogiego dla ubogich, a to stało się główną ideą zawartego pod koniec obrad soborowych (16.11.1965 r.) tzw. „Paktu z katakumb św. Domicylii”, w którym grupa biskupów, głównie latynoskich, na czele z abpem Hélderem Câmarą (1909-1999), zobowiązała się do zmiany swojego dotychczasowego sposobu życia, m.in. do przestrzegania zasad ubóstwa, rezygnacji z pałaców biskupich i zdobnych w klejnoty insygniów. Główne idee tego paktu zostały powtórzone w czasie Synodu Biskupów dla Amazonii, kiedy 20.10.2019 r. odnowiono i uwspółcześniono jego treść.
Za początek doktrynalnej teologii wyzwolenia uważa się opublikowanie w 1971 r. książki Gustavo Gutiérreza OP (1928-2024) zatytułowanej Teologia wyzwolenia. Historia, polityka i zbawienie, która została wydana także po polsku przez Instytut Wydawniczy PAX w 1976 r. Jednak same jej idee są znacznie wcześniejsze i mocy kościelnej nabrały w czasie obrad II Konferencji Generalnej Rady Episkopatów Ameryki Łacińskiej (CELAM - Consejo Episcopal Latinoamericano), jakie odbyło się w Medellín (Kolumbia) w 1968 r. Uważa się także, że w czasie pontyfikatu Pawła VI tolerowano rozwój teologii wyzwolenia, która stała się popularna także wśród progresywnych teologów europejskich, takich jak choćby Hans Küng czy Johann Baptist Metz. Dopiero Jan Paweł II, znający realia aplikacji zasady walki klas w Polsce i innych krajach komunistycznych, podjął się zrobienia z nią porządku, a przynajmniej z jej najbardziej marksizującymi nurtami. Kongregacja Nauki Wiary kierowana przez kard. Josepha Ratzingera, wydała dwa dokumenty na temat teologii wyzwolenia, pierwszy dość radykalny z 1984 r. (Instrukcja o niektórych aspektach „teologii wyzwolenia”) i drugi nieco łagodniejszy z 1986 r. (Instrukcja o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu). Jak to zwykle bywa z tego typu dokumentami, żaden nie uspokoił sytuacji, gdyż nie usatysfakcjonował ani progresistów, ani konserwatystów. Jednak teologia wyzwolenia to nie tylko książki i dokumenty, ale przede wszystkim działanie, w tym także męczeństwo, jak w przypadku kanonizowanego w 2018 r. abp. San Salvador Óscara Arnulfo Romero (1917-1980), który początkowo konserwatywny i skoncentrowany głównie na liturgii i kulcie, po zbrodni dokonanej w 1977 r. na jego przyjacielu bł. Rutilio Grande García SJ, podjął radykalną walkę z łamiącym prawa człowieka reżimem w Salvadorze, spotykając się w tym celu z Janem Pawłem II i pisząc listy do prezydenta USA J. Cartera. Za swą działalność został zastrzelony w czasie sprawowania Mszy św. w kaplicy szpitalnej, przez szwadrony śmierci działające na zlecenie konserwatywnego reżimu opartego na nielicznych bogatych latyfundystach. Także papież Jan Paweł II przeżył ostrą konfrontację ze zwolennikami teologii wyzwolenia w czasie pielgrzymki do Nikaragui w 1983 r., kiedy to w dniu 4.03 tegoż roku, w czasie Mszy św. w Managui, nie mógł poradzić sobie ze wzburzonym tłumem domagającym się potępienia sił kontrrewolucyjnych, krzycząc „Silencio”, a wcześniej grożąc palcem ministrowi kultury w rządzie sandinistowskim, ks. Ernesto Cardenalowi (1925-2020). Oczywiście była to manipulacja inspirowana przez rewolucyjne władze sandinistowskie pod wodzą Daniela Ortegi. Ironią losu jest, że ten sam Ortega, obalony w 1989 r., od 2007 r. znów rządzi w sposób dyktatorski, którego nie powstydziłby się obalony przez niego w 1979 r. proamerykański klan Somozów. Ortega dawniej przymilał się do Kościoła, ale obecnie z nim walczy.
Jan Paweł II, udając się w 1992 r. w rocznicę odkrycia Ameryki na kolejną konferencję CELAM w Santo Domingo (Dominikana), stwierdził, że w obliczu upadku komunizmu teologia wyzwolenia należy już do przeszłości. Jednakże pontyfikat Franciszka uznawany jest przez wielu za docenienie i powrót teologii wyzwolenia, czego wyrazem miałyby być choćby przyjazne gesty wykonane wobec byłego franciszkanina Leonardo Boffa (ur. 1938), jednego z jej dawnych luminarzy. Jednak obecna Ameryka Łacińska bardzo się zmieniła od lat 60. i 70. XX w. i potrzebuje nowej teologii. O. M. Kaproń OFM w swoim wpisie na Facebooku pisze, że: Teologia przyszłości nie będzie teologią „wyzwolenia”. Będzie teologią spotkania. Nie będzie teologią „konfliktu klas”. Będzie teologią uzdrawiania ran. Nie będzie teologią „rewolucji”. Będzie teologią czułości, o której mówił papież Franciszek. Będzie to teologia, która siada z człowiekiem przy jego ranach, a nie której serce bije szybciej jedynie w rytm dawnych manifestów. Czy tak rzeczywiście będzie, czas pokaże.
/mdk