Jakiś czas temu słuchając jednej z debat na temat ostatniego dokumentu Papieża Franciszka, a jednocześnie pierwszego Leona XIV, czyli Dilexi te, usłyszałem ciekawe porównanie kwestii odbioru nauczania tego pierwszego. Jeden z prelegentów powiedział, że Franciszek pisał piękne i głębokie treści, ale z racji na wiejsko-proboszczowski styl prowadzenia działalności, przeszły one jakoś mimochodem.
Pierwsza o wierze, druga o ekologii, trzecia o braterstwie, czwarta o miłości Boga - wymienić te cztery encykliki mimochodem raczej większość bardziej zaangażowanych katolików potrafi. Może ktoś doda jeszcze, że Lumen fidei było pisane na „cztery ręce”, a Fratelli tutti mówi, że chrześcijanin jest bratem każdego człowieka. I w sumie tyle. Z wielkiego pontyfikatu zostało parę chwytliwych zdań. Nie chodzi tu bowiem o nostalgiczne wracanie do Papieża Franciszka, ale zwrócenie uwagi, że rzeczywiście ów prelegent miał racje. Obawiam się jednak, że w świecie obecnej technizacji, Leon XIV i każdy kolejny papież również okaże się zapamiętanym ze sloganów.
Można bez wątpienia wysunąć, słuszną skąd inąd, tezę, że każdy Pontifex dany jest na konkretny czas, że mierzy się ze zmartwieniami epoki i z czasem echo to milknie. No i tutaj na podparcie tej tezy można przytoczyć dwie sprawy. Po pierwsze, kto dziś sięga do encyklik Benedykta XV? Poza historykami… A dalej, czy dziś Humanae vitae jest jeszcze cytowane? Oczywiście, że oba obowiązują, ale jednak mało kto zagląda na te wiekowe półki. Zresztą podobnie z dokumentami Jana Pawła II. Tylko jest jedna zasadnicza różnica: Franciszek pisał w bardziej przystępnym stylu, starał się to nauczanie człowiekowi wręcz "wepchnąć" do ręki, zwłaszcza, że pisał o palących problemach świata. Jak się zdaje, eksperyment się nie powiódł. Czy zatem jest to smutny obraz upadku autorytetu papiestwa? Nie ważne, co napisze Ojciec Święty, będzie albo ignorowane ciszą, albo obecne jedynie w dyskusji naukowej? Bez wątpienia na powyższe pytania trzeba w pewnym sensie odpowiedzieć twierdząco, ale tylko po to, by otworzyły się nowe horyzonty.
Jak zatem sprawić, aby za starożytnymi legendami mówiło się na targu o dwóch naturach Jezusa? Recepta bez wątpienia jest długofalowa, jednak niewątpliwe jedną z form jest nadanie kierunku dyskursu naukowego, z naciskiem na pastoralny wymiar. No i może, wbrew temu co pisałem wyżej, też odwołam się do niszowego dla większości dokumentu, ale wywarł on znaczny wpływ na duszpasterstwo na świecie - Verbum domini Benedykta XVI. Często jesteśmy nieświadomi, jak bardzo nasze lokalne duszpasterstwo jest ostatecznym wynikiem założeń tej adhortacji oraz jakże często jest ona cytowana w innych tekstach. Z kolei drugim będzie adhortacja Pastores dabo vobis, która dotyczy formacji seminaryjnej i kapłańskiej. W tym też nadała ona znaczny kierunek całemu Kościołowi, bo przecież to na niej kształtuje się kolejne pokolenie duchowieństwa. Ich tajemnica może tkwi właśnie w tym, że doprecyzowują wewnętrzne życie Kościoła i przez swój zwrot ad intram koniec końców wychodzą na zewnątrz.
Franciszek miał swój unikatowy styl, tym się wyróżniał i z tego zostanie zapamiętany, nie mniej fenomen zawsze jest jednostkowy i widać, że Papież Leon słusznie obrał inny styl, choć w podobnym duchu, bo duch jest jeden – chrześcijański. Nie mniej stoi on przed rzeczywistym wyzwaniem, jak sprawić, aby nie tyle jego nauczanie, co po prostu nauczanie Kościoła doczekało się odzewu w jego wnętrzu. Czy jest jeszcze szansa na Rerum novarum, które jest podwaliną społecznej misji Kościoła?
/ab