W przekazie medialnym różnych prawicowych ugrupowań do pobudzenia elektoratu konieczny jest wątek religijny. Nieco rzadziej, ale zbyt śmiało, instrumentalizuje się Kościół do podpierania różnych idei liberalizmu ekonomicznego, skrzętnie wykonując manewry retoryczne z wybranymi cytatami różnych dokumentów. Czy jednak rzeczywiście Kościół jednoznacznie stoi z prawej strony?
Scena polityczna Europy pokazywała nam niejednokrotnie różne odmiany manipulacji wiary, uświadomionej bardziej bądź mniej przez rożne ugrupowania na Starym Kontynencie. Zarówno od prawicowych dyktatur po mocno lewicowe ugrupowania chadeckie z nazwy. Dziś w Polsce obraz jest dość klarowny – prawica wiary, lewica ateizmu. Z różnym odchyleniem wahadełka i pewnymi wyjątkami, niemniej gdyby rzeczywiście pochylić się nad pewnymi propozycjami rozwiązań, a obok otworzyć Katechizm, zdecydowanie doszłoby do niejednego zaskoczenia, zwłaszcza pod kątem troski socjalnej, ale również światopoglądowej. Wydaje mi się jednak, że jako społeczeństwo potrzebujemy „symboli” spokoju. Zamiast wsłuchiwać się w treść przekazu, wolimy wpatrywać się w obraz. Stąd może i pewne zabiegi są jednoznacznie populistyczne, bo choć szczęśliwie spora część z nas jednoczy się pod krzyżem, to właśnie ta moc zbierania nas służy budowaniu poparcia pewnych idei, raczej niezgodnych z nauczaniem Kościoła. Z drugiej zaś strony, co również trzeba wyartykułować, ile razy tęcza przysłaniała poparcie dla rozwiązań prorodzinnych?
Mam pewne wątpliwości co do tezy Jacques'a Maritaina, że "nie ma możliwości utworzenia partii w 100% chrześcijańskiej, bo mój młodzieńczy duch idealizmu chce wierzyć w ludzkość". Niemniej w tej tezie bez wątpienia jest ogrom mądrości. Z jednej strony w związku z tym, że sama polityka niesie w sobie mnóstwo „brudu”, a z drugiej, że najbardziej chrześcijańską opcją jest… Kościół. Złożony z różnych stanów i różnych temperamentów - po prostu z ludzi. Zatem w pewnym stopniu jako ludzie mamy już zalążek będący początkiem trzeciej drogi. Niemniej i ten zalążek przecież wielokrotnie upada pod ciężarem słabości ludzkiej, choć wierzymy, że ma narzędzia zdolne stale oczyszczać członków. Narzędzia, których już żadna „partia” nie ma, bo nie są one porządku ziemskiego. Wielu pewnie by chciało partii na tyle doskonałej, że z czasem byłaby wpisana do Credo. A tak wciąż pozostaje rozróżniać pomiędzy różnymi, często skrajnymi, opcjami, z których każda dodatkowo proponuje pewne dobre, "boże" (sic!) rozwiązania, powodując w nas rozterkę sumienia.
Opcją katolicką zawsze powinna być opcja Kościoła w swojej różnorodności, bo chociaż rzeczywiście zdarza się, że w przypadku konkretnych rozwiązań nie ma jednomyślności, to jednak wektor kierunkowy zawsze skierowany jest ku „konstytucji” – Ewangelii. Trzeba o tym pamiętać nie tylko (przynajmniej) przy urnie wyborczej, ale również przy codziennych wypowiedziach różnych polityków. Nie zachwycać się pięknym anturażem świątyni, symboli religijnych, czy nawet obecności duchownych, gdy wypowiadane słowa są daleko sprzeczne z przykazaniem miłości bliźniego. Z drugiej zaś strony to też niewątpliwe apel polityczny, aby nie instrumentalizować głęboko zakorzenionej w duszy Polaków religijności do celów prywatnych, a w momencie jawnego przekraczania nauczania Kościoła nie bać się tego wyartykułować, jak zrobił to ostatnio jeden z polityków w Kanale Zero, wyrażając swoją aprobatę kary śmierci.
Tertium datur – trzecią drogą dla wierzącego jest droga Kościoła.