Nakielski: „Kochać, jak to łatwo powiedzieć…”*

2022/11/15
AdobeStock 361838022
Adobe Stock

 Z cyklu: Pióro rzeczy znalezionych

… a kochać społecznie – jeszcze trudniej! Wszak brzmi to trochę niefortunnie i nie do końca zrozumiale. Jednak to do właśnie takiej formy miłości zobowiązuje nas katolicka nauka społeczna.

Pewnie trudno jest z marszu zdobyć się na taką refleksję – co znaczy kochać społecznie? Ja „musiałem”, bo miałem zaszczyt 27 października po Apelu Na Jasnej Górze, mówić o dziewiątym punkcie „ABC Społecznej Krucjaty Miłości” bł. kard. Wyszyńskiego, zachęcającym do włączania się w społeczną pomoc bliźnim. Było to podczas kolejnej nocnej modlitwy „Z błogosławionym Prymasem czuwamy w Domu Matki”. Podejmowana jest ona tradycyjnie z 27 na 28 dzień miesiąca jako dziękczynienie za beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego i prośba o rychłą kanonizację. Co warto zaznaczyć, organizatorem czuwań są obok Jasnej Góry, Instytutu Prymasa Wyszyńskiego jest Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”. Pomyślałem sobie, Drodzy Czytelnicy, że podzielę się z Wami pewnymi refleksjami z tego spotkania.

„Włącz się w społeczną pomoc bliźnim. Otwórz się ku ubogim i chorym. Użyczaj ze swego. Staraj się dostrzec potrzebujących wokół siebie

 – tak brzmi wspomniany IX punkt. Przy pierwszej lekturze, wydaje się on taki prosty, jasny, zrozumiały – i może nawet łatwy do wykonania. Bo przecież od czasu do czasu pomagamy bliźnim – np. raz w roku wrzucając pieniądze do skarbonki podczas znanej ogólnopolskiej akcji charytatywnej. No bo przecież kupujemy świece w okresie Bożego Narodzenia. A ileż to razy ocieraliśmy łzy, patrząc w TV na cierpienie afrykańskich dzieci. Tak, dostrzegamy potrzebujących, bo nawet nie przełączamy wtedy odbiornika na inny kanał. Więcej, modlimy się za te biedne, głodne i wystraszone istotki. A kiedy w rodzinie ktoś zachoruje, dzwonimy z życzeniami zdrowia, niekiedy nawet odwiedzamy i robimy zakupy, a w dzisiejszych czasach pomoc innym potrzebującym, zdawałoby się roztropnie, zostawiamy fachowcom – państwu, służbie zdrowia i wyspecjalizowanym organizacjom. Za które i których, zresztą często się modlimy. Więc chyba nie jest aż tak źle – pytami sami siebie z nadzieją, że jest to pytanie retoryczne. Oczywiście – nie jest źle. Jednak jest w tym wszystkim jedno „ale”.

Ile owo „nie jest aż tak źle” ma wspólnego z chrześcijaństwem – ile jest w tym ewangelicznego radykalizmu, do którego jesteśmy powołani. Albo - o ile bardziej podobni jesteśmy do faryzeuszy z ich perfekcją w samo-usprawiedliwianiu, aniżeli do apostołów, którzy zostawili wszystko, by pójść za Jezusem, by m.in. służyć ludziom – pomagać bliźnim i otworzyć się na ubogich i chorych.

Co to znaczy pomagać społecznie? Co to znaczy społecznie kochać? Jak otworzyć się na ubogich i chorych? Co to znaczy użyczać ze swego? Jak się nauczyć dostrzegać potrzebujących, kiedy świat tak pędzi, że ledwie nam wystarcza czasu dla swoich bliskich? Te pytania sprawiają, że realizacja IX punktu Krucjaty nie wydaje się już taka prosta. W „Kompendium nauczania społecznego Kościoła” czytamy, że:

"Tylko miłość (...) może w kontekście coraz bardziej złożonego świata ożywiać i kształtować społeczne działanie w kierunku pokoju. Aby jednak to się urzeczywistniło, trzeba zatroszczyć się o ukazywanie miłości nie tylko jako inspiracji działania indywidualnego, ale również jako siły zdolnej wzbudzić nowe drogi podejmowania problemów współczesnego świata i głębokiego odnowienia od środka struktur, organizacji społecznych, systemów prawnych".

Zatem miłość społeczna szepce do naszych sumień, że choćby najszlachetniejsze porywy serca, to jeszcze za mało, że piękne gesty, jednak czynione sporadycznie i powierzchownie, nie wystarczają, że miłowanie swoich bliskich, choć tak ważne, wymaga jeszcze uzupełnienia, czyli troski również o tych, których znajomych, o tych, których nie znamy i o tych, których znamy aż nadto, czyli naszych wrogów. Umieć dostrzegać innych wokół siebie – szczególnie ubogich, chorych i potrzebujących. Dzielić się darami Bożymi – to jest plan minimum chrześcijańskiej pomocy społecznej! Ale czy możemy zatrzymać się na planie minimum? Pamiętamy doskonale, że bł. Stefan kardynał Wyszyński apelował, byśmy byli orłami. Być orłem – to również podjąć wysiłek nauczenia się pomagać oraz miłować społecznie. Oczywiście, na miarę zdolności, możliwości, sytuacji życiowej czy stanu zdrowia. Pomaganie bliźnim jest częścią katolicyzmu społecznego czyli zbioru pewnych konkretnych form zaangażowania się w przestrzeni publicznej, by móc ją ewangelizować. Kościół w swoich dokumentach mówi nam o czterech podstawowych służbach: służbie osobie ludzkiej, służbie kulturze, służbie ekonomii i służbie polityce. W tym zaangażowanie pomocne są różnego rodzaju środowiska i organizacje: m.in. parafie,  wspólnoty lokalne, ruchy katolickie, organizacje społeczne czy wolontariat. W tych miejscach znajdziemy możliwość pomagania Tym, o których bł. Prymas Wyszyński upomniał się w rozważanym przez nas teraz IX punkcie Społecznej Krucjaty Miłości. W żadnym ustroju polityczno-ekonomicznym nie ma takiej sytuacji, by instytucje państwowe były w stanie zapewnić w pełni opiekę chorym czy ubogim.

Nie chodzi tu tylko o kwestie doraźnego wsparcia materialnego, ale także o to, by w swoim codziennym życiu: rodzinnym, zawodowym, obywatelskim czy eklezjalnym podejmować takie decyzje czy zaangażowania, które będą miały charakter usystematyzowany, utrwalony, prewencyjny czy instytucjonalny. Warto zastanowić się głęboko, czy partie, instytucja, organizacje, które w różnych wymiarach wspieramy, są zaangażowane w działania pomocowe, czy włączają się zgodnie z zasadami katolickiej nauki społecznej w pomnażanie dobra wspólnego, czy raczej są zainteresowane, by z niego jedynie korzystać. Nasze pomaganie ubogim i potrzebującym nie może być jakąś formą szlachetnego społecznego aktywizmu, ale ma być oparte na głębokiej wierze, trwaniu w Kościele i przeświadczeniu, że w każdym potrzebującym, w każdym człowieku spotykamy Jezusa. Potrzebna jest do tego gruntowna i stała formacja – w Kościele, rodzinie, wspólnocie narodowej, ruchach i stowarzyszeniach katolickich. Dlatego w Katolickim Stowarzyszeniu "Civitas Christiana" obraliśmy za Patrona błogosławionego Stefana Kardynała Wyszyńskiego – by nasza działalność społeczna nie była zakorzeniona w ważnej lecz doraźnej i ziemskiej działalności ekonomicznej, medialnej czy kulturalnej, ale w Bogu samym.

* z piosenki „Kochać” Piotra Szczepanika

/mdk

wywiad 2

Tomasz Nakielski

Przewodniczący Rady Fundacji ''Civitas Christiana''.

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#KNS #ABC Społecznej Krucjaty Miłości #Prymas Wyszyński #ubodzy #pomoc #pokój #miłość społeczna #potrzebujący #chorzy #dobro wspólne
© Civitas Christiana 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej