Piotr Sutowicz: Rzeczy nowe w nowych czasach

2021/7/1
Megger Sto trzydziesci lat encykliki Rerum novarum

Dedykuję sceptykom

Ponad 130 lat temu Leon XIII wydał encyklikę „Rerum Novarum”, do dziś uważana ona jest za przełom w myśleniu Kościoła o wyzwaniach współczesności. W swoich czasach budziła skrajne emocje, ponoć w niektórych kręgach, co bardziej tradycyjnie nastawionych katolików, modlono się o nawrócenie … Ojca Świętego. Choćby z tego względu warto do niej dziś sięgać. Można na jej kartach poczytać wiele ciekawych rzeczy w odniesieniu do marksizmu, komunizmu, walki klas i kapitalizmu, także i całej studni błędów stojących za systemem, który rościł sobie pretensje do wyleczenia pacjenta poprzez zabicie go. Można uważać, i tak jest z piszącym te słowa, że encyklika ta do dziś dnia nie straciła na aktualności i może być kluczem do wielu problemów współczesnych, co też oznacza, że problemy te nie tak wiele odbiegły od tamtejszych, niemniej jednak warto sięgać po nowsze spojrzenia nauki społecznej Kościoła, jeżeli takie są, a są. W roku ubiegłym pojawiła się encyklika „Fratelii Tutti” Papieża Franciszka. Będę jej tu bronił, również dlatego, że jest atakowana nie zawsze racjonalnie i nie zawsze mądrze a jej obrońcy z kolei robią to często z przyzwyczajenia a nie dlatego, że chcą jej używać jak ciekawy nowy możliwy klucz do współczesności.

Wylęgarnia dziwów

Zwrot powyższy, zupełnie przypadkiem, nawiązuje do tytułu jednego z tomów „Nowej Baśni” Teodora Parnickiego, monumentalne dzieło tamto jest ni to o historii, ni to fantastyce, trochę o psychice, ogólnie o dziwnych rzeczach. Czytając je można sobie zadać pytanie co z tego, co Parnicki napisał, mogło by się było wydarzyć i co by z tego wynikło.

Trochę podobnie jest z papieskimi encyklikami, chociaż kluczem jest owo „trochę”, z jednej strony wychodzą one z punktu, który określić można mianem rzeczywistości, z drugiej płyną swą treścią do stanu pożądanego, po drodze dostrzegając kłody i przeszkody. Zasady Katolickiej Nauki Społecznej opierają się na potrójnym pojęciu: „widzieć – ocenić – działać”. Z pisarzami powinno być podobnie, z tym że dla nich samo pisanie jest działaniem. W encyklikach chodzi o coś więcej, a nawet o zasadniczo więcej, o nadawanie kształtu światu, ponieważ inspiracją jest a w każdym razie ma tu być Ewangelia. Można powiedzieć, że chodzi tu o chrześcijański kształt świata. Światu nastawionemu całkowicie przeciwstawnie względem chrześcijaństwa, spojrzenie papieży często wydaje się być dziwne czy idealistyczne, pozbawione osadzenia w realiach, są więc dla liberałów i komunistów encykliki istnymi wylęgarniami dziwów … i tyle, dla innych bywają ciekawostką literacką, wreszcie niestety dla części nawet życzliwych komentatorów są one zjawiskami historycznymi, takimi z zakresu tych o których kiedyś trzeba będzie wykładać na uniwersytetach, że takie rzeczy były, i właściwie tyle. Dla historyków myśli politycznej czy społecznej dobrze, że one są bo jest o czym pisać i co analizować, z tej strony piszący też jest ofiarą takiego podejścia. Trudno mi bowiem wyzwolić się z prób osadzenia np. „Rerum Novarum” tylko w realiach historycznych i zamknięcia szkatułki, z drugiej strony dokument nowoczesny jakim ma być „Fratelli Tutti” poddaje się ocenie tylko li politycznej pod kątem tego, czy Papież jest liberałem czy lewakiem, czy też może jeszcze kimś innym, niewielu tylko obserwatorów, ośmielam się zauważyć, analizuje wypowiedzi jego pod kątem tego czy to ma sens czy nie. W tym kontekście to współczesny świat jest raczej wspomnianą przeze mnie wylęgarnią dziwów a nie wszyscy po kolei od Leona XIII papieże piszący społeczne encykliki.

Przejdźmy do konkretów

Każde czasy są inne i inne muszą być też rozwiązania społeczne w nich. Kiedyś Europa była feudalna, potem industrialna, a dziś jest nie wiadomo jaka. Cały świat zdaje się być globalizującym się miszmaszem podejść do społeczeństwa i człowieka. Pewnym stałym punktem odniesienia elit rządzących jest instrumentalizacja człowieka, pod kątem jego przydatności dla systemu właśnie. Zaczęło się to już dawno, na pewno widział to autor „Rzeczy Nowych”, bo tak brzmiałby polski tytuł Leonowej encykliki, choć nie był w tym do końca oryginalny. W Kościele byli tacy, którzy o tym pisali nieco wcześniej, wszakże nie byli papieżami, piszę o tym tylko dla porządku. Czas jednak pędzi do przodu i na wszystko trzeba patrzeć od nowa, także na owe postępy postępu, które człowieka, jako tako osadzonego w wartościach muszą też i niepokoić. „Fratelii Tutti” to oczywiście zgodnie z tytułem wezwanie do braterstwa, opartego o średniowieczne odwołania do św. Franciszka. Może trochę dziwnie sformułowane, ale nie stawiam sobie na celu prostowania papieskich intuicji w tym akurat względzie, tak jak zostawiam na boku nieco zastanawiający fakt, że Papież zdaje się w sobie widzieć główne źródło dla swoich przemyśleń. Co z encykliki czyni bardziej esej o współczesności niż oficjalny dokument, ale skoro w każdych czasach rzeczy nowe muszą być „od nowa nowe”, to takie podejście staje się po prostu ciekawostką metodologiczną za którą podążą inni albo i nie podążą, to akurat czas pokaże.

Pewnym konkretem na kartach dokumentu Franciszka jest kryzys tożsamości, tak bardzo dostrzegany przez współczesną konserwatywną, w tym i religijną publicystykę. Na pewno dostrzeganie i opisywanie takiego zjawiska nie jest na rękę zwolennikom biegu świata w jedną stronę bez oglądania się za siebie, ci wszyscy, którzy nie widzą konieczności osadzania się człowieka w lokalnych strukturach, wśród ludzi bliskich sobie, trwania przy odziedziczonej po przodkach kulturze. Walka o kulturę jest dla Papieża jedną z linii frontu, tak jak dla lewicy i dla liberałów, to jednak koniec wspólnego mianownika, którym jest temat. Cel jest zupełnie inny. Tu powstaje ciekawostka. Wszystkie globalizacyjne ideologie współczesności, chcą z ludzi uczynić braci, tak przynajmniej deklarują. Tego chcieli komuniści, dziś w tym kierunku zmierzają media pozostające na usługach wielkiego – globalnego a jakże kapitału. Ma owo braterstwo być czymś co osiągnie się na skróty, poprzez wyparcie się siebie samego, nie tylko tożsamości plemiennej czy narodowej, ale i płciowej. Przy okazji, owa rewolucja, którą owe ośrodki wzbudzają, pożera własne dzieci, kiedy różne ośrodki wykorzeniania, kłócą się ze sobą na temat tego jak do tego celu zmierzać i same siebie oskarżają o kroczenie błędną ścieżką. Wszyscy oni nie widzą tego, że są tylko marionetkami w teatrze reżyserowanym przez kogo innego.

Konsumpcja i jej poziomy

Dla wielkiego kapitału celem jest zbudowanie człowieka, którego jedyną czynnością społeczną będzie konsumpcja. Do niej sprowadzone są wszystkie działania. Zresztą sam sposób opisywania świata jest skonstruowany pod to pojęcie. Produkcja przemysłowa służy konsumpcji, co nawet i jest zrozumiałe, ale oprócz tego przecież konsumujemy również kulturę, tu docieramy do sedna. Kultura masowa musi opierać się na masowej konsumpcji, a tu już regionalizmy i narody bywają przeszkodą. Dla globalistów liczy się multikultura. Skoro odbiorniki telewizyjne i pozostałe „ustrojstwa” – że użyję tego sympatycznego rusycyzmu służącego mi do określenia urządzenia za pomocą którego można „konsumować” kulturę, mogą być produkowane przez kilka zaledwie globalnych koncernów, to czemu sam przedmiot konsumpcji nie może być w miarę ujednolicony? Kiedyś podobno Henry Ford miał powiedzieć, że klient może sobie wybrać dowolny kolor samochodu produkcji jego koncernu pod warunkiem, że będzie to kolor …czarny. Coś na rzeczy jest, mało tego, zdaje się że zasada ta została wprowadzona w życie w sposób dla wielu niezauważalny a do tego pełny. Większość z nas jest zainteresowana produktami, którymi interesują się też inni. Indywidualizm czy nawet dziwactwa poszczególnych jednostek mogą oczywiście mieć miejsce i są nawet mile widziane, wszakże pod warunkiem, że będą wpisywały się w podany odgórnie schemat. W tym świecie być kim się tylko chce byle tylko nie być sobą.

Kiedy Leon XIII konstruował swoja diagnozę świata, robotnikom wszystkiego brakowało. Praca miała im służyć do zdobycia rzeczy elementarnych, w pierwszej kolejności żywności, pozostała część tego co dziś uważamy za dobra pierwszej potrzeby były im całkowicie odległe. Ciężka praca, słabo opłacana, prowadziła do upodlenia człowieka, ten zaś siłą rzeczy pchany był  do chęci zmian rewolucyjnych. Prosty chłop czy robotnik tamtych czasów chciał się przedzierzgnąć w nic nierobiącego w jego mniemaniu burżuja, oczywiście niewiele wiedział on o tym, świat był bardziej skomplikowany. Istniały środowiska polityczne niekoniecznie dekonstruktywistyczne, które chciały zmian. To im zawdzięczamy osiągnięcia socjalne, które zaczęły wchodzić w życie gdzieś w wieku XIX by potem być stopniowo poszerzane. Śmiem myśleć, że jest w tym trochę zasługi Papieża Leona zachęcającego katolików do organizowania się i wpływania na rzeczywistość. Przeciwko takiemu patrzeniu były wówczas trzy siły, a może i więcej, ale te mnie interesują: komuniści, którzy mieli swoje cele, przede wszystkim rozwalenie świata, liberałowie, którzy wolność finansową widzieli wyżej niż godność człowieka i konserwatyści (raczej skrajni), którzy patrzyli na relacje społeczne w sposób bardzo patrymonialny. Zachód jakoś się przed rewolucją uchronił, co nie znaczy, że nie doznał przy okazji kilku katastrof XX wieku, które go znacznie osłabiły, a co najmniej dwu z trzech zaprezentowanych poglądów na życie społeczne zdaje się dały nowe spojrzenia.

W czymś nieosiągalnym w czasach Leona XIII, czyli w konsumpcji, środowiska te dostrzegły szansę i ją zaczęły wykorzystywać. Oto się „diabeł w ornat ubrał i na msze dzwoni”. Z rzeczy dobrej uczyniono bożka i to jest jedna z tych nowości czasów nowych opisanych we „Fratelii Tutti”. Papież wyraźnie ostrzega by głosicielom tego stworzonka aspirującego do wielkości nie dać się zwieść i nie wierzyć. Wiara w niego nie rozwiąże bowiem żadnego problemu, dokona jedynie na nas uzurpacyjnego przejęcia wrażliwości i tożsamości.

Wrażliwość

Ważne miejsce w narracji Papieża Franciszka zajmuje opowieść o miłosiernym samarytaninie zaczerpnięta z kart Łukaszowej Ewangelii. Posiada ona bardzo ważne konteksty, których nie wolno nam zamknąć w ckliwej narracji o pomocy uchodźcom i tej podobnych, rzecz tu przedstawiona jest znacznie poważniej. Papież zwraca uwagę między innymi na porzucenie człowieka w świecie, i na to, że nasze życie musi być ukierunkowane społecznie. Jest tu swoisty manifest przeciwstawienia się konsumpcyjnemu stylowi życia. Społeczeństwo wymaga od wszystkich bycia we wspólnocie, nakierowania na nią i jej potrzeby w tym także na kulturę. Chrześcijaństwo to nie tylko pomoc drugiemu kiedy jest głodny i opuszczony materialnie, chociaż i tego zaniedbać nie wolno. Chrześcijaństwo to także Katolicka Nauka Społeczna, to wyraz naszej szerokiej odpowiedzialności podejmowanej kosztem życia osobistego, wyjścia z ciasnych ram osobistej konsumpcji.

Opowieść o Samarytaninie, czy patrząc z drugiej strony o porzuconym przy drodze, szybko przeradza się w narrację o zakorzenieniu człowieka i budowaniu wrażliwości na siebie nawzajem. Idąc dalej, od tego zaczyna się tworzenie dobra wspólnego. Znowu trzeba się pokusić o pytanie czy w tej kwestii przeciwstawienie się światowym trendom, jest aż tak silne jak się wydaje papieżowi. Otóż niestety tak. W dobie pandemii relacje międzyludzkie jeszcze bardziej osłabły. Narracja medialna o tym, że trzeba koniecznie ograniczyć kontakty międzyludzkie doprowadziła do wzrostu zjawiska, które określane jest mianem znieczulicy, zabiła wrażliwość nawet na sąsiedztwo. Duża liczba śmierci o jakich słyszymy i których doświadczamy w najbliższym otoczeniu zdaje się uodporniła nas na wiele. Coraz więcej ludzi umiera w samotności, pozbawionych bliskości rodziny i przyjaciół a i sakramentów świętych, tak ważnych dla katolików. Jednym słowem, świat relacji społecznej niebezpiecznie odchodzi w niebyt. Wszystkie osoby występujące w opowieści o porzuconym na drodze nieszczęśniku, oprócz rzeczonego samarytanina, pozostawały obojętne na to co się wokół nich dzieje, żyły swoimi i tylko swoimi sprawami.

Pewnie pandemia jest tylko dodatkową okolicznością, bez niej ten proces i tak postępował, ale na pewno ośrodki, chcące osłabienia więzi społecznych na rzecz globalnej konsumpcji, jak na razie na niej korzystają. Zresztą zgodnie z cyniczną zasadą, że tam gdzie ktoś traci ktoś inny zyskuje, nawet jeśli jest to zysk krótkotrwały będący de facto szkodą dla większości.

Egoizm

O tym jest w obu encyklikach, tej z XIX wieku i tej całkiem dzisiejszej. Zysk wynikający ze skrajnego egoizmu powoduje iż jego twórcy nie oglądają się na konsekwencje. Kiedyś miał on pochodzić z niepochamowanej eksploatacji siły żywej robotnika najemnego i dóbr przyrody. Wiek XIX z mitami przemysłu ciężkiego, dymiącymi kominami, globalnym handlem dobrami, w tym niegodziwymi, jak np. opium w Chinach, czy świecidełek w Afryce, które używane były do bezwzględnej eksploatacji uczynionych niewolnikami mieszkańców obszaru nazwanego obłudnie Wolnym Państwem Kongo, ciągnął się nadzwyczaj długo. Dziś wydaje się, że zwyciężyło humanistyczne podejście do człowieka. Jest to wszakże jedynie pozór. Jak już wspomniałem, inne są obszary konsumpcji do których potrzebny jest konsument. Ten Papież zwraca jednak bardzo dużą uwagę na totalną nierówność w podziale dóbr, dokładnie tak samo jak jego dawniejszy poprzednik. Inne to były dobra, tu zgoda, ale i dziś z dobrodziejstw postępu technicznego nie mogą korzystać wszyscy w jednakowym wymiarze, ze względu na finansową nieosiągalność rzeczy już wynalezionych. Ilu chorych, nawet w naszym świecie zachodu, nie może być leczonymi w czasie kiedy istnieją na ich choroby leki, ale są za drogie? Pytanie pozostawimy retoryczne. Realna jest też kwestia posiadania przez nieliczną grupę ludzi zasobów finansowych w takich rozmiarach, że nie może być mowy o tym, by służyły one do konsumpcji prowadzonej przez nich i ich najbliższych. Środków tych ochoczo natomiast używa się do siana degeneracji i permisywizmu, czyli do wyrywania całych społeczności z ich korzeni. Temat może i powtarzalny, ale dla papieża rzecz zdaje się być bardzo niebezpieczna. Zresztą pierwsze pokolenia robotników wielkomiejskich, wyrwane ze swych środowisk wiejskich i skierowane do poszukiwania lepszego życia w miastach, traktowane były tak samo. W wizji Leona XIII, to Kościół miał służyć do ich zgromadzenia i zorganizowania po to by mogli świadomie uczestniczyć w życiu zbiorowym. W obu wypadkach wezwanie brzmi jednakowo. Zresztą, żeby nic nie było „na siłę”, ten aspekt zajmuje ważne miejsce we wszystkich dokumentach społecznych papieży. Można zaryzykować tezę, że jest to stała linia frontu ze światem i jego dążeniami. Ten ostatni, że się tak wyrażę, nie bierze jeńców: porzucony na drodze z Jerycha do Jerozolimy powinien na niej zostać i umrzeć, świat zaś ma zmierzać w kierunku wyznaczonym przez jego architektów.

Polityka

Klasycznie powinno się pojmować politykę jako roztropną troskę o dobro wspólne. W dzisiejszych i nawet w przed dzisiejszych czasach definicja ta została co prawda zachowana w podręcznikach i jest od czasu do czasu gdzieś tam przypominana, niemniej rzeczywistość jest zupełnie inna. Polityka jest więc sztuką zdobycia i utrzymania władzy najdłużej jak się da i do tego za pomocą wszelkich posiadanych w rozporządzeniu środków. Używają więc politycy kłamstwa, manipulacji, oszczerstwa i nieuczciwości względem podawanych przez siebie faktów, posługują się narzędziami jakie pozostają w ich zasięgu, przy czym za media uważam zarówno te klasyczne ośrodki informacji jak i te nowoczesne najczęściej internetowe posługujące się trollami, heiterami i całym arsenałem nowego gatunku ludzi, którzy nazywają się często influencerami, w końcu ma to wszystko wyglądać nowocześnie. Tyle, że znowuż troską Papieży nie jest nowoczesność a prawda, która już dawno została pożarta przez takie właśnie oblicze nowoczesności.

Nie jest to jednak cała prawda o ciemnej stronie polityki. Tak się bowiem składa, że sama jest ona narzędziem jeszcze bardziej bezdusznego globalnego i egoistycznego kapitału, który kreuje elity społeczne i polityczne służące swoim interesom. Są to rzeczy, z których papieże zdawali sobie sprawę od dawna, widział to Leon XIII, widział Jan Paweł II kiedy mówił o oderwanej od wartości demokracji, widzi to także Papież Franciszek. Odpowiedzią dla globalizmu ma być dialog oparty na wartościach, który będzie służył wypracowaniu właściwego pokoju społecznego. Temu zagadnieniu poświęcona jest spora część encykliki. Drogi dochodzenia i papieskie propozycje na pierwszy rzut oka wydają się być dość idealistyczne. Pokładanie nadziei w ładzie globalnym niektórych niepokoi. Nie dziwię się, że część czytelników boi się czy pod tym hasłem nie kryje się jakiś masoński rząd światowy, tak bywa kiedy jakaś strona konfliktu ukradnie jakieś pojęcie drugiej stronie i używając go nieustannie dokona zmiany istoty rzeczy za nim tkwiącym. Jeżeli się czyta dokumenty papieskie w całości a nie we fragmentach, to wiadomo o co chodzi. Pamiętajmy, że encyklika nie jest pisana szczególnie do Polaków, Europejczyków czy konkretnie do ludzi jakiegoś narodu, statusu społecznego czy płci. Ma ona charakter globalny, ale narody dowartościowuje. Żeby trochę wziąć w obronę ludzi, którzy patrzą z nieufnością na niektóre strofy encykliki, zgodzę się, że winien może być styl publicystyczny oraz latynosko-włoski temperament Franciszka. Z drugiej jednak strony jakoś Polakom podobało się gdy „nasz papież” pisał różne rzeczy wychodząc ze swego narodowego punktu doświadczenia i nawet się tego nie wstydził. Musimy tu wykazać trochę pokory i spróbować pozbyć się uprzedzeń.

Czytając encyklikę Papieża Franciszka i przypominając sobie Leonową traktującą o rzeczach nowych w dawniejszych nieco czasach, trzeba stwierdzić jedno, papieże musieli szukać rozwiązań dla rzeczywistości, robili to najlepiej jak umieli, nie zawsze bywali rozumiani, ale chyba tak jest im pisane. Do czasu, w którym nikt nie będzie się interesował głosem Kościoła, ich sprzeciw wobec świata zawsze będzie tenże świat niepokoił.

Tekst ukazał się w 83. numerze miesięcznika „Kurier Wnet”

/łb

Piotr Sutowicz 2

Piotr Sutowicz

Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana. Wicenaczelny Kwartalnika Civitas Christiana. Historyk, publicysta.

© Civitas Christiana 2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej