Mały poradnik wierzącego: o czym mówi ewangelizator?

2013/5/23

 

Głosząc Ewangelię, nie dyskutujemy, nie przekonujemy, ale mówimy: „jeśli chcesz”. I ten, kto słucha, może chcieć lub nie

Już Państwo wiedzą, jak się zabierać do ewangelizowania. To teraz pora się dowiedzieć, o czym przy tej okazji mówić. Świadectwo? Oczywiście, ale Ewangelia nie kończy się na tym, co nam się w życiu przytrafiło. Świadectwo jest naczyniem, z którego łatwiej napić się, powiedzmy to romantycznie: „wody życia”. Zresztą w sumie czemu „romantycznie”? Jezus tak właśnie mówił Samarytance z 4. rozdziału Ewangelii wg św. Jana o tym, co On ma jej do zaoferowania. Kobieta zauważyła trzeźwo, że Jezus nie ma czerpaka… Dla nas tym czerpakiem, dzięki któremu Ewangelia o Jezusie może dotrzeć do ludzi, jest właśnie świadectwo.

Proszę Państwa, zanim opowiem o zawartości czerpaka, czyli o wodzie, którą chcemy ludzi częstować, przypomnę Państwu, że jestem księdzem z ponaddwudziestoletnim stażem. Rzadko się powołuję na moje powołanie, ale to, co mam Państwu do powiedzenia, zdaje się domagać wsparcia autorytetu. A gdyby to nie wystarczyło, to proszę poczytać homilie i wypowiedzi papieża Franciszka ????

Otóż ktoś, kto wybiera się głosić Ewangelię, musi sobie zdać sprawę, co jest jej treścią, a co – wręcz przeciwnie. Ewangelia, którą Kościół głosi, nie jest jego całym magisterium, ze wszystkimi przepisami, zasadami i pobożnościami. Ewangelia streszcza się w jednym słowie, a właściwie w Słowie wielką literą: Jezus. Wszystko inne przychodzi potem. My tymczasem często zabieramy się do rozmowy o Panu Bogu, zaczynając od niedzielnej Mszy albo od różańca. Zresztą i księża w kościele chętniej mówią o przykazaniach niż o Panu Jezusie, żeby ludzie na pewno wiedzieli, co im wolno, a czego nie. A dobra Nowina gdzie?

Dowcip Państwu opowiem. Lekarz podczas obchodu w szpitalu mówi do pacjenta: mam dwie nowiny, jedna dobra, druga zła. Od której zacząć? – Od tej lepszej – mówi pacjent. – Zostało Panu jeszcze trzy dni życia. – A ta zła? –  Hmmm… Wie Pan, ja to miałem Panu powiedzieć dwa dni temu… Dobre, prawda? Może trochę makabryczne, ale oddaje zagadnienie. Często zapominamy przekazać ludziom tę Dobrą Nowinę, a kiedy wreszcie sobie o niej przypominamy, na niewiele się już przydaje…

Dlatego powtarzam: Ewangelią jest Jezus, Ten, który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. Jego przyjście na świat było znakiem miłości Boga do człowieka (J 3,16-18). On miał zasypać przepaść, którą człowiek wykopał przez grzech i która od niepamiętnych czasów czyniła Boga dalekim człowiekowi (proszę rzucić okiem na 3.rozdział Księgi Rodzaju). Zresztą problem nie polega tylko na oderwaniu człowieka od Boga; nasz problem to przede wszystkim wynikająca z tego śmierć i nienawiść. Znów proponuję zajrzeć do Biblii: Mdr 2,24; Rz 6,23; 3,23 i następne – w tej kolejności). Ale jak to Państwo już widzą z lektury Listu do Rzymian, w Chrystusie, z łaski, czyli absolutnie za darmo, dostępujemy odkupienia. Jego śmierć uwalnia nas od śmierci, a zmartwychwstanie daje nam nowe życie. Tak, tak! Zbawienie jest za darmo! Nie z powodu dobrych czynów, tylko przez wiarę w Jezusa (Ef 2,8-9). Ta wiara to tak naprawdę zaufanie Jezusowi, że w nim są wszystkie odpowiedzi i spełnienie wszystkich naszych pragnień. W nim, a nie w nas i w tym, co do nas należy. A kiedy się Jezusowi uwierzy, człowiek zaczyna szukać Go we wszystkim co robi i to właśnie nazywamy nawróceniem. W ten sposób nasze życie nabiera nowego kierunku. Na niezadane pytanie: „jak to zrobić o własnych siłach?”, odpowiadam: nie da się. Dlatego Bóg już w Starym Testamencie obiecał człowiekowi, że odmieni jego serce i że swoje Prawo umieści nie na kamieniu, ale we wnętrzu człowieka (Ez 31,19-20; Jr 31,33-34). Innymi słowy najważniejsze w naszej relacji z Bogiem będzie już nie prawo lecz miłość, a wszystko dzięki Duchowi Świętemu (Rz 5,5). Ale wszystkiego tego nie doświadcza się w pojedynkę, tylko we wspólnocie, wśród braci i sióstr, którzy uwierzyli tak jak my i tak jak my szukają Jezusa we wszystkim, co robią, a starając się patrzeć na siebie oczyma Jezusa, czyli z miłością, są najlepszym o Nim świadectwem (J 13,34-35).

To wszystko razem nazywa się, proszę Państwa, „kerygmat”: Bóg kocha ciebie, a jeśli tego nie doświadczasz, to z powodu grzechu. Ten grzech Bóg postanowił zgładzić i przebaczyć ci w Jezusie Chrystusie, który dla ciebie umarł i zmartwychwstał. Uwierz mu więc i ogłoś go swoim Panem i Zbawicielem. Nawróć się do Niego, a On udzieli ci swojego Ducha, który uzdolni cię, abyś potrafił odpowiedzieć miłością na Jego miłość. Ten sam Duch poprowadzi cię do braci, którzy dzisiaj są Jego żyjącym w świecie Ciałem – Kościołem. To wszystko.

Głosząc Ewangelię, nie dyskutujemy, nie przekonujemy, ale mówimy: „jeśli chcesz”. I ten, kto słucha, może chcieć lub nie. Do niego należy decyzja –  przyjąć czy odrzucić Dobrą Nowinę. A my, ewangelizatorzy, jesteśmy tylko sługami i świadkami tego Słowa. Czy to mało?

Ks. Robert Hetzyg

© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej