Home / Felietony / Pokolenie wydmuszek

Pokolenie wydmuszek

Dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość wykształciła inne standardy i wymagania, wysoko stawiając poprzeczkę tym, którzy dopiero szukali w niej miejsca. Jakie były społeczne koszty transformacji? W jaki sposób ta nowa generacja zaadoptowała się w Europie otwartych granic i nieograniczonych możliwości?

Wolność monady

Przemiany dokonywały się w zawrotnym tempie i objęły wszystkie najistotniejsze sfery życia – polityczną, gospodarczą i społeczną. Wprowadzenie ustroju demokratycznego, wolnego rynku i swobód obywatelskich, a następnie wejście Polski do struktur NATO i UE gruntownie zmieniło jej oblicze, zmuszając jednocześnie do wypracowania zupełnie innego sposobu funkcjonowania w nowej rzeczywistości. Zniknęły wszechobecne mechanizmy kontroli i gorset ograniczeń, a reformy w duchu liberalnym obdarzyły ludzi niespotykanym dotąd zakresem wolności i swobodą działania. Wszystkie drogi stały otworem – kariera polityczna, założenie własnej firmy, studia na renomowanej zagranicznej uczelni…

Wolność jednostki uznano za fundamentalny przywilej, ale wielu zachłysnęło się nią, nie zdając sobie sprawy z jej ciężaru. Propagowana postawa indywidualistyczna, hasło stawiania wyłącznie na siebie, w krótkim czasie doprowadziły do wyobcowania z grupy, a samodzielność i niezależność zamieniła się w podszyte egoizmem dystansowanie się od reszty i w bezpardonowy wyścig szczurów. Coraz więcej ludzi pojmuje życie zawodowe jako nieustanną walkę – aby zrobić karierę, trzeba bezwzględnie eliminować konkurentów, walczyć o lepsze stanowisko albo miejsce na rynku wszelkimi środkami, co powoduje rosnącą brutalizację działań w przestrzeni społeczno-gospodarczej. Nikomu nie ufać i „grać tylko na siebie”, dążąc do własnych korzyści to często spotykana postawa współczesnego „człowieka sukcesu”. Taki ktoś dobrowolnie izoluje się od reszty, zaniedbuje relacje z przyjaciółmi i bliskimi, bo siebie i karierę stawia wyżej od wszelkich innych wartości. Dlatego coraz częściej człowiek wybiera życie w pojedynkę albo przechodzenie z jednego przelotnego związku w drugi. Taka relacja nie ogranicza swobody działania, jest wygodna i nie powoduje komplikacji, gdy trzeba ją zakończyć, a to niezwykle cenne, gdy wolność i mobilność są priorytetami. Ale czy ten goniący za sukcesem, sławą czy bogactwem człowiek czuje się wyobcowany, samotny? Czy dotkliwie odczuwa swoje wycofanie z życia społecznego i rodzinnego? Nie. Rozmawia ze znajomymi przez telefon komórkowy, przez komunikatory internetowe (na przykład Gadu- Gadu), a niektórzy są stałymi bywalcami portali społecznościowych (Nasza-klasa. pl, ale także serwisów randkowych, na których z braku czasu w „realu” poszukuje się partnerki czy partnera). Jest zadowolony, bo poznaje mnóstwo ludzi, prowadzi pasjonujące dyskusje, wie, co u każdego słychać, a zatem nic go nie omija. Problem w tym, że jeśli te kontakty nie tylko nie są uzupełnieniem, ale grają rolę substytutu kontaktów rzeczywistych, to taki człowiek nieświadomie pogrąża się w świecie wirtualnym, odseparowując się od tego realnego. Mimo stu dwudziestu znajomych na Naszej Klasie wieczory spędza sam przed komputerem. Wraz ze wzrostem poziomu zamożności odgradza się coraz większą ilością technicznych rozwiązań – strzeżone, monitorowane osiedle, domofony, czytniki, bankomaty, karty płatnicze. Internet przypieczętował ten proces, całkowicie rewolucjonizując pojęcie czasu i przestrzeni: oferuje nieprzebraną ilość informacji na każdy temat, ale także rosnącą liczbę operacji i transakcji, których można dokonać za jego pośrednictwem. Stwarza więc wrażenie, że wszystko jest „blisko” i na wyciągnięcie ręki, a do tego dostępne „od zaraz”, bez fatygi i straty czasu. Za pomocą internetu można skontaktować się z większością instytucji, zrobić przelew, zarezerwować lot na Hawaje, ale także kupić właściwie wszystko – od XIX-wiecznej komody po prezent dla cioci, a nawet najzwyklejsze codzienne zakupy. W każdej chwili można kupić mleko i bułki w sklepach internetowych oferujących takie usługi. Coraz mniej jest miejsc, do których trzeba pójść osobiście, porozmawiać, powiedzieć „dzień dobry”. Cyberprzestrzeń zawłaszcza to, co było dotychczas domeną przestrzeni rzeczywistej.


Moda na kosmopolityzm

Otwartość świata, który stał się globalną wioską, ujednolicenie standardów życia i pracy w krajach demokratycznych, dostęp do dobrych uczelni gwarantujących solidne wykształcenie i dyplomy uznawane także za granicą – te czynniki spowodowały pojawienie się nowego typu człowieka. Aktywnego, inwestującego w specjalistyczne wykształcenie poliglotę, ciekawego świata i ze zdolnością błyskawicznej adaptacji do zmieniających się warunków. Jest mobilny i dynamiczny, zdolny do ciężkiej pracy, by osiągnąć zamierzone cele. Niestabilny tryb życia, wyjazd z kraju, a czasem rezygnacja z posiadania dzieci, nie stanowi dla niego problemu, bo rozumie, że to koszty wymarzonego sukcesu. Współczesny człowiek to nomada z wyboru, który nigdzie nie zapuszcza korzeni, zmienia pracę i miejsce zamieszkania nawet co kilka lat, traktując każdy przystanek jako tymczasowy, bo za chwilę mogą pojawić się nowe możliwości, z których szkoda byłoby nie skorzystać – w końcu cały świat stoi dla niego otworem. Ten „kosmopolityzm” owocuje brakiem identyfikacji z jakimkolwiek miejscem oraz przywiązania do korzeni.

Procesy globalizacyjne i unifikacyjne przyczyniły się do kryzysu takich wartości, jak patriotyzm czy świadomość narodowa. Także w Polsce świadomość, kim jestem i skąd pochodzę, zastępuje świadomość, ile mam i gdzie jestem na szczeblach kariery czy w hierarchii społecznej.

Wychowanie do sukcesu

Dlatego coraz powszechniej wychowanie patriotyczne schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca „wychowaniu do sukcesu”, nauce przedsiębiorczości i wygrywania w wyścigu szczurów. To, że patriotyzm jest dzisiaj przez wielu młodych ludzi uważany za coś wstydliwego, nieprzystającego do obecnych czasów, jasno pokazuje konieczność wypracowania nowego języka, nowego sposobu przekazywania postawy patriotycznej, dostosowanego do współczesnych realiów. Dawne definicje patriotyzmu, literackie wzorce i archaiczny język nie zdają egzaminu. Patriotyzm romantyczny, pełen heroizmu, martyrologiczny, sprawdzający się w okresie permanentnego zagrożenia i walki o niepodległość, nie przemawia dzisiaj do młodego pokolenia. A ponieważ nie potrafią stworzyć adekwatnej definicji patriotyzmu, zrozumieć jego istoty i znaczenia w dzisiejszym świecie, odrzucają go. Coraz częściej twierdzą, że czują się Europejczykami albo wręcz obywatelami świata, a fakt urodzenia się w Polsce nic dla nich nie znaczy. Dodatkowo są zapatrzeni w Zachód i bezkrytycznie przyjmują zachodni styl życia z wszystkimi tamtejszymi modami, zapominając o własnej tradycji i kulturze. Nie czują więzi z ojczystym krajem, nie mają wyrobionych poglądów na zasadnicze kwestie, prezentują postawy obojętne lub pełne niechęci i pustego krytycyzmu – warunki są niezadowalające, więc najlepiej wyjechać i osiedlić się tam, gdzie żyje się łatwiej, bo i tak nic mnie tutaj nie trzyma.

Fakt, że taki światopogląd zyskuje coraz więcej zwolenników, to gorzki owoc powstałej na fali przemian postawy indywidualistycznej, odwołującej się do wolności, lecz pozbawionej głębszego wymiaru i etycznego zaplecza. Jej skutkiem jest całkowity zanik postawy prospołecznej i kategorii „dobra publicznego”. Być może to efekt niechęci do przymusowej kolektywności życia w PRL, jednak zdecydowaną wadą obecnego ustroju jest to, że nie potrafi budować poczucia wspólnoty, nie umie integrować wokół wspólnych celów czy idei, ale także nie uczy odpowiedzialnej postawy obywatelskiej. Promowany powszechnie pluralizm i indywidualizm w efekcie stwarza podziały, polaryzuje, a nie łączy, bo zniknął etos dobra wspólnego, służby na rzecz państwa czy choćby lokalnej społeczności. Stąd bierze się porażający brak zainteresowania swoim otoczeniem, lokalnymi problemami i niechęć do jakiejkolwiek aktywności w sferze publicznej. Ponieważ brakuje poczucia przynależności (zarówno na poziomie rodzinnych okolic, jak i ojczystego kraju), zamiast zaangażowania i troski jest tylko bierność, pasywność i umywanie rąk od problemów. Najlepszym tego przykładem jest żenująca frekwencja na wyborach, tych lokalnych i ogólnokrajowych, a czasem radykalne zerwanie więzów z krajem w wyniku wyjazdu, co można określić mianem dobrowolnego wykorzenienia.

Poza dobrem i złem

Jedną z przyczyn dystansowania się od problematyki społeczno-politycznej jest fałszywie pojęta wolność, jako swoboda działania wolna od wszelkich ograniczeń i zobowiązań, a także od wszelkiej odpowiedzialności, poza troską o własny los. Postępowanie w oparciu o taką czysto negatywną wolność w istocie zwalnia człowieka od słuchania głosu sumienia i pozbawia go wymiaru moralnego, stanowiącego najgłębszą istotę człowieczeństwa. Kiedy normy moralne przestaną mieć charakter wewnętrznego dekalogu i staną się przepisami ustalanymi przez zewnętrzne instytucje, wówczas okaże się, że z oceny ludzkich czynów znikną fundamentalne kategorie dobra, zła czy prawdy, a w ich miejsce pojawi się kryterium korzyści własnej. Konkretne działanie ocenia się wtedy nie jako dobre lub niegodziwe, ale korzystne lub nieopłacalne, a wszystko, co nie jest karalne, jest dozwolone. I to jest klucz do większości patologii życia społecznego. Na rzecz wspólnego dobra, a nawet w działaniu na niekorzyść państwa czy mniejszej społeczności.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że na takim egoistycznym utylitaryzmie nie da się zbudować niczego trwałego, że prawdziwa wolność nie może istnieć bez odpowiedzialności, bez zobowiązań wobec innych, a także wobec państwa, które potrzebuje naszego wkładu, by spełniać swoją opiekuńczą funkcję. Jeśli przyjmuje się, że sukces życiowy mierzony jest w oparciu o czynniki zewnętrzne, jak zgromadzony majątek, zakres władzy czy pozycja społeczna, wtedy nie zwraca się uwagi na formację duchową, sferę wartości, konieczność podejmowania decyzji w oparciu o moralne kryterium wyboru. Do minimum ogranicza się wymiar duchowy własnej egzystencji, wymiata się pamięć o swoich korzeniach i o tym, co w sposób istotny składa się na tożsamość człowieka, by bez przeszkód zająć się pogonią za iluzją spełnienia i szczęścia.

Tylko co wtedy zostaje? Wydmuszka.

Katarzyna Ćwik

Artykuł ukazał się w numerze 03/2009.