Nie dobre chęci, a czyny mężczyzny - wywiad z Jackiem Pulikowskim

2021/4/6
18
źródło: Wikimedia

Z Jackiem Pulikowskim rozmawia Mateusz Zbróg.

Zacznijmy od pytania z jednej strony najprostszego, z drugiej najtrudniejszego: kim jest mężczyzna? Czy to tylko stwierdzenie płci biologicznej, czy też za tym określeniem idzie coś więcej?

Dla mnie mężczyzna jest stworzeniem Bożym obiektywnie „jakimś” i obiektywnie „do czegoś” przeznaczonym. W drodze do szczęścia każdy człowiek powinien odkryć kim jest, zaakceptować to, odnaleźć swe powołanie i wypełnić je wiernie do końca. Niestety, świat bezbożny i wynaturzony wmawia człowiekowi, że on sam jest kreatorem, może stać się kim zechce i sam ustalić co mu da szczęście. Jeżeli człowiecze pomysły będą sprzeczne z ludzką naturą, to rzecz jasna do szczęścia nie doprowadzą.

Tak więc: z jednej strony mamy obiektywną płeć biologiczną (choć absurdalnie kwestionowaną przez ideologię gender), z drugiej strony mamy funkcję jaką powinien wypełniać mężczyzna. Odpowiadając słowami Jana Pawła II bycie mężczyzną jest jednym z dwóch „sposobów bycia ciałem” człowieka. Mężczyzna to człowiek przeznaczony i wyposażony do pełnienia roli ojca, analogicznie jak kobieta jest stworzona i przeznaczona do roli matki. Przy czym nie chodzi tylko o obiektywną płeć biologiczną ale powiązaną z nią ściśle sferę psychiczną i duchową. Cała osoba mężczyzny jest ukierunkowana na ojcowanie. Ojcowanie to daleko więcej niż udział w poczęciu (by nie powiedzieć brutalnie spłodzenie dziecka). Można być w pełni ojcem nie mając rodzonych dzieci. Tak np. rozumiem prawdziwe ojcostwo ojca adoptującego dziecko, a także ojcostwo duchowe kapłana. Ojcować powinien sołtys, burmistrz i prezydent, każdy na swoim polu odpowiedzialności. Najważniejszymi wyróżnikami męskości i ojcostwa zarazem są odpowiedzialność i opiekuńczość, zwłaszcza względem kobiet i dzieci.

Czy definicja mężczyzny jest jedna, czy jest ich wiele? Może katolicy mają swoją wizję, wyznawcy innych religii swoją, ateiści jeszcze inną. Na wzorzec męskości wpływa kultura czy szerzej: cywilizacja. A czy jest coś, co spaja te wizje?

Na osobę mężczyzny składa się jego natura (obiektywna i niezmienna) oraz pewna „nakładka” kulturowa. Natura wszystkich mężczyzn na świecie i na przestrzeni wieków jest jednakowa. Jest ona nadana przez Stwórcę. Jednak każda kultura ( w tym religia będąca ważną częścią kultury) przypisuje mężczyźnie różne role do wypełnienia. Im te role są bliższe prawdziwemu powołaniu mężczyzny (ojcostwo) tym mężczyźni wypełniające te role są szczęśliwsi. Jeżeli kultura narzuca mężczyźnie role wynaturzone (sprzeczne z ojcowaniem) to mężczyźni podejmujący te role mimo nierzadko powierzchownego zadowolenia i satysfakcji z przeżywanych przyjemności i dokonań są tak naprawdę głęboko nieszczęśliwi. Nieszczęśliwi, bo żyjący w sprzeczności ze swą naturą, są wynaturzeni. Przykładami wzorców kulturowych sprzecznych z naturą mężczyzny mogą być: Piotruś Pan, playboy, brutalny macho, singielek (z wyboru) czy gej.

Przykładowo jeżeli w jakiejś kulturze mężczyzna-mąż dominuje nad kobietą-żoną (albo nawet nad kilkoma żonami) nie wchodząc z nią w relację altruistycznej miłości dwojga równych w godności ludzi, to ani on, ani kobieta nie mogą być w tym małżeństwie szczęśliwi.

Zbigniew Herbert w „Przesłaniu Pana Cogito” wzywa nas do tego, byśmy próbowali dołączyć do grona bohaterów pokroju Hektora i Rolanda. Na kanwie tego fragmentu chciałbym zapytać, czy możemy mówić o jakimś charakterystycznym, ponadczasowym wzorcu męskości? Czy Hektor może być dziś dla mężczyzny wzorem?

Mężczyźnie łatwiej stać się bohaterem przez wielki czyn niż wytrwale w codzienności podejmować trud zadań spoczywających na nim. W przypadku męża i ojca są to: odpowiedzialność za życie poczęte (wymagające pełnego panowania nad własną płciowością i wiedzy o płodności pary zapisanej w organizmie żony), udział w wychowaniu (wymagający poświęcenia czasu bezpośrednio dzieciom), praca zawodowa (podporządkowana dobru rodziny) i przykład dojrzałej postawy (dla katolików chrześcijańskiej, dla niewierzących człowieczej).

Wracając do elementów bohaterstwa. Gdy zdarzy się bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia żony lub dzieci powinien czynnie wystąpić w ich obronie. Chowanie się za plecami żony, gdy napadnie ich pies (bo podobno kobiet nie gryzą) nie licuje z postawą prawdziwego mężczyzny.

Tak więc panowie. Namawiam, by zamiast rzucać do stóp ukochanej „krokodyla”, pokonać dla niej „bestię” swojego egoizmu. Zaoferować jej altruistyczną miłość nastawioną na jej dobro (nie swoje). Dla niej pokonać własne słabości, a gdy trzeba nałogi. Słowem: ofiarować jej bezinteresownie najlepszą (i stale rozwijającą się) wersję samego siebie. To jest prawdziwe bohaterstwo.

Wiele się dziś mówi o kryzysach: Kościoła, gospodarki, pandemicznym, rodziny. Tę listę można by ciągnąć jeszcze długo. A co z kryzysem mężczyzn? Jest, czy go nie ma?

Jest oczywisty, widoczny gołym okiem, kryzys męskości i ojcostwa. Przejawia się on ucieczką od męskiej odpowiedzialności. Już nie tylko za własne czyny, ale i za poprzedzający je, niedorozwój osobowy. Rzesze mężczyzn elementarnie nie panują nad sobą choćby w sferze płciowości. Widać to wśród mężczyzn ojców rodziny, wśród polityków, a nawet zdarza się wśród księży.

W książce „4 funkcje mężczyzny” pisze Pan, że każdy mężczyzna ma podstawowe zadanie w życiu: być ojcem. Jakie są te 4 funkcje mężczyzny i dlaczego ojcowanie jest konieczne?

O 4 funkcjach wspomniałem już wcześniej, a zainteresowanych odsyłam do lektury („4 funkcje mężczyzny” oraz „Warto być ojcem”). Czynne ojcowanie (dobre) wymusza na mężczyźnie rozwój osobowy. Jest ważnym terenem wzrostu mężczyzny, a on jest niezbędny w miłości, która z kolei jest warunkiem koniecznym do szczęścia. To tak najkrócej.

Panie Jacku, od wielu lat doradza Pan parom małżeńskim w takich obszarach jak budowanie wierności, bliskości, szczęścia rodzinnego. Po tych doświadczeniach czy może Pan potwierdzić, że bycia mężczyzną można się nauczyć? Czy jeśli np. nie wyniesiemy tego z domu rodzinnego to jest jeszcze dla nas szansa?

Nie tylko można, ale i trzeba się uczyć i to do końca życia. Z tą różnicą, że jedni muszą leczyć rany i uzupełniać braki wyniesione z domu rodzinnego, a inni potrzebują jedynie lekkiej korekty wzorca wyniesionego z domu. Jednak najlepsze nawet wzorce z domu nie zastąpią pracy własnej. Nikt bez mądrze  ukierunkowanego wysiłku osobistego nie stanie się dojrzałym mężczyzną, dojrzałym do ojcostwa. Trud pracy samowychowawczej jest konieczny do dojrzałości mężczyzny i tym samym do pełnienia roli ojca takiego, by zagwarantować szczęście żonie , dzieciom i… sobie. Dodam, że do osiągnięcia pełni dojrzałości i wolności wewnętrznej (pozwalającej w każdej sytuacji wybrać dobro i odrzucić zło, czyli do świętości) oprócz wysiłku własnego niezbędna jest łaska. Należy o nią pokornie prosić (niewierzący zrozumieją to po… nawróceniu.)

Kto w tym procesie nauki jest najważniejszy? Jeżeli sam zainteresowany nie ma woli zmiany w życiu, to czy pomoże tutaj najlepszy nawet trener?

Oczywistym jest, że żaden specjalista nie spowoduje, że jego klient dojrzeje. Może jedynie wspomagać wysiłki zainteresowanego. Tak więc (na szczęście) osobista decyzja i osobisty trud w drodze do dojrzałości są niezastąpione. Kto tego trudu nie podejmie, nigdy nie będzie dojrzały. Nigdy nie stanie się w pełni zdolny do miłości i tym samym nie osiągnie szczęścia w życiu.

Gdy mowa jest o wyznaczaniu sobie celów, to pojawia się zalecenie, by były one m.in. mierzalne. Jeżeli ktoś postanowi sobie, że będzie dążył do tego, by być jak najlepszym mężczyzną, to może sobie wyznaczyć mierzalny cel? Innymi słowy: czy przyjdzie kiedyś taki dzień, że będzie mógł sobie powiedzieć: „jestem mężczyzną” i spocząć na laurach?

Bardzo podoba mi się następująca definicja dojrzałości: dojrzały człowiek to ten, który jest dziś bardziej dojrzały niż wczoraj, ale mniej dojrzały niż jutro. Kluczowym elementem dojrzałości jest stały wzrost. Ten proces powinien trwać do śmierci.

Drugą sprawą jest sposób dochodzenia do coraz większej dojrzałości. Radzę robić to przez planowanie konkretnych czynów. Nie dobre chęci a wypełnione czyny nas przemieniają (por. ,,Osoba i czyn”, Karol Wojtyła). Każdy czyn dobry przemienia nasze wnętrze (niestety zły też!). Mądra sekwencja zaplanowanych i wypełnionych dobrych czynów jest gwarancją przemiany człowieka w dobrym kierunku.

Załóżmy, że w tej chwili, po przeczytaniu tego wywiadu, ktoś z naszych Czytelników podejmie decyzję, że będzie lepszym mężczyzną. Od czego powinien zacząć?

Od czynu. Na przykład wstanie na pierwszy dzwonek budzika. Przeznaczenie kilku minut dziennie na Pana Boga, wzięcie żony codziennie w ramiona na 30 sekund, odmówienie z nią głośno jednego Ojcze Nasz przed zaśnięciem… Czynem też jest sięgnięcie po dobrą książkę i skorzystanie w niej w życiu. Proponuję swoje, które można znaleźć przez stronę www.jacekpulikowski.pl.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Jacek Pulikowski – pisarz i wykładowca akademicki. Autor licznych publikacji i audycji o tematyce rodzinnej. Od wielu lat zaangażowany w działalność Duszpasterstwa Rodzin i Poradnictwo Rodzinne. Nauczyciel NPR. Za swoją działalność nagrodzony m.in. Medalem Komisji Edukacji Narodowej w 2006 r. oraz medalem Fides et Ratio, wraz z żoną w 2015 r.

/mg

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#mężczyzna #rodzina #mąż #Św. Józef #Jacek Pulikowski
© Civitas Christiana 2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej