Bliskie bankructwo śląskiego węgła

2014/12/15

Codzienne straty branży węglowej wynoszą ok. 5 mln zł. Jej rządowy właściciel usiłuje temu zapobiec, prowadząc debaty, rozmowy i narady na najwyższym szczeblu. Sejm RP ma nawet przyjąć „ustawę węglową” i wynikający z niej program działania. O konkretnych przedsięwzięciach mających ratować ten sektor gospodarki jakoś nic nie słychać.

Trudno uznać za radykalną propozycję zawieszenia zaległych opłat na ZUS, skreślenie niektórych „ołówkowych” i „deputatowych” przywilejów górniczych, które są przysłowiową kroplą w morzu potrzeb likwidacji zbędnych wydatków i usprawnienia organizacji pracy. Tymczasem media informują o nieustannej pracy rządu i związków zawodowych nad zażegnaniem kryzysu węglowego w kopalniach na Górnym Śląsku.

Niech na świecie wszędzie wojna…

Związkowi i rządowi reformatorzy górnictwa nie zwracają jednak uwagi na to, co dzieje się w tej branży na całym świecie. Pogląd ten można sparafrazować powiedzeniem poety sprzed wieku: „niech na świecie wszędzie wojna, byle polska kopalnia była spokojna”. Życzenie to, już wtedy podane w formie ironicznej, miało swój tragiczny wymiar w dwóch kolejnych wojnach światowych, kiedy polska wieś została kilkakrotnie zniszczona aż do fundamentów. Wydaje się, że rządzący dzisiaj Polską humaniści całkiem o tym zapomnieli. Dlatego zanosi się na to, że lekcję tę będą oni musieli przerabiać powtórnie. Tym razem w wersji węgla kamiennego. Cała związkowo-rządowa energia zmierza do obniżenia kosztów wydobycia z obecnych ok. 100 dolarów za tonę węgla do 72 dolarów jej rynkowej wartości.  Szanse na osiągnięcie tego celu są niezwykle małe przy przyjętych założeniach, że żadna kopalnia nie zostanie zamknięta i nikt z górników nie zostanie zwolniony. Zamykanie znacznie bardziej dochodowych kopalń węgla w Australii i USA na nikim w Polsce nie robi żadnego wrażenia. Tymczasem obostrzenia ekologiczne, spowolnienie gospodarcze i rozwój nowych technologii OZE powodują, że obecne ceny węgla uważa się jeszcze za bardzo wysokie. Prognozy przewidują, że ich dalszy spadek w najbliższych miesiącach ma być nieunikniony. Polską odpowiedzią na ten stan rzeczy jest wzajemna zgoda, porozumienie i wspieranie się rządu ze związkowcami.

 

Nieomylni?

Unikatowy w skali światowej jest fakt, że do reformowania tego działu gospodarki krajowej zabrały się najmniej kompetentne w tej sprawie organizacje, jakimi są związki zawodowe i rządowi ministrowie z premierem na czele. Prezesi obu zaangażowanych stron są przekonani o swojej nieomylności i posiadaniu wszelkich ku temu instrumentów. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Owszem, dysponują oni siłą polityczną. Związkowcy jako specjaliści od palenia opon pod gmachem Urzędu Rady Ministrów, a premier jako właściciel tychże kopalń, który zna je raczej jako turysta. Nie chcą oni korzystać z rad naukowców, analityków, praktyków i fachowych doradców. Po co? Wszak sami wszystko wiedzą najlepiej. Niedoścignionym wzorem jest były premier. Wypowiadał on swoje opinie w tonie raczej kategorycznym, jako ekspert i znawca tego działu gospodarki. Wtórowali mu związkowcy, których poziom wiedzy strategicznej na tematy górnicze jest mniej więcej na tym samym poziomie. Formalnie za stan górniczych spółek węglowych należących do największych tego rodzaju struktur w Europie odpowiadają ich zarządy i rady nadzorcze. To one powinny być rządowymi doradcami i odpowiadać za wszystkie podejmowane w tej sprawie decyzje. Tak jednak nie jest, dlatego że rząd nie uważa ich za partnerów godnych uwagi, gdyż sam ich mianuje z grona swoich ludzi o podobnych kompetencjach. Zarządy te i rady nadzorcze traktowane są na zasadzie ruki po szwam. Jesteście od wykonywania, a nie od decydowania. Za to wam płacimy. Tymczasem tuż za polską granicą nadciąga katastrofa górnicza na gigantyczną skalę.

Ukraina rezygnuje z węgla kamiennego

Amerykański internetowy portal górniczy „CoalAge” 19 maja omawiał aktualną sytuację górnictwa węgla kamiennego na Ukrainie. Obecny kryzys polityczny może położyć kres produkcji węgla, połączony z zamknięciem większości kopalń. Istnieje kilka powodów podjęcia takich decyzji. Najważniejszym jest cofnięcie dotacji rządowych utrzymujących ich rentowność. Rząd jest zmuszony do przeprowadzenia reform gospodarczych związanych z podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z UE. Według informacji Ministerstwa Energetyki i Przemysłu Węglowego Ukrainy ok. 79% wszystkich kopalń węgla jest deficytowych. Kolejne 14% balansuje na granicy rentowności. W takiej sytuacji władze Ukrainy przyznają, że jeśli podpiszą umowę stowarzyszeniową z UE, w ciągu najbliższych trzech lat kraj ten straci 90% swoich mocy produkcyjnych węgla. Ministerstwo Energii twierdzi, że jest bez znaczenia, czy Ukraina podpisze umowę z UE, czy też nie, ponieważ dotacje i tak muszą być cofnięte. Po prostu budżet jest pusty i nie ma na ten cel pieniędzy. W 2013 r. ukraińskie kopalnie poniosły łączne straty w wysokości 13,7 mld UAH (1 200 000 000 dolarów). Straty dla przemysłu węglowego Ukrainy w 2013 r. wzrosły o 46% w porównaniu do 2012 r., a w tym roku sytuacja może być jeszcze gorsza. Tym bardziej że górnicy domagają się podwyżek płac. Na tym tle separatyści obiecują utrzymanie tych kopalń i zwiększenie wynagrodzeń górników przez przystąpienie do Unii Celnej z Rosją. Gwarancją ma być rosyjski program szybkiego rozwoju eksploatacji zasobów naturalnych. Według związków zawodowych przemysłu węglowego Ukrainy w ramach polityki nowego rządu całkowita produkcja spadnie czterokrotnie. W ciągu najbliższych trzech lat produkcja węgla na Ukrainie może się zmniejszyć z 80 mln do ok. 20 mln ton. Liczba czynnych kopalń spadnie ze 150 do 30. Około 100 000 górników zostanie zwolnionych z pracy. Aktualnie Ukraina wydobywa więcej węgla niż może zużyć. Eksport wynosi ok. 6, 6 mln ton rocznie, z czego około 70% było realizowane za pośrednictwem portów morskich na Krymie. Ich utrata uniemożliwia eksport drogą morską. Problemy te dotyczą również prywatnych kopalń koncernu DTEK, którego właścicielem jest oligarcha Achmetow. Jego zysk w minionym roku był już o 44% mniejszy niż w roku poprzednim. Obecną sytuację rynkową firma DTEK ocenia jako bardzo poważną. Rosyjscy eksperci również pesymistycznie zapatrują się na utrzymanie górnictwa węgla kamiennego na Ukrainie. Modernizacja tamtejszego górnictwa miałaby kosztować ok. 3 mld USD. Jest mało prawdopodobne, aby udało się na ten cel zgromadzić takie fundusze. Rosja rozwija odkrywkowe wydobycie na Dalekim Wschodzie, blisko azjatyckich rynków zbytu, zamykając mało rentowne kopalnie podziemne.

Ostatnie ostrzeżenie

Sytuacja górnictwa węgla kamiennego na Ukrainie, spowodowana m.in. wejściem tego kraju do UE, jest ostatnim ostrzeżeniem przed tym, że polskie „reformy” prowadzone w dotychczasowej formie dadzą ten sam efekt. Podobne sygnały padają ze strony wielu uczonych i specjalistów na Górnym Śląsku, lecz są one ignorowane. Pomijając szczególną sytuację, jaka panuje na Ukrainie, można zauważyć, że gdzie indziej też próbuje się likwidować górnictwo węgla kamiennego, nie zważając na żadne przestrogi i przyszłe skutki. Pod tym względem klasycznym przykładem są Stany Zjednoczone. Agencja Ochrony Środowiska (EPA), wspierana przez administrację prezydenta Baracka Obamy, zaproponowała plan zredukowania do 2030 r. emisji CO2 o 30% w stosunku do poziomu z 2005 r. Nowe przepisy praktycznie uniemożliwiają budowę nowych elektrowni węglowych bez wychwytywania dwutlenku węgla i jego sekwestracji (CSS). Decyzja ta spowoduje ograniczenie zużycia węgla w USA i zwiększenie jego eksportu. Analitycy przewidują, że spowoduje to dalszy spadek cen węgla o 20%. Dzieje się to w sytuacji kiedy ponad 90% węgla w USA zużywane jest do celów energetycznych. Reakcją jest żywiołowy protest przemysłu, który zbiera fundusze wyborcze dla uzyskania większości republikanów w Senacie w celu zablokowania podobnych działań EPA. Rzecz charakterystyczna, że w tej sprawie nie ma żadnych podziałów politycznych. Przeciwko decyzji administracji są zarówno górniczy przedsiębiorcy wspierający dotąd demokratów, jak i opozycyjni republikanie.

Prawo Parkinsona

Głosi ono, że im mniej jest przemysłu i producentów, tym więcej urzędników, dokumentów i papierów. Prawo to dotyczy ostatniej fazy upadku każdej instytucji. Obecna sytuacja w polskim górnictwie węgla kamiennego przypomina wszystkie elementy tej fazy. Jednym z nich jest pozorowanie aktywnego działania. Składają się na to owe oświadczenia, narady, ustawy, konsultacje i papierowe decyzje. Tylko że nic nadal nie dzieje się w tych kopalniach, których dług rośnie w zastraszającym tempie. Powoduje to, iż coraz więcej trzeźwo myślących ludzi jest przekonanych, że bankructwo górnośląskiego węgla jest nieuniknione.

Adam Maksymowicz

pgw

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#adam maksymowicz #węgiel
© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej