Jeżeli nie szkoła, to co?

2022/02/16
AdobeStock 88681735 1
Źrodło: AdobeStock

Katecheza w szkole ma wielu krytyków, a w przestrzeni medialnej krąży mnóstwo opinii na temat tego, co mogłoby ją uzdrowić. Zapytaliśmy o zdanie samych zainteresowanych – katechetów.

 

Co jakiś czas w opinii publicznej pojawia się temat zasadności nauczania religii w szkołach. Jakie wskaźniki należy wziąć pod uwagę oceniając skuteczność katechizacji w obecnej formie?

 

Ks. Paweł Wojdat: Katecheza jest skuteczna wtedy, kiedy w życiu katechizowanych ma praktyczne zastosowanie w podejmowaniu codziennych decyzji, wyboru stylu życia, rozumieniu i praktykowaniu systematycznego życia sakramentalnego – oczywiście nie z konieczności i przymusu, ale z własnej chęci i zrozumienia. Dobrze pojmowana katechizacja prowadzi także do pobożności, jako odpowiedź na miłość Pana Boga. Sama wiedza, to zdecydowanie za mało, chociaż trudno jest mówić o tym, iż wierzy się w Boga, kiedy nie zna się podstawowych prawd wiary.

 

Piotr Wajs: Kwestie wyprowadzenia religii ze szkół podnoszą w dużym stopniu przeciwnicy kształtowania społeczeństwa według tradycyjnych modeli wychowania. Wskaźnikiem decydującym o sensie nauczania religii w szkole może być porównanie badanego co roku wskaźnika uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej (dominicantes) do liczby uczniów uczestniczących w katechezie szkolnej. Pomimo licznych rezygnacji z katechezy nadal wskaźnik udziału w lekcjach (a więc w domniemanej sytuacji ewangelizacyjnej) jest wyższy niż wskaźnik uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii. Szkoła staje się miejscem misyjnym. Przeniesienie religii do salek to pozbawienie okazji do spotkania się z Chrystusem tych wszystkich poszukujących, niezdecydowanych czy wreszcie niewierzących. Oni na katechezę parafialną nie przyjdą.

 

Katarzyna Kłysik: Osobiście nie do końca podoba mi się ten termin “skuteczność” katechezy. Można pytać o skuteczność w biznesie, polityce, nauczaniu matematyki... czym jednak miałaby być “skuteczność” w katechezie? Przychodzi mi na myśl tzw. nakaz misyjny Jezusa, który brzmi “Idźcie i nauczajcie...”. Nie zaś “Idźcie i nauczcie...”. Jezus nie powiedział “bądźcie skuteczni”, ale głoście i nie ustawajcie. My siejemy – Bóg daje wzrost. Obecnie – nie zawaham się powiedzieć – siejemy w dużej mierze na skale, wśród cierni i na drodze. Żyznej gleby obecnie mamy “jak na lekarstwo”.

Jakie więc wskaźniki wziąć pod uwagę? Oczywiście byłoby idealnie, gdyby katecheza w szkole powodowała, że mamy do czynienia z młodym, świadomym, dobrowolnym, wierzącym i praktykującym katolikiem. W mojej opinii sama katecheza - choćby najlepsza i najciekawsza nie ma możliwości tego spowodować, o ile jej młody uczestnik nie przybędzie na nią z doświadczeniem wiary wyniesionym z rodziny i parafii.

 

Katarzyna Przytulska: Jeżeli dziś zadajemy sobie pytanie o skuteczność katechizacji we współczesnym społeczeństwie, w którym widać przejawy kryzysu religijności, powinniśmy wziąć pod uwagę spadek znaczenia religii w życiu młodego człowieka, ich sekularyzację czy laicyzację. Sądzę, że takim ważnym wskaźnikiem oceniającym skuteczność katechizacji jest życie sakramentalne dzieci i młodzieży. Nie tylko „zaliczanie” I Komunii i bierzmowania, ale systematyczne ich uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii, jak również obecność w życiu parafii. Po drugie, współczesny uczeń staje się coraz lepiej wykształconym, młodym człowiekiem. Zatem jego wiedza religijna nie powinna pozostawać w tyle za wiedzą przyrodniczą, techniczną czy humanistyczną, dlatego właśnie katecheta mając tego świadomość powinien jak najlepiej kształcić swoich uczniów w zakresie wiedzy religijnej. Wskaźnikiem mogą stawać się olimpiady i konkursy teologiczne. Uczniowie lubią w ten sposób prowadzić rywalizację, one stanowią pewną formę integracji z Kościołem - prowadząc ich do określonego celu.

 

Ks. Damian Wyżkiewicz: Pierwszym i podstawowym argumentem zasadności nauczania religii jest prawo do wolności religijnej. Fakt organizowania lekcji religii w szkole nikogo nie dyskryminuje ani nie jest zaprzeczeniem świeckości szkoły, bo jest to miejsce publiczne, a więc otwarte dla wszystkich. Tak oto została potwierdzona zasada, że w czasie lekcji religii może być obecny krzyż w sali i można odmawiać modlitwy na początku oraz na końcu zajęć. Podstawowym wskaźnikiem oceniającym skuteczność katechizacji jest wysoki procent frekwencji. To jest wielki mit, że kiedyś salki przyparafialne były pełne. Owszem były, ale tylko przychodzili najgorliwsi. Reszta była zaniedbana religijnie, co widzimy skutki do dziś. Podam prosty przykład: w archidiecezji warszawskiej w czasach PRL-u objętych nauczaniem religii było ok. 30%, a dziś ok 75%!

 

Co sprawia, że religia w szkole “nie zdaje egzaminu”? To, że odbywa się to w przestrzeni szkoły? Czy raczej winny jest program nauczania, a może sami katecheci?

 

ks. P.W.: Tutaj chyba wszystkie trzy czynniki zawodzą. Pytałem moich uczniów na katechezie, co o tym myślą. Mamy podobne odczucia. Organizacja katechezy w punktach katechetycznych sprawiała, że sama lekcja nie była traktowana jak każdy inny przedmiot. Rodzice, którzy przyprowadzali dzieci na lekcje religii do salek katechetycznych, sami bardzo często brali udział w lekcji jako słuchacze. Był to ważny element, gdyż odpowiedzialność za nauczanie ponosili właśnie rodzice i dziadkowie. Dziś także program nauczania jest wymaga dostosowania do naszych czasów. Niestety, ale poruszana tematyka nie wnosi wiele w życie dzieci czy młodzieży. Brakuje konkretnych odniesień do życia, a teologia w czystej postaci wydaje się zdecydowanie mało atrakcyjna.

Problemem jest też fakt, iż klasy maturalne mają zaproponowany zakres tematyczny dotyczący sakramentu małżeństwa omawiany pod wieloma aspektami. A na pierwszej katechezie, gdy zapytałem o to, czy ta tematyka jest dla nich jakkolwiek interesująca, usłyszałem, że nie, ponieważ nikt z nich nie myśli o ślubie a takie decyzje będą podejmowali dopiero za kilka lat. I trudno się z nimi nie zgodzić.

Katecheci również są różni. Nie każdy z nas nadaje się do dzieci i nie każdy rozumie język dorosłej młodzieży. W takich przypadkach katecheza staje się mordęgą dla samego katechety a uczniowie skazani na niego albo „biorą to na przetrwanie”, albo wypisują się z religii.

 

P.W.: Na podstawie czego możemy stwierdzić, że katecheza nie zdaje egzaminu? Wspomniane wcześniej wskaźniki wskazują, że pomimo znacznego spadku uczestniczących w katechezie szkolnej i tak jest to środowisko szersze niż liczba osób uczestniczących regularnie w obrzędach religijnych. Owszem należy wskazać na szereg trudności związanych z katechizacją szkolną. Są to pogarszające się uwarunkowania społeczne, zmieniająca się młodzież i jej zainteresowania, zmieniające się rodziny, stosunek do Kościoła, czy wreszcie upadek autorytetów w ogólności. Katecheza przeżywa dokładnie taki sam kryzys, jak całe społeczeństwo. Skuteczność katechezy, zgodnie z dokumentem Stolicy Apostolskiej, wymaga zgrania wielu czynników. Program nauczania Katechezy opiera się niestety na nieco błędnych założeniach. Musimy uwzględnić to, że Katecheza szkolna nie jest już miejscem znacznego pogłębiania wiary i wiedzy wśród zaangażowanych w parafie młodych ludzi.To obecnie jest miejsce siania ziarna Dobrej Nadzieji. Papież wskazuje na potrzebę powrotu do katechizacji opartej na Drodze do Emaus. Dajemy młodym propozycję, a nie zbiór nakazów i zakazów. Straszenie piekłem jest dziś najbardziej nieskutecznym, a może nawet najbardziej nastawiającym wrogo do religii rozwiązaniem stosowanym przez niektórych katechetów. Osobną kwestię stanowią realia organizacyjne katechezy szkolnej w Polsce. Dobrym rozwiązaniem byłaby zmiana systemowa nakazująca wybór pomiędzy religią, etyka czy filozofią.

 

K.K.: Nie uważam, że religia w szkole “nie zdaje egzaminu”. W szkole, w której uczę, na katechezę uczęszcza 59% młodzieży. Jest to duże liceum ogólnokształcące w sporym mieście. W pobliskiej parafii na niedzielne Eucharystie uczęszcza ok. 10% osób zamieszkałych na terenie parafii. Czy naprawdę katecheza “nie zdaje egzaminu”?

Oczekiwania sprzed 30 lat, które ciągle w nas drzemią, należy czym prędzej porzucić. Mam na myśli naiwne i kurczowe, mentalne trzymanie się przekonania, że Kościół i osoby Kościoła (księża, katecheci...) są dla ludzi autorytetem, którego nie należy podważać. Odnosząc się do programów nauczania (opartych o podstawę programową)... tak, częściowo jest “winna”. Jest przeładowana i nieraz żartuję, że zawiera całą teologię Kościoła. Oczywiście tak nie jest, ale... wiele treści jest niepotrzebnych i nic nie wnoszących, a już tym bardziej nie adekwatnych do potrzeb i możliwości katechizowanych.

Czy zawinili katecheci? Niewątpliwie niektórzy tak. W tym roku szkolnym zdarzyło mi się wyprowadzić z błędu wystraszoną uczennicę kl. I liceum, że brak ślubu kościelnego jej rodziców nie spowodował iż podczas chrztu jej grzech pierworodny nie został zgładzony... tak (z relacji uczennicy) powiedziała jej katechetka w SP. Myślę jednak, że nie o szukanie winnych tutaj chodzi. Bardziej o pomysły “co dalej?”.

 

K.P.: Myślę, że przez niemal 30 lat mojej pracy katechetycznej najczęściej „zdawała” i to z pewnym sukcesem. Ale jeżeli odnosimy dziś wrażenie, że „nie zdaje egzaminu”, to myślę, że przyczyn takiego stanu rzeczy jest z pewnością wiele. Po pierwsze katechezę przeniesiono „z dnia na dzień” z salki katechetycznej do szkoły, która w tym okresie również się przeobrażała. Zmiana miejsca musiała pociągać za sobą zmianę funkcji katechezy, która mogła w szkole zrealizować tylko dwa cele: nauczanie i wychowanie, gdzie katecheza w salce skupiała się przede wszystkim na wtajemniczaniu. Niestety w szkole nie zawsze możliwe jest rozgraniczenie religii od katechezy. A moim zdaniem religia, może być skuteczna tylko wtedy kiedy staje się katechezą, no i jest to trudne do osiągnięcia tylko w warunkach szkolnych. Zapewne są jeszcze katecheci, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że prowadzą zajęcia tak, jakby były one nadal w salkach. Ale ja poznałam osobiście wielu wspaniałych, poświęcających się swoim uczniom nauczycieli religii, którzy przekraczają próg szkoły, by za wzorem Chrystusa „siać ziarno”. Uważam za bardzo ważne stworzenie dobrego programu nauczania, dostosowanego do współczesnego, młodego chrześcijanina, który przyjdzie na lekcje religii, aby otrzymać odpowiedź na nurtujące ich pytania - a przychodzi do nas przecież młodzież poszukująca.

 

ks. D.W.: Mam wrażenie, że hasło „religia w szkole nie zdaje egzaminu” promują skrajne środowiska – skrajnie lewicowe i utrakatolickie. Skrajnie lewicowe, bo w ich założeniach jest walka z wszelką formą religii. Ultrakatolickie, ponieważ mają zbyt wyidealizowane pojęcie lekcji religii w szkole. Najnowsze Dyrektorium o katechizacji definiuje lekcję religii jako wprowadzenie w chrześcijaństwo. Papież Franciszek jest świadomy, że są różne środowiska szkolne, mniej lub bardziej przyjazne katechetom. Zadaniem katechety w szkole jest zorientowanie się, w jakim środowisku pracuje, a to jest bardzo trudne. W niektórych szkołach uczy się wyśmienicie, bo dzieci i młodzież są z wierzących rodzin, a w innych szkołach bywają trudności, bo tak naprawdę katecheta uczy wszystkiego od podstaw.Gdy więc mówimy o porażkach katechezy w szkole, to nie w kategoriach winy, ale stopnia ewangelizacji, w jakim stopniu dane środowisko jest zewangelizowane. Oczywiście są różne programy i podręczniki, lepsze lub gorsze, ale najważniejsze jest zaangażowanie katechety. Faktyczną porażką jest to, gdy katecheta dezerteruje i nic nie robi na lekcjach.

 

Młodzi ludzie mają możliwość zetknąć się z wiarą w różnych przestrzeniach, co oczywiście nie oznacza, że zawsze z tego korzystają. Który kanał dotarcia do młodzieży w przyszłości może być najskuteczniejszy? Internet, duszpasterstwo w parafii a może coś innego?

 

ks. P.W.: Wydaje mi się, że każdy z nich na swój sposób. Mamy bardzo zróżnicowane środowisko. Ci, którzy są obecni w przestrzeni życia Kościoła, najczęściej wybierają duszpasterstwo. Jest to żywy kontakt z człowiekiem i praktycznie zawsze obecność w tej przestrzeni grup parafialnych wzmacnia młodzież. Odchodząc z jednej z parafii od młodzieży usłyszałem takie słowa: dziękujemy księdzu za prowadzenie KSM, gdyż dzięki tym spotkaniom łatwiej nam było przetrwać trudny czas dorastania i buntu. Aż serce mi urosło.

Nie można pominąć media. Dziś to tam statystycznie najwięcej czasu spędzają młodzi. Dobrze prowadzone portale, recenzje i informacje ze spotkań danych grup, świadectwa młodzieży mogą być zasiewem pragnienia poszukania takiej wspólnoty dla siebie.

 

P.W.: Możliwość zetknięcia się z wiarą to najlepszy opis dzisiejszego kryzysu wiary u młodych ludzi. Dziś Kościół musi stwarzać na wiele różnych sposobów sytuacje ewangelizacyjne, gdyż znaczna część młodych ludzi nie wynosi wiary ze swojego naturalnego środowiska jakim jest rodzina. Kościoła nie stać dziś na zaniechanie jakiegokolwiek kanału przekazu.Badania nad zmieniającą się aktywnością młodych ludzi wskazują na zanurzenie ich życia w mediach społecznościowych. Tam należy zarzucić sieci, ale tylko po to by zachęcić (złapać) młodzież, do realnego spotkania z duszpasterstwem młodzieżowym. To ukazanie Miłości Boga, musi się opierać na akceptacji młodego człowieka. Skoro Jezus wyciąga dłoń do grzesznika i zachęca go do pójścia jego śladem rodzi się pytanie dlaczego w relacjach z młodzieżą część katechetów (tak świeckich jak i księży) zamiast ofiarowywać Bożą Miłość (Jezusa Boga Prawdziwego) stygmatyzuje to co inne, to co nieidealne. To powoduje zamknięcie się na dalsze słowa katechety. I tu chciałbym się odnieść do Ewangelii: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz Ci którzy się źle mają" (Łk 5, 31-32). Podjęcie takiego trudu katechetycznego wskazuje, że nasz młody człowiek musi poczuć się podmiotem troskliwego zainteresowania ze strony Kościoła. On musi poczuć, że Chrystus w postaciach katechety i kapłana wyciąga do nich troskliwą dłoń, która stanowi przedłużenie troskliwego serca, a za najskuteczniejsze narzędzie służy otwarte ucho. Młodzież potrzebuje wysłuchania. To dobry początek do najskuteczniejszej metody jaką jest przeżycie wiary. A to możliwe jest w małych grupach, małych wspólnotach czy to na poziomie parafii, diecezji czy duszpasterstwa akademickiego. Katecheza szkolna, media społecznościowe, spotkania ewangelizacyjne to dopiero wstęp do tego co jest najskuteczniejsze: przeżycie osobistego spotkania z Jezusem. Owocem tego spotkania jest świadectwo, które jest przekazywane rówieśnikom, często jako opowieść o wspaniałym spotkaniu w którym inni chcieliby wziąć udział (np. Dni Młodzieży, festiwale, rekolekcje).

 

K.K. : Uważam, że nie tyle kanał jest tutaj decydujący, co klimat – atmosfera. Z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że najchętniej młodzi są tam, gdzie czują się bezpiecznie i komfortowo. W miejscach, gdzie są wysłuchiwani, traktowani jak poważni partnerzy do rozmowy, gdzie mają przestrzeń do wolności i podejmowania decyzji. Gdzie czują się akceptowani, nawet wtedy kiedy – póki co – nie potrafią zrozumieć i zaakceptować poglądów katolickich.Taka przestrzeń może znaleźć się wszędzie: w Internecie, w szkole, parafii…

 

K.P.: Rozmawiając z młodzieżą nad przyszłością katechezy w szkole, rozmawialiśmy o tym gdzie poza szkołą mogliby rozwijać swoją wiarę, jeżeli nie na katechezie. Choć ciężko im było powiedzieć co będzie kiedyś, to obecnie do niektórych z nich najbardziej dociera możliwość spotkania się osobiście. Uważają, że grupy parafialne dla młodzieży to świetna opcja. Dlatego według mnie istnieje już dzisiaj potrzeba tworzenia takich miejsc spotkań z młodymi ludźmi, niezależnie od tego, czy są, czy nie są wierzący. Dla nich wiara jest na tyle ważnym aspektem w ich życiu,że musi wymagać wysiłku. Zatem tu okazuje się być bardzo ważna rola każdej parafii.

 

ks. D.W.: Nowe Dyrektorium o katechezie przypomniało, że podstawowymi środowiskami katechizującymi są rodzina, parafia i szkoła. Nowością jest podkreślenie wagi nowych form duszpasterstwa w świecie wirtualnym. Moim zdaniem najważniejsza jest religia w szkole. Jako duszpasterze, nie mamy wpływu na rodziny. Tylko najgorliwsi przychodzą do Kościoła. Gdzie zatem jest ostatnia szansa? W szkole! W moim warszawskim liceum, w którym uczyłem 6 lat chodziło na religię ok. 60%. To wysoki procent. Dzięki mojej obecności w szkole, zaangażowaniu się w różne szkolne dzieła, jak prowadzenie szkolnego facebooka, drużyny harcerskiej, koła filozoficznego mogłem wpływać pozytywnie na resztę młodzieży. Niektórzy uczniowie, którzy w gimnazjum nie chodzili na religię, dołączali na moje lekcje, inni na kółko z filozofii. W ten sposób miałem możliwość pozytywnego wpływu na młodzież. Często katecheci nie zdają sobie sprawy, jak wielką rolę odgrywają w szkole. Są tak naprawdę pierwszym obliczem Kościoła. Jeśli katecheta jest przyjacielem nauczycieli i uczniów, to czyni wiele dobra. Jeśli zaś jest ze wszystkimi skłócony, to wyrządza straszne krzywdy.

 

Ostatnie badania religijności Polaków pokazały, że młodzież jest grupą, która najszybciej odchodzi od wiary. Czy religia w szkole jest w stanie odwrócić ten trend?

 

ks. P.W.: Nie wiem, czy młodzież odchodzi od wiary. Powiedziałbym, iż ona raczej nie zaistniała w ich życiu. Bo jeśli wiara jest moim osobowym przylgnięciem do Boga, spotkaniem człowieka ze Stwórcą, relacją, więzią, to czy ot tak można to zostawić? Najczęściej mamy w Kościele ludzi wychowanych w tradycjach chrześcijańskich, ale bez tego doświadczenia żywego Boga. Po czym to poznać? Jeśli brak stałego życia sakramentalnego, Eucharystia najczęściej w święta i jeszcze rekolekcje, spowiedź raz czy dwa razy w roku, modlitwa codzienna to tylko wspomnienie z dzieciństwa, wartości chrześcijańskie i styl życia – nie są zrozumiałe, to o jakiej wierze mówimy?

Katecheza w szkole jest nastawiona na zdobywanie wiedzy. Zresztą tylko wiedzę można oceniać, tylko o wiedzę dziś można zapytać. Nie są dozwolone pytania o obecność na rekolekcjach czy Eucharystii, że już nie wspomnę o innych praktykach, to o jakim odwracaniu trednów mówimy?

Problem nie leży w tym, czy religia jest w stanie odwrócić trend odchodzenia młodych od wiary, ale w tym, jak dziś doprowadzić ich do spotkania z Bogiem żywym i działającym oraz jak ich tym Bogiem i Jego nauką zainteresować?

 

P. W.: Na to pytanie można odpowiedzieć krótko i stanowczo: nie. Ale od razu należy wskazać rozszerzenie. Lekcje religii niezależnie czy w szkole czy przy parafii nie zmienią w gwałtowny sposób tego trendu. I to nie dlatego, że jest prowadzona źle. Należy poszukać genezy problemu. Tą podstawową przyczyną są niespotykane do tej pory, zarówno pod względem tempa jak i kierunku, zmiany społeczne. Liczenie, na to że katecheza (niezależnie czy szkolna czy parafialna) w rewolucyjny sposób odwróci zmiany społeczne to wiara w przysłowiowe "zawracanie kijem Wisły". Katecheza szkolna niezależnie od miejsca gdzie będzie się odbywać nie będzie tamą ograniczającą odpływ młodzieży z Kościoła. Należy jednak zwrócić uwagę na istotę katechizacji wskazaną w Ewangelii. Jezus mówi do Piotra: Wypłyń na głębię i zarzuć sieć. Obserwując dzisiejszą katechezę można odnieść wrażenie, że część księży i katechetów jest pewnym odzwierciedleniem apostołów, którzy zniechęceni mówią do Jezusa: Panie całą noc łowiliśmy i nic. I kolejny raz musimy wsłuchać się w Jezusa i mu zaufać. Zarzucić sieć ponownie. I ponownie, i ponownie.... Efekty nie będą imponujące, ale większa będzie radość w Niebie z jednego grzesznika, który się nawróci niż z 99 którzy nie potrzebują nawrócenia. Reasumując to nie poziom nauczania religii w szkole powoduje odejścia od wiary i Kościoła.

 

K. K.: Odpowiem – nie. Ani religia w szkole, ani nigdzie indziej! Skoro tej tendencji nie są w stanie odwrócić rodziny i parafie, to... “jakim cudem” katecheza? Katecheza w szkole, czy poza nią jest dodatkiem, uzupełnieniem do wzrastania w wierze przede wszystkim w rodzinie i parafii. Odniosę się tutaj – przy okazji – do kwestii przeniesienia katechezy do “salek parafialnych”. Zwolenników tej opcji dostrzegam najczęściej wśród przeciwników katechezy w ogóle lub też pośród ludzi z pokolenia urodzonego w latach 1965-85. Ci pierwsi doskonale zdają sobie sprawę, że na katechezę przy parafii, popołudniu, zgłosi się dużo mniej chętnych niż na tą w szkole – i o to im chodzi. Drudzy pielęgnują sentymenty nie mające nic wspólnego z rzeczywistością współczesnych dzieci i młodzieży, którzy mają wokół siebie aż nadmiar możliwości atrakcyjnego spędzenia czasu po szkole.

 

K.P.: Każdy z nas wie, że okres ten jest przełomowy w stosunku do wiary. Zdarzyło mi się niejednokrotnie poznać ucznia w gimnazjum, który w liceum, na tym etapie swego dorastania, odchodził od Boga i Kościoła, porzucając dotychczasowe przekonania, rezygnując z religijnych praktyk, odsuwając się od wszystkiego. Dlatego od religii w szkole bardzo dużo zależy. Jeżeli podarujemy im dobroć, miłość, zdobędziemy ich serca, jeżeli będziemy kierować się słowami św. Jana Marii Vianney'a: "Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, ale żyj tak by pytać zaczęli" - to przyjdą na katechezę, żeby właśnie zapytać o Boga i wiarę. Z kryzysu wiary może mimo wszystko wypłynąć pewne dobro, może po pewnym czasie pojawić się w nich chęć do pogłębienia religijnej wiedzy, a także do powrotu do Boga. Tak jak w historii syna marnotrawnego. Wierzę, że to jest możliwe, a wtedy od szkolnej katechezy bardzo wiele będzie zależało.

 

ks. D.W.: Moim zdaniem tak. Dobra, wytrwała i solidna praca daje skutki. Zadaniem katechety nie jest przyprowadzanie Kościoła do szkoły, ale szkoły do Kościoła. On ma być duszpasterzem zarówno nauczycieli, o czym często się zapomina, i uczniów. Ja zawsze na początku roku szkolnego sporządzam listę, co mogę zaoferować w szkole i parafii. W ten sposób staje się konkretnym człowiekiem, który ma coś do zaoferowania. To jest ważne, szczególnie dla młodzieży. Kiedy słyszę pytanie od uczniów, co będziemy robić, to od razu widać, że poprzedni katecheta nie przykładał się do nauczania. Nie można przyjść do uczniów i pytać, czego chcecie się uczyć, bo to jest żenujące. Uczniowie od razu widzą, że nauczyciel jest nieprzygotowany. Katecheta, jak każdy nauczyciel ma być przygotowany, powinien zainteresować młodzież swoją wiedzą, i dopiero potem indywidualnie podchodzić do potrzeb ucznia. Inaczej kończy się to siedzeniem na lekcji bezczynnie albo oglądaniem filmów. Z tego powodu najczęściej uczniowie rezygnują z religii.

 

 

Co można uznać za miarę sukcesu katechety? Frekwencja na zajęciach, poziom zdobytej przez uczniów wiedzy z zakresu religii, a może przede wszystkim pogłębienie ich relacji z Bogiem ? W jaki sposób poddać analizie to ostatnie kryterium?

 

ks. D.W.: Frekwencja to także trudny temat, zwłaszcza w klasach, gdzie uczniowie dojeżdżają do szkoły. Katecheza na pierwszej czy ostatniej lekcji to albo nagminne spóźnienia lub zwolnienia na autobus. To też rozbija katechezę. Często sama katecheza odbywa się już w późnych godzinach popołudniowych, gdzie po całym dniu ani uczniom, ani nauczycielom myślenie i kreatywność nie przychodzi łatwo. A na tym cierpi uczeń i jakoś lekcji. Sukcesem katechety jest to, gdy uczeń świadomie zaczyna podejmować życie religijne, stawia pytania na katechezie, pracuje nad swoją duchowością, umie czy też próbuje argumentować swoje wybory, słowo „muszę” zastępuje słowem „chcę”, jak się pogubi, czasami w konfesjonale czy w kancelarii mówi: „pamiętam, jak na katechezie w szkole…”, ale także takim wyrazem jest zaangażowanie tych młodych ludzi w posługę miłosierdzia, pracę charytatywną podczas własnego czasu wolnego.

 

P. W.: Na sukces katechety składa się kilka czynników. Można go porównać do najbardziej stabilnej figury geometrycznej jaką jest trójkąt. Podstawą fundamentem na którym musimy budować by odnieść sukces jest Jezus. Ramionami wspierającymi są katecheza i środowisko (rodzina i parafia). Katecheta nie osiągnie żadnych rezultatów bez pozostałych dwóch elementów. Wiedza nie dość, że jest ulotna to na dodatek nie gwarantuje spotkania z Bogiem co powinno być nadrzędnym celem wychowania religijnego. Cząstką Boga w człowieku jest rozum, wolna wola i dusza nieśmiertelna. Katecheta winien zadbać o to, aby rozum dopomógł dokonać wyboru opartego na wolnej woli. Wyboru Jezusa, wyboru spotkania z nim a co za tym idzie wyboru praktyk religijnych. A wtedy dusza nieśmiertelna odnajdzie pokój (tak doczesny jak i wieczny) w Panu. I w tym kontekście widoczny jest największy sukces katechety, który jest mierzalny dopiero po latach. Są to byli uczniowie widywani we wspólnocie parafialnej. Tak zwyczajnie po ludzku duma mnie rozpiera gdy widzę w świątyni, twarze znane ze szkoły z katechezy.

 

K.K. : Tradycyjnie za sukces nauczyciela – w tym katechety – w szkole uznaje się dobry wynik egzaminów, poziom ocen czy dobre lokaty uczniów w konkursach. W przypadku katechety nie ma oczywiście mowy o wynikach egzaminów, ale zdarzyło mi się zbierać laury za sukcesy konkursowe moich uczniów. To wartościowe i miłe, ale oczywiście nie o to chodzi. Frekwencja na zajęciach i poziom wiedzy to kryteria ważne i mierzalne, jednak wydaje mi się, że obecnie nie do końca kluczowe. Pogłębienie relacji ucznia z Bogiem wydaje się najważniejsze i to jemu powinny służyć frekwencja i zdobyta wiedza. Tkwi tu jednak pewna pułapka. Nie możemy pogłębić relacji ucznia z Bogiem jeżeli... nie ma żadnej relacji. Zupełnie nie pamiętam czyje to słowa, ale usłyszałam kiedyś stwierdzenie “żeby człowieka zewangelizować, trzeba go najpierw uczłowieczyć.” Zgadzam się z tym. Dla mnie największym sukcesem jest nawiązanie z moimi uczniami pozytywnej, życzliwej relacji opartej na zaufaniu.

 

K.P.: W pierwszych latach swojej pracy myślałam aby „za wszelką cenę” objąć nauczaniem jak największą grupę uczniów. To było ważne, kiedy wypełniałam kwestionariusz katechety. Liczyłam też na to, że każdy uczeń który będzie brał udział w lekcji „coś zapamięta”, że każdemu mogę „coś dać”. Niektórzy uczniowie, którzy nie zawsze pochodzili z religijnych rodzin, a trafili na moją katechezę „przez przypadek”. Zauważyłam, że skupiając swoją uwagę na nich, traciłam coś ważnego – po prostu zaczęło towarzyszyć temu obniżenie poziomu wiedzy, tych którzy przychodzili aby ją zdobywać, którzy przyszli pogłębiać swoją wiarę i podbudowywać ją. Dlatego dzisiaj frekwencję na zajęciach nie uważam za szczególny sukces, ale jest nim na pewno to, kiedy witam ucznia, który przychodzi na katechezę z chęci poznania Boga. Natomiast poziom zdobywanej przez uczniów wiedzy z zakresu religii, jak najbardziej możemy dzisiaj nazwać naszym sukcesem.

 

ks. D.W. : To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ dotyczy wolności człowieka. Niestety nawet człowiek uformowany religijnie może powiedzieć Chrystusowi i Kościołowi – nie! Dlatego zadaniem katechety jest formowanie człowieka do wolności i uświadamianie mu, że Chrystus niczego mu nie zabiera. W zdrowej, dojrzałej religijności jest wolność. Dlatego frekwencja, oceny z wiedzy i aktywności są tylko pewnymi wskaźnikami, które mówią czasem więcej o katechecie niż uczniu. Dla mnie najważniejszym kryterium jest to, aby przez moje nauczanie dany uczeń odnalazł drogę do Chrystusa. Widzę to po latach, jedni bardzo szybko odnajdują drogę do Chrystusa w Kościele, inni stopniowo. Ważne, aby w swoim czasie odnaleźli ją. Dlatego też modlę się o to.

 

 

ks. Paweł Wojdat – Katecheta, wikariusz parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Garwolinie

 

Piotr Wajs – Doktor teologii, Członek Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”

 

Katarzyna Przytulska – Katechetka w V Liceum Ogólnokształcącym z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Andrzeja Struga w Gliwicach

 

Katarzyna Kłysiak – Katechetka w Liceum Ogólnokształcącym im. Braci Śniadeckich w Zgorzelcu

 

ks. Damian Wyżkiewicz – Katecheta, teolog i filozof, wyróżniony w ogólnopolskim konkursie Nauczyciel Roku 2019

/ut 

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#katecheza #kwartalnik Civitas Christiana #szkoła #młodzież
© Civitas Christiana 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej