Nie bój się smutku

2013/01/12

Ból po stracie bliskiej osoby jest tak samo naturalny, jak radość przy narodzinach dziecka. Jeśli pozwolimy sobie i innym na przeżycie go, nie zniszczy nam życia. Najgorsze co może zrobić osoba w żałobie, to posłuchać rad innych i „wziąć się w garść”.

Fot. Joanna Jureczko-Wilk

W świecie ludzi silnych, uśmiechniętych, niepoddających się trudnościom, w pełni kontrolujących swoje życie, nie ma miejsca na słabość, bezradność, rozmyty makijaż, żal…Tragedie, wypadki, nowotwory, zdarzają się innym, ale nie nam. Taki naiwny optymizm kreują media, tego optymizmu oczekują czytelnicy i widzowie.

– W naszej kulturze unikamy problematyki śmierci jak ognia, dlatego jesteśmy pozbawieni umiejętności, doświadczenia i wiedzy, w jaki sposób opiekować się drugim człowiekiem u schyłku życia i podczas umierania. Ten obszar bezradności obejmuje też sytuacje po stracie bliskiej osoby – uważa psychoterapeutka Anna Dodziuk, autorka licznych książek poświęconych stracie i żałobie.

Tymczasem w Polsce co roku umiera 400 tys. ludzi, co znaczy, że żałoba dotyka ok. 1,5 mln Polaków.

Kiedy przestanie „boleć”?

Strata współmałżonka, dziecka, innej bliskiej osoby to najbardziej stresujące doświadczenie. Boli tak samo, niezależnie od tego, czy śmierć była poprzedzona długą chorobą, czy też nastąpiła nagle. Boli długo, bo żałoby nie da się obejść na skróty.

Na początku jest szok, niedowierzanie, zaprzeczanie – uczucie, jakby tkwiło się w koszmarze. I ciągle ma się nadzieję, że ten koszmar zaraz się skończy i wszystko będzie, jak dawniej.

– Kiedy zmarła moja mama, do pogrzebu działałam jak automat: załatwiałam formalności w szpitalu, zakładzie pogrzebowym, na cmentarzu… Dopiero ktoś z rodziny delikatnie zwrócił mi uwagę, że może ubrałabym jakieś ciemne rzeczy. Przez kilka dni chodziłam w tych samych ubraniach, jaskrawych i nawet tego nie zauważyłam! Po pogrzebie, jakby uszło ze mnie powietrze. Dotarło do mnie, co się naprawdę stało – mówi Aneta z Warszawy.

Puste mieszkanie, rzeczy osobiste zmarłego uświadamiają, że to co się dzieje nie jest snem, ale rzeczywistością. Im bardziej realna staje się ta rzeczywistość, tym bardziej zaczyna boleć: pustka, strata, samotność, żal… To czas największych i najtrudniejszych emocji. Rozpacz miesza się z apatią, złość z bezradnością i lękiem. Niektórzy czują złość do siebie, że za późno poszli do lekarza, że gdyby inaczej postąpili, bliski mógłby żyć, albo wręcz przeciwnie: obwinia lekarzy, że źle leczyli. „Myślałem, że zwariuję” – mówi wiele osób w żałobie.

Jeśli pozwoli się im na przeżywanie tych wszystkich stanów – czasami trudnych i sprzecznych – z czasem emocje łagodnieją. Powoli układają życie od początku, ustalają nowy rytm dnia, podział obowiązków, uczą się inaczej spędzać czas wolny, wakacje, świętować… Uczą się życia w każdym szczególe, już bez osoby zmarłej.

Jak długo trwa żałoba? To zależy od tego, jak bliskie były związki ze zmarłym, w jakich okolicznościach nastąpiła śmierć, czy na przykład mieliśmy szansę się pożegnać. W praktyce nie sprawdzają się naukowe teorie, że żałoba po śmierci rodziców trwa około trzech miesięcy, po współmałżonku rok, po dzieciach do dwóch lat. Opłakiwanie może trwać latami! Czasami wydaje się, że osoba osierocona już otrząsnęła się z tragedii, jednak rocznice śmierci, święta, spotkania rodzinne, mogą na powrót powodować ból straty. W żałobie robi się dwa kroki do przodu, a potem krok do tyłu. Kiedyś nadchodzi jednak moment, kiedy osieroceni mogą znów żyć normalnie, cieszyć się codziennością, myśleć o przyszłości. Nie znaczy to wcale, że zapomną o zmarłym, bo doświadczenie, które ich spotkało, już zmieniło ich samych i ich życie. Ale pójdą dalej swoją drogą.

Bożena Winch psycholog, terapeuta osób w żałobie

Fot. Joanna Jureczko-Wilk

– Żałoba jest procesem psychologicznym, wypełnionym krańcowymi emocjami i myślami, przez który przechodzi się z trudem. Czasami osoby, które przeżywają żałobę nie przyznają sobie prawa do szukania wsparcia, czasami nie chcą swoim smutkiem obciążać innych, czasami czują się niezrozumiane. Uważam, że warto korzystać z pomocy profesjonalnej, zarówno indywidualnej, jak i grupowej po to, by można było dalej żyć pomimo poniesionej straty.

Żal, który niszczy

Zdarza się jednak, że harmonia już nie wraca. Żal, smutek po zmarłym nie mijają, nie pozwalają normalnie żyć. Osoba osierocona czuje się winna, nie pozwala zmarłemu na odejście z codziennego życia: nie rusza jego rzeczy, mówi do niego w samotności, zachowuje się tak, jakby zmarły nadal żył… Może też przejmować pewne cechy po zmarłym, na przykład zająć się jego pracą, kontynuować jego pasje. W skrajnych przypadkach może też szukać ukojenia w alkoholu, narkotykach, lekach uspokajających…

– Dzieje się tak wtedy, kiedy żałoba w ogóle się nie zaczyna, albo kiedy w którymś momencie zostaje przerwana – mówi dr Witold Simon, psychiatra i psychoterapeuta w Klinice Nerwic Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Prof. Krystyna de Walden Gałuszko psychiatra, specjalista medycyny paliatywnej

Fot. Joanna Jureczko-Wilk

– Osoby zmagające się ze stratą nie rozumieją same siebie, nie wiedziały, że mogą nimi targać tak wielkie emocje, że mogą mieć dolegliwości somatyczne, których podłożem jest właśnie przeżyta strata. Są tym zaniepokojone, co jeszcze bardziej pogarsza ich stan psychiczny. Pierwszym krokiem w psychoterapii osób w żałobie jest wyjaśnienie im, że ich zachowania i uczucia są naturalne w sytuacji bolesnego wydarzenia. Że trzeba je po prostu zaakceptować i przeżyć. Już samo pozwolenie na przeżycie całej gamy emocji, pojawiających się przy stracie, przynosi ulgę.

Psycholodzy mówią nawet o męskim typie przeżywania żałoby, który nie ma nic wspólnego z płcią. Kiedy po śmierci kogoś bliskiego człowiek zbyt szybko „staje na nogi”, mówi, że nic się nie stało, więcej pracuje albo ucieka w inny rodzaj aktywności, to znak, że stara się ze wszystkich sił odsunąć od siebie trudne emocje. Opóźnia żałobę albo nawet ją blokuje.

– To jest fałszywe przekonanie, że czas leczy rany – podkreśla Anna Dodziuk. – On je tylko powierzchniowo zabliźnia. Ale kiedyś – w najmniej spodziewanym momencie – te rany się otwierają…Jestem pewna, że wielu z nas nosi w sobie takie nieprzebyte straty, niekoniecznie związane ze śmiercią. Może to być rozwód rodziców, odejście dzieci z domu…

Co zrobić, żeby żałoba nas nie zniszczyła? Płakać, kiedy chce nam się płakać, krzyczeć – kiedy czujemy złość i szukać pomocy, kiedy sami nie dajemy już rady.

Co powiedzieć?

Żałoba jest trudna dla osoby przeżywającej ją, ale także dla otoczenia. Co powiedzieć, kiedy przyjacielowi umiera dziecko? Co powiedzieć starszej pani, której umiera mąż? Jak zachować się w obecności kogoś, kto stracił w wypadku bliskich?

– Bezradna rodzina w desperacji przyprowadza do mnie roztrzęsioną osobę, bo już nie wie, co zrobić. Mówi do mnie: niech pani coś z nią/nim zrobi, niech ona/on już przestanie płakać – mówi psycholog Bożena Winch.

Rodzina martwi się, że osoba w żałobie ciągle jest smutna, ma zmienne nastroje, ciągle opowiada o zmarłym, czasami wydaje się, że jest na granicy choroby psychicznej. Nie wie, że właśnie takie są etapy żałoby i nie zdaje sobie sprawy, że opowiadanie o śmierci, płacz, przynosi ulgę i oczyszcza. Pozwala oswoić się ze śmiercią bliskiego. Dlatego tak ważne jest, by bliscy potrafili wysłuchać, zrozumieć, zaakceptować czasami dziwaczne zachowania… Nie trzeba dostarczać rozrywek, rozweselać, zachęcać do aktywności, no i przede wszystkim nie mówić: „nie martw się”.

– Czasami trzeba nawet powiedzieć: „popłacz sobie…” – podkreśla Dodziuk.

Bliscy mogą też pomóc w codziennych sprawach: zakupach, ugotowaniu obiadu…, które szczególnie na początku żałoby mogą być dla osoby osieroconej zajęciem ponad jej siły.

A jeśli i to nie pomaga, warto szukać profesjonalnej pomocy u psychologów, w grupach wsparcia dla osób w żałobie, które znajdują się przy niektórych hospicjach (służą nie tylko rodzinom swoich pacjentów).

– Niestety, jesteśmy wychowywani w takiej normie, że mamy sobie radzić sami. Dlatego trzeba edukować, że człowiek, który jest w żałobie ma prawo do pomocy – mówi Dodziuk.

– Żałoba jest to czas na opłakanie straty, poskładanie i ułożenie życia. Jest to specjalny czas, kiedy potrzebni są bliscy – dodaje psycholog dr Maria Rogiewicz, autorka publikacji poświęconych żałobie. – Należy, trzeba prosić o pomoc, wsparcie. Kroczenie ścieżką: „poradzę sobie, nikogo nie potrzebuję”, sprawia, że żałobę trudno zakończyć. O swojej żałobie należy rozmawiać, mówić, prosić, słuchać…

 

Joanna Jureczko-Wilk

Artykuł ukazał się w numerze 11/2006.

Ks. Piotr Krakowiak krajowy duszpasterz hospicjów

Fot. Joanna Jureczko-Wilk

– Rozpoczęta w październiku trzecia edycja kampanii społecznej „Hospicjum to też życie” poświęcona jest osobom w żałobie. Chcielibyśmy stworzyć przy hospicjach grupy wsparcia dla osób w żałobie, w których spotykaliby się ludzie po podobnych przeżyciach, z podobnymi problemami. Do tej pory takie grupy działają tylko w nielicznych miastach i ich formuła sprawdziła się. Takie grupy to nie tylko pomoc psychologa, to także wsparcie innych, którzy doświadczyli podobnego bólu, czasami bardzo konkretna pomoc w codziennych sprawach. Wsparcie ze strony bliskich jest szczególnie ważne dla osieroconych dzieci. Niektóre hospicja organizują specjalnie dla nich wyjazdy wakacyjne z elementami pomocy psychologicznej. Żeby jednak hospicja mogły pomagać także rodzinie w żałobie, muszą mieć na to fundusze. Na razie Narodowy Fundusz Zdrowia nie daje na ten cel ani złotówki.

W żałobie
– możesz czuć się zagubiony, zdezorientowany, możesz mieć kłopoty z wykonywaniem codziennych obowiązków;
– daj sobie prawo do popełniania błędów, zapominania, zachowań irracjonalnych…
– miej cierpliwość do samego siebie;
– możesz czuć ciągłe zmęczenie – organizm zużywa wiele energii, by przystosować się do nowej sytuacji;
– możesz częściej chorować – wysypiaj się, odpoczywaj, zwolnij tempo, bierz dodatkowe witaminy;
– płacz – także przy dzieciach; nie ukrywaj sztucznie smutku;
– możesz nie mieć ochoty na spotkania z innymi;
– unikaj leków uspokajających – opóźniają przeżywanie żałoby i zdrowienia;
– unikaj nadmiernej aktywności – zagłuszanie żałoby pracą lub życiem towarzyskim jest jej odwlekaniem w czasie;
– licz się ze „słabszymi” dniami: w Boże Narodzenie, Wielkanoc, święta rodzinne, rocznice śmierci;
– jeśli czujesz, że jest Ci to potrzebne, skorzystaj z pomocy psychiatrów, psychologów, duszpasterzy, grup wsparcia…
© Civitas Christiana 2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej