Home / Opinie | Felietony / Nowy gracz
manipulation-smartphone-2507499-1920.jpg

Nowy gracz

Jeżeli spojrzymy na to, co kształtowało cywilizacje, w tradycyjnym – zaproponowanym między innymi przez Feliksa Konecznego czy Samuela Huntingtona – ujęciu, wpadniemy w długie tabelki z porównaniami systemów prawnych, religii, form władzy, będziemy się zastanawiać nad relacjami rodzinnymi, próbować zestawiać sakralny świat hinduizmu ze zdesakralizowanym katolicyzmem…

Dzisiaj, mimo iż świat uległ niesamowicie przyspieszonemu procesowi globalizacji, mającym zwiastować „koniec historii” i ostateczne zwycięstwo jednego (demokratyczno-liberalnego) kur-su, którym miały podążyć wszystkie państwa i narody, pojawił się na arenie czynników tworzących cywilizacje zupełnie nowy gracz, mogący w przyszłości sprawić, że nasze drogi rozejdą się tak bardzo, jak nigdy do tej pory w historii się nie zdarzyło. Mowa oczywiście o technologii, a w zasadzie nawet nie o samej technologii, ale całym skomplikowanym systemie relacji między państwem, człowiekiem, a technologią. Skrajnie różne podejścia, które dzisiaj prezentują rządy różnych krajów w stosunku do postępu technologicznego mogą całkowicie zmienić obraz świata, jaki znamy.

Totalne Chiny

Zdecydowanie najsprawniej technologię do własnych celów wykorzystuje władza w Chinach. Państwo całkowicie kontroluje (i jednocześnie pomaga im zdobywać globalną dominację) firmom technologicznym jednocześnie wykorzystując ich osiągnięcia do całkowitej kontroli swoich obywateli. Każdy ruch obywatela Chin, a nawet wyraz twarzy– zarówno na ulicy, jak i w internecie – jest śledzony i analizowany przez skomplikowane algorytmy. Miliony zainstalowanych kamer oraz systemy rozpoznawania twarz śledzą każdy ruch mieszkańców, nie tylko największych miast, ale często głębokich prowincji. Skomplikowane algorytmy oceniają ich zachowania przyznając albo odejmując punkty zaufania. Nie trzeba popełnić żadnego przestępstwa, aby być podejrzanym w oczach chińskiej władzy. Wystarczy zbyt długie, albo zbyt częste przebywanie z osobami o niskiej reputacji, aby samemu takie punkty tracić. Osoby o niskiej reputacji są systemowo szykanowane – mogą wy-lecieć z pracy, szkoły, opuścić kraju, a nawet nie kupić biletu na pociąg. Zwalczane są w ten sposób również praktyki religijne oraz chcące zachować odrębność grupy etniczne – możemy obserwować los muzułmańskich Ujgurów, gdzie osoby, które nie chcą się dostosować (czyli w praktyce wyrzec się swojej odrębności) są poddawane różnorakim szykanom, z ograniczeniem wolności włącznie.

Ameryka sterowana biznesem

Zdecydowanie luźniejsze stosunki między ludźmi, władzą, a firmami technologicznymi panują w Ameryce. Tam – jeżeli ktoś zbiera masowo różne, często wrażliwe dane, obywateli robi to najprawdopodobniej po to, aby je wykorzystać do zarabiania pieniędzy. Jeżeli kamera w sklepie analizuje Twoje emocje, to próbuje powiązać to powiązać z Twoimi za-kupami, jeżeli telefon śledzi ile czasu spędzasz w barze to może się okazać, że gdzieś w tle Twój ubezpieczyciel przelicza Ci na nowo cenę proponowanej polisy. O ile państwo aktywnie wspiera amerykańskie firmy technologiczne i lobbuje w ich interesie nawet poprzez swoich ambasadorów w innych krajacy (tak jak to miało na przykład miejsce w Polsce, kiedy z amerykańskiej ambasady do polskiego premiera wysyłane były listy z „sugestiami” odnośnie nowych po-datków, to na całkowitą wzajemność amerykański rząd nie zawsze może liczyć – niejednokrotnie tamtejsze firmy technologiczne działały wbrew politycznym interesom Ameryki – jaskrawym przykładem są udostępnione ostatnio chińskiemu rządowi przez firmę Apple dane uczestników protestów w Honkgongu.

Europejska ochrona obywatela

Zapewne na przeciwległym brzegu leży europejski system prawny, który w centrum stawia interesy i prywatność obywateli. Zbieranie i przetwarzanie danych podlega znacznym restrykcjom, firmy technologiczne muszą poinformować kto i w jakim celu zbiera takie informacje, a obywatel państwa członkowskiego Unii Europejskiej musi jawnie wyrazić na to zgodę. Oczywiście nie zawsze udaje się egzekwowanie tego prawa (szczególnie jeżeli chodzi o chińskich i amerykańskich technologicznych potentatów), ale taka działalność (i jej wpływ na nasze życie) jest jednak bardzo znacząco ograniczona. Niestety skutkiem ubocznym takiej polityki jest słabnąca konkurencyjność europejskich firm technologicznych i uzależnianie się od wspomnianych wcześniej amerykańskich i chińskich korporacji. Najlepszych europejskich specjalistów wysysa z lokalnego rynku już nie tylko amerykańska Dolina Krzemowa, ale także Chiny, a nawet w jakimś stopniu Rosja czy Arabia Saudyjska. Kra-je zachodniej Europy poddały walkę w technologicznym wyścigu i bardzo ciężko będzie im utrzymać swój obecny status.

Dzika reszta świata

Tak naprawdę cała reszta świata poza kilkoma krajami jak Rosja, Izrael czy Arabia Saudyjska (które są mimo wszystko gdzieś pośrodku tych trzech skrajnych postaw), nie ma ani na tyle rozwiniętych firm technologicznych ani na tyle silnego systemu prawnego, aby móc działać podmiotowo w tym temacie. Stają się więc często poletkiem doświadczalnym dla dużych graczy na którym sprawdzają jak daleko mogą się po-sunąć na przykład ingerując w wy-bory. Zasadniczo nie ogranicza tam ich działań żadna władza państwowa. Wiele państw afrykańskich jest tak zdominowanych przez Chiny, że ingerują nie tylko w wyniki wyborów, ale przez ich serwery przechodzi każda notatka, jaką sporządzają tamtejsi urzędnicy.

Deglobalizacja

Tak jak poprzednie dekady zbliżały cały świat do siebie (chociaż niekoniecznie na równych warunkach), tak w ostatniej mogliśmy zaobserwować gwałtowne odwrócenie tego trendu. Światowa sieć Internet została w niektórych krajach zastąpiona (całkowicie kontrolowaną) siecią wewnętrzną, wojny patentowe mocno ograniczyły coś, co kiedyś było „wolnym rynkiem”, a słabnąca dominacja Stanów Zjednoczonych spowodowała pojawienie się nowej – chińskiej – potęgi, która konkuruje z dotychczasowym hegemonem na właściwie każdym polu. Wszystko to prowadzi do coraz większej izolacji poszczególnych części świata.

Nowe porządki

Dla państw takich jak Chiny, w których nastąpił całkowity mariaż z firmami technologicznymi w celu sprawowania kontroli nad obywatelami, wszystkie pozostałe, różne od osi władza-człowiek-technologia, próby opisu rozwoju cywilizacyjnego przestaną mieć znaczenie. Narzędzie, jakim jest ich system punktów zaufania społecznego, może skłonić obywateli tego państwa do przyjęcia dowolnych pożądanych przez władze zachowań, z kultem religijnym włącznie. Analogicznie – jeżeli trend się utrzyma – centralną osią systemów prawnych państw europejskich będzie (przynajmniej pozorna) ochro-na swoich obywateli i ich prywatności przed zakusami firm technologicznych. Będzie to musiało, prędzej czy później, doprowadzić do powstania osobnego internetu i wszelakich barier prawno-celnych także u nas.

Nie tylko kontrola

Oko wielkiego brata nie jest jedynym (może nawet nie jest najważniejszym) cywilizacyjnym problemem współczesnego świata w kontekście nowych technologii. Dużo mówi się, o społecznych konsekwencjach rewolucji związanej z automatyzacją, która może wypchnąć setki milionów ludzi na całym świecie poza rynek pracy. Jeszcze poważniejsze są dylematy natury bioetycznej takie jak eksperymenty na ludzkim genomie czy integracja ciała człowieka z elektronicznymi interfejsami. Nie tak dawno chińscy naukowcy ogłosili narodziny pierwszych zmodyfikowanych genetycznie ludzkich bliźniąt, których genom miał być zmieniony tak, aby zapewnić im odporność na wirusa HIV. Akt tak dalekiej ingerencji w ludzką biologię został oficjalnie zgodnie potępiony przez wszystkie liczące się środowiska naukowe, a nawet chińskie władze, które zapowiedziały należyte ukaranie naukowca, który przekroczył tę czerwoną linię. Mimo zgodnych głosów sprzeciwu musimy być świadomi, że takie eksperymenty zaczną się pojawiać coraz częściej, będą coraz odważniejsze, a w końcu prędzej czy później zostanie to wykorzystane przez władze któregoś państwa do własnych celów. Regulacja tych kwestii pozostaje niewątpliwie największym bioetycznym wyzwaniem najbliższych dekad, a coraz większy izolacjonizm poszczególnych części świata wcale nie ułatwia rozwiązania tego problemu. Technologiczny wyścig zbrojeń między dwoma światowymi potęgami może całkowicie zmienić nie tylko redefinicję tradycyjnego pojęcia „cywilizacji”, ale nawet wymóc na nas redefinicję pojęcia „człowieka”. Z pewnością pojawią się również nowe ruchy religijne, które – tak jak dwudziestowieczny „New Age” pod wpływem odkryć z dziedziny fizyki kwantowej próbował dokonać mariażu okultystycznych wierzeń z nauką – będą chciały wykorzystać technologię do swoich celów. W pewien sposób będzie to oddziaływać także na naukę istniejących systemów religijnych, w szczególności Kościół katolicki, który będzie musiał na płaszczyźnie swojego nauczania mierzyć się z kolejnymi bioetycznymi problemami.

Michał Wlazło

/md

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce

Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więce

#Deglobalizacja, #globalizacja, #media, #technologia