Oświata w okowach systemu

2014/1/20

Skoro polski system edukacji tak dobrze wypada w rankingach, to dlaczego rodzice narzekają?

Jaka polska szkoła jest, każdy wie. Zasadniczo, poza entuzjastami europejskich standardów edukacyjnych oraz osobami bezdzietnymi, Polacy zgadzają się, że instytucja mająca służyć kształceniu i wychowaniu kolejnych pokoleń naszego narodu już dawno straciła swój autorytet i traktowana jest bardziej jako zawada, niż pomoc na drodze rozwoju młodego człowieka. Potwierdza to jedyny w swoim rodzaju fenomen ostatnich dwudziestu lat, jakim jest działalność istniejącego od 2009 r. Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, z jego budzącą najwięcej emocji akcją „Ratuj maluchy”. Oto początkowo niewielkie grono osób, dzięki pomysłowi, tytanicznej pracy i konsekwencji działania, potrafiło zainteresować sprawami polskiej szkoły prawie milion Polaków. Odrzucenie przez posłów obywatelskiej inicjatywy referendum w sprawie dalszych losów reformy oświaty jest, oczywiście, wyrazem posłuszeństwa wobec polityki rządu realizującego wytyczne Komisji Europejskiej zgodne ze strategią lizbońską. W odpowiedzi na obywatelskie nieposłuszeństwo premier postanowił wzmocnić skuteczność reformowania szkoły i mianował nową minister w resorcie Edukacji Narodowej, Joannę Kluzik-Rostkowską. Zainteresowanych perspektywami jej pracy na nowym stanowisku odsyłam do licznych wywiadów udzielanych przez nią popularnym czasopismom opiniotwórczym. Warto w tym miejscu zauważyć, że najgłośniejszy obrońca praw pracowniczych nauczycieli, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, już zdążył zadeklarować mocne poparcie dla wysiłków nowej minister na froncie walki z rodzicami sześciolatków. Poza tym interesuje go wyłącznie los Karty Nauczyciela, która w warunkach szkoły „po reformie” pozostaje w dużej mierze martwa, oraz szanse wdrożenia nowoczesnej edukacji seksualnej we wszystkich typach szkół.

Analizując obecny stan polskiej szkoły, nie wolno nam być gołosłownymi. „Jeśli nie masz danych, Twój głos jest zaledwie jedną z wielu opinii”. Kierując się tą myślą zaczerpniętą ze wstępu do międzynarodowego raportu PISA (Programme for International Student Assessment), zainicjowanego przez OECD, przytoczmy kilka wniosków płynących z przeprowadzonego w 2009 r. na populacji piętnastolatków badania ich kompetencji w dziedzinie czytania i interpretacji tekstu, matematyki i nauk przyrodniczych. Obszary te przez twórców programu PISA zostały nazywane „fundamentem kompetencyjnym”, ponieważ – według nich – umiejętności wypracowane na tym polu pozwalają człowiekowi w sposób najskuteczniejszy stawiać czoło problemom współczesnego świata i realizować założenia strategii uczenia się przez całe życie (Long Life Learning). Prezentując omawiany raport, MEN dumnie wskazuje wynik Polski, która pod względem sukcesu edukacyjnego nareszcie znalazła się w czołówce państw europejskich. Polscy gimnazjaliści dobrze radzą sobie zwłaszcza z czytaniem ze zrozumieniem, nieco gorzej wypadają kompetencje matematyczne i przyrodnicze, za to cieszy spadek liczby uczniów z najsłabszymi wynikami w nauce. Rośnie liczba szkół wyposażonych w komputery: to ciągle 11,5 uczniów przy stoliku komputerowym, ale przecież jest coraz lepiej. Brakuje laboratoriów szkolnych, jednak dyrektorzy szkół nie postrzegają tego jako wielkiej przeszkody w edukacji. To o co tym Polakom chodzi?
Jak zwykle, wszystko zależy od interpretacji: badanie kompetencji uczniów przebiega według zmiennych kryteriów, stąd wrażenie spadku liczby najsłabszych jednostek. Obniżenie wymagań skutkuje wzrostem osób średnio lub dobrze radzących sobie z zadaniem egzaminacyjnym. Ten sam efekt obserwują nauczyciele na wszystkich poziomach edukacji. Wynika to zresztą z priorytetu, jaki stawia OECD przed szkołą europejską: piętnastolatek ma umieć funkcjonować w społeczeństwie demokratycznym i być mobilnym pracownikiem, a nie kształcącym swój indywidualny talent człowiekiem. Podnoszony co i rusz postulat dostosowania polskiego absolwenta do realiów rynku pracy i tak pozostaje na papierze, a szczytem przekwalifikowania się magistra ekonomii albo germanistyki pozostaje szkolenie w Hewlett Packard, i to bynajmniej nie w dziale technologii. MEN zapomniało też zwrócić uwagę na systematycznie malejącą liczbę uczniów osiągających sukces edukacyjny w tzw. najwyższych staninach. To ci najzdolniejsi, może geografowie, może historycy lub chemicy, dla których perspektywy rozwoju zawodowego w Polsce wciąż maleją. Warto jednak iść śladem akcji „Ratuj maluchy”, nie załamywać rąk i nie czekać, aż eksperyment edukacyjny przyniesie wreszcie wymierny efekt w postaci odebrania Polakom ich kolejnego młodego pokolenia.

 

Anna Sutowicz

© Civitas Christiana 2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej