Okna życia na celowniku

2013/02/22

Komisja Praw Dziecka ONZ w imię ochrony dobra dzieci postanowiła zwalczać okna życia. Czy to schizofrenia? Nie, tak właśnie wygląda rzeczywistość polityczna rodzącego się na naszych oczach „nowego wspaniałego świata”, pokazującego co i raz kolejne przerażające oblicza.

 

Okno życia to miejsce usytuowane w budynku szpitalnym lub należącym do organizacji kościelnej (często do żeńskiego klasztoru), gdzie rodzice – zazwyczaj samotna matka – mogą w anonimowy sposób pozostawić swoje dziecko. Oczywiście wiąże się to z ich osobistym dramatem, lecz w tym wypadku liczy się to, że dziecko przeżyje. To jak potoczą się dalej jego losy, to inna i skomplikowana sprawa, ważne jednak jest, że w wielu wypadkach udaje się ocalić ludzie życie.

Chociaż sam pomysł okien życia narodził się jeszcze w średniowieczu, współcześnie pojawiły się one Polsce stosunkowo niedawno, bo w 2006 roku. W tej chwili na terenie kraju funkcjonuje ich 49 i do tej pory uratowano dzięki nim ponad 50 dzieci. W samym tylko 2013 roku były już trzy takie przypadki. Podobne placówki funkcjonują w pozostałych krajach Europy i tak jak w Polsce pozwalają ratować życie dzieciom, których rodzice decydują się je oddać.

 

Komu to przeszkadzało?

Problem z oknami życia pojawił się w drugiej połowie 2012, gdy ONZ zwróciła się do Unii Europejskiej z żądaniem ich zamknięcia. Podany powód był kuriozalny, argumentowano bowiem, że funkcjonowanie okien życia prowadzi do sytuacji, w której dziecko zostaje pozbawione wiedzy o tożsamości swoich rodziców. To zaś jest rzekomo niezgodne z art. 7. pkt 1. Konwencji o Prawach Dziecka przyjętej przez ONZ w 1989 roku. Polskie tłumaczenie tego zapisu, które wiernie i rzetelnie oddaje treść tekstu angielskiego brzmi następująco: „Niezwłocznie po urodzeniu dziecka zostanie sporządzony jego akt urodzenia, a dziecko od momentu urodzenia będzie miało prawo do otrzymania imienia, uzyskania obywatelstwa oraz, o ile to możliwe, prawo poznania swoich rodziców i pozostawania pod ich opieką.” (http://www.unicef.org/magic/resources/CRC_polish_language_version.pdf).

Na tym można by właściwie zakończyć dyskusję. Widać przecież, że jeśli ktokolwiek na podstawie owego zapisu wyciąga wniosek, że dziecko ma bezwzględne prawo znać tożsamość swoich rodziców, to mamy do czynienia z przynajmniej jedną z trzech okoliczności, osoba taka: bezczelnie kłamie lub nie zna znaczenia słów lub nie zna podstaw logiki. Jasno i wyraźnie czytamy w zapisie prawnym klauzulę „o ile to możliwe”, a skoro tak, to nie da się z całą pewnością wykluczyć sytuacji, w której nie ma takiej możliwości, albo jest ona ograniczona. Choćby nawet jednak zapis prawny był pozbawiony tej klauzuli to i tak całą kontrowersję można by łatwo sprowadzić do absurdu. Po co komu znajomość tożsamości własnych rodziców, jeśli pozbawi go się życia? Trzeba przecież pamiętać, że okna życia mają chronić noworodki przed porzuceniem na śmietniku, klatce schodowej, czy w innym miejscu, gdzie ich szansa przeżycia radykalnie spada.

 

Inżynieria cywilizacji śmierci

Nie można się więc dziwić, że niektórzy katolicy w bardzo ostry sposób wypowiadali się o postulacie ONZ. Dobitnie świadczy o tym jeden z internetowych komentarzy: „Te lucyferiańskie zbiry nigdy – nigdy – nie ukończą swego dzieła, dopóki gdzieś na świecie będzie się tlił bodaj maleńki płomyczek dobra, dopóki nie zniszczą wszystkiego, co piękne, dopóki nie wdepczą wszelkich ludzkich odruchów w błoto i gnój – i dopóki nowy, zreformowany człowiek nie uzna, że tak właśnie trzeba.”

Inżynierowie cywilizacji śmierci rzeczywiście starają się jak mogą. Jednak w kontekście całego szeregu pomysłów mających doprowadzić, do „jeszcze większej ogólnoświatowej szczęśliwości”, jeszcze mocniej dającej się doświadczyć troski o „cywilizacyjny rozwój i postęp” pomysł likwidacji okien życia prezentuje się nader niekorzystnie. Nie da się przecież ukryć jaskrawej sprzeczności między tym, że w trosce o dobro rodziców popiera się in vitro, a jednocześnie zwalcza się miejsca, które mogą ocalić życie dzieciom. Jak się jednak okazuje nawet tak głębokie sprzeczności w łonie śmiercionośnej ideologii w świecie zdominowanym przez siłę rażenia liberalnych mediów mogą pozostać niezauważone.

Warto, mimo, że w obliczu tak drastycznie nieludzkich manifestacji zła trudno zachować zimną krew, podejść do sprawy w spokojniejszy, merytoryczny sposób. Tym bardziej, że nawet ze strony katolickiej można usłyszeć głos krytyków okien życia. Argumentują oni w następujący sposób: okna życia nie są rozwiązaniem idealnym, powodują przecież niepożądaną sytuację, w której rodzice oddając dziecko osobom trzecim rezygnują z praw rodzicielskich. A przecież możliwa jest sytuacja, w której po jakimś czasie, po refleksji nad własnym czynem dojdą oni do wniosku, ze podjęli złą decyzję. Wtedy nie będzie im łatwo odzyskać dziecko, szczególnie gdy nie podając własnej tożsamości (a tak to się na ogół odbywa) zostawili je w oknie życia.

 

Rozwiązanie trwałe czy doraźne?

Trzeba tutaj zwrócić uwagę na kilka aspektów. Na dzień dzisiejszy sprawa wygląda tak, że w znakomitej większości przypadków dzieci szybko znalazły się w rodzinach zastępczych. W przeszło 6-letniej historii polskich okien życia tylko raz miała miejsce sytuacja, gdy matka i babka zostawionej w kieleckim oknie życia dziewczynki zmieniły decyzję i wróciły po nią. Ponadto, nie ulega wątpliwości, że okna życia nie są rozwiązaniem idealnym. Nikt, żaden człowiek dobrej woli, ani tym bardziej instytucja, nie są w stanie zapewnić dziecku takiej miłości, jaką mogłoby ono otrzymać od dobrych, troskliwych rodziców. Jeśli dochodzi do sytuacji, w której ktoś (dobrowolnie lub pod wpływem trudności życiowych) oddaje własne dziecko innym, to zawsze jest to dramat, zarówno dla dziecka jak i dla rodzica, nawet jeśli ten ostatni nie zdaje sobie sprawy z moralnych konsekwencji podejmowanej przez siebie decyzji.

Żeby rzetelnie ocenić działanie okien życia trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że są one odpowiedzią konkretnej grupy ludzi na konkretny problem. Inaczej więc wygląda sprawa, jeśli patrzy się na nią od strony zorganizowanej społeczności, która ma możliwość przemyślanego reagowania na zaistniały problem, a inaczej, gdy widzi się to z perspektywy dręczonej wewnętrznymi rozterkami matki. Rozsądnie działający ludzie dobrej woli, dyżurujący przy oknach życia wielokrotnie udowodnili już, że są w stanie stanąć na wysokości zadania i jeśli taka będzie konieczność natychmiast zapewnić ocalonemu dziecku opiekę i pomoc medyczną. Rzecz jasna pozostaje do rozwiązania kwestia ponownego uregulowania prawa adopcyjnego, tak aby dzieci mogły jak najszybciej trafiać do godnych zaufania rodziców zastępczych.

W Polsce kwestia ta była już dawno przedmiotem zainteresowania polityków. W maju 2009 roku w sprawie wsparcia i upowszechnienia inicjatywy “okno życia” złożył interpelację do Prezesa Rady Ministrów poseł Artur Górski. Pisał między innymi tak: „Zadaniem okien życia jest uratowanie przed śmiercią i opieka nad niechcianymi noworodkami. Matki, które z różnych powodów nie chcą zatrzymać swoich nowonarodzonych dzieci, mogą je anonimowo zostawiać w takich pomieszczeniach bez narażenia siebie i dziecka. Niechciane dziecko, które matka pozostawi w oknie życia, zostaje następnie oddane do szpitala na badania. Matka ma jeszcze czas zastanowić się nad swoim postępowaniem i odebrać dziecko. Jeśli tego nie zrobi, takie pozostawione dziecko trafi do pogotowia rodzinnego, a następnie, w ciągu kilku tygodni, do rodziny zastępczej.” W odpowiedzi na ten dokument Marek Bucior, podsekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, stwierdził między innymi, że: „(…) porzucenie dziecka jest okolicznością wystarczającą dla pozbawienia władzy rodzicielskiej.” (oba dokumenty tutaj: http://sejm.e-prawnik.pl/vi-kadencja/interpelacje/14430.html). Mamy więc (dotychczas nie uregulowaną) rozbieżność opinii w sprawie tego jaka jest sytuacja prawna dziecka po oddaniu go do okna życia. Albo jest tak, że rodzice po oddaniu dziecka mogą jeszcze cofnąć swoją decyzję (jak to miało miejsce w Kielcach), albo tak, że zostawienie dziecka powoduje automatyczne zrzeczenie się praw rodzicielskich. Do tej pory nie uregulowano tego żadną ustawą.

 

Ochronić większe dobro

Na całą sprawę warto jeszcze spojrzeć z uwzględnieniem stosowanej przez etyków zasady podwójnego skutku. Trzeba ją brać pod uwagę, przy ocenie sytuacji, w których podejmowane działanie (w tym wypadku organizowanie okien życia) wywołuje jednocześnie dwa skutki: dobry (uratowanie życia dziecka) i zły (spowodowanie sytuacji, w której dziecko jest pozbawione informacji o personaliach swoich rodziców – zarzut ONZ lub okoliczności, w której rodzice są pozbawieni możliwości łatwego wycofania się ze zbyt pochopnej decyzji – zarzut niektórych krytyków katolickich). W myśl tej zasady należy unikać podejmowania decyzji, w której skutek zły ma poważniejsze konsekwencje moralne niż dobry i podjąć działanie, gdy ochronione zostanie większe dobro, nawet kosztem krzywdy, którą wyrządzi komuś nie dający się uniknąć zły skutek. Patrząc z tej perspektywy okna życia są dobrym rozwiązaniem, ponieważ pozwalają ochronić ludzkie życie. Jest ono bezcenne w porównaniu z negatywnymi skutkami ubocznymi, które towarzyszą ich funkcjonowaniu.

Walka między dobrem a złem rozgrywa się nieustannie, również na poziomie życia społeczno – politycznego. Interwencja ONZ w sprawie okien życia jasno pokazuje, że organizacja ta, założona tuż pod koniec II wojny światowej po to, by dbać o utrzymanie międzynarodowego pokoju może stać się jednym z narzędzi w rękach inżynierów cywilizacji śmierci.
Adam Wątróbski

© Civitas Christiana 2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej