Sutowicz: Niepodległość istnieje przez kulturę

2022/11/11
Rejtan at Sejm of 1773 by Jan Matejko 1866
"Rejtan — Upadek Polski", obraz Jana Matejki z 1866 roku

... Nie chodzi tylko o to, aby walczyć o rzeczywistą niezależność narodu
i aby w tej walce szukać godziwych dróg i środków,
ale może rzeczą najważniejszą jest wartość moralna ludzi i ich zdolności

Kazimierz Kowalski

Każdy naród posiada swą odrębną od innych, specyficzną kulturę. Oczywiście często jego kultura jest podobna do kultur innych, pokrewnych narodów, nigdy jednak nie będzie ona identyczna. Wydaje się, że kultura jest tym, co dany naród sytuuje. Potrafi ocalić jego byt nawet w sytuacji, kiedy znika jego język. Tak więc kultura osadzona w ramach danej cywilizacji jest dla narodu najważniejsza.

Ocalenie kultury było jednym z najistotniejszych czynników ocalenia narodu polskiego w czasie rozbiorowym, czyli przez ponad 100 lat. Jeżeli zaś przyjrzymy się naszej historii bliżej, to bez wątpienia zauważymy, że w niektórych wypadkach był to okres znacznie dłuższy. Tak się nieszczęśliwie składa, że mówiąc o odzyskiwaniu niepodległości - odzyskiwaniu a nie odzyskaniu - mamy tu bowiem do czynienia z pewnym procesem, ograniczamy nasze zainteresowanie do ziem, które znajdowały się w granicach Rzeczpospolitej szlacheckiej w przededniu III rozbioru. A przecież Polacy żyli także poza granicami państwa i to nie jako emigracja, lecz zwarta masa. Stało się tak na skutek licznych i długotrwałych błędów polityki polskiej, których nie zamierzam teraz omawiać.

Warto jednak dzisiaj pamiętać o wszystkich tych, którzy działali nie tylko na polach bitew, lecz swą żmudną pracą budowali niepodległy naród często w bardzo trudnych warunkach. Tak było np. na Górnym Śląsku, który w XIX wieku zachował polską mowę, ale sytuacja polskości była tu bardzo trudna. W stuleciu tym gasły ostatnie ogniska polskości Dolnego Śląska, a Polska z języka i kultury ludność Górnego Śląska, pozbawiona elity intelektualnej musiała zderzyć się z falą germanizacji wspieraną bismarckowskim kulturkampfem. Z pewnością praca budzicieli narodowych nie była tu łatwa. Musieli oni przede wszystkim uświadomić tej ludności, kim jest, nadać jej zwartość i spoistość, odrodzić w tych ludziach narodową dumę, a wszystko to odbywało się przez kulturę. Podobnie, choć chyba jeszcze trudniej wyglądała sytuacja w Prusach Wschodnich, które w niektórych swych fragmentach nigdy nie były częścią państwa polskiego. Także i tu jednak następowało przebudzenie narodowe, co prawda dużo wolniej i z mniejszym niż na Górnym Śląsku skutkiem.

Nasuwa mi się tu pewna refleksja. Otóż nie sposób oprzeć się wrażeniu, że było w kulturze polskiej coś, co przyciągało do niej te odłamy narodu, które, jak się zdawało, dawno od niego odpadły. Daje się zauważyć inny fenomen. Otóż w XIX stuleciu obserwujemy przechodzenie na polskość ludzi nie będących z pochodzenia Polakami, a do tego reprezentujących sobą duży poziom kultury. Można tu wymienić choćby Samuela Bogumiła Lindego czy Józefa Elsnera. Można zastanowić się, co by było, gdyby ten proces trwał nadal aż do naszych czasów? Być może nasz zasięg narodowy na zachodzie byłby jeszcze szerszy niż obecnie. Karol Stojanowski, polityk polski z czasów II wojny światowej uważał, że możliwy jest powrót do pnia kultury słowiańskiej zgermanizowanej przed około 1000 lat ludności słowiańskiej zamieszkałej między Odrą a Łabą. Być może, że była to wizja nierealna. Lecz właśnie przed II wojną pojawiła się na obszarze rdzennych Niemiec grupa, która określiła się jako Słowianie języka niemieckiego. Poza tym na obszarze tym przetrwał jeden naród, istniejący właściwie tylko dzięki kulturze i zachowanemu szczątkowo językowi. Chodzi mi o Łużyczan, którzy w bardzo niesprzyjającym niemieckim otoczeniu przetrwali 1000 lat, choć nie wiadomo, czy wytrzymają obecnie nadchodzącą epokę globalizacji, nie przewidującej miejsca na taką odrębność.

Obrona polskości poprzez kulturę nie była domeną tylko kresów zachodnich. Także na Wileńszczyźnie, Podolu, Ukrainie, dalekich kresach wschodnich udało się ocalić byt narodu poprzez książkę czytaną w domu przez ojca czy matkę dzieciom. Bardzo ważne tu były tradycje walk powstańczych, które wprawdzie przyczyniały się do osłabienia polskiego stanu posiadania, lecz zarazem nadawały kresom pewną atmosferę ze swymi niezaprzeczalnymi wartościami. W tym wypadku spojrzenie trzeźwo myślącego polityka byłoby nieco inne i być może gdyby nie było powstań, to i tak kresy wschodnie miałyby swój niepowtarzalny klimat, być może, że tradycja wykształciłaby się na jakimś innym podkładzie, ale nad faktami niedokonanymi w historii trudno debatować. Kresy wschodnie są przykładem zachowania polskości choćby dlatego, że na ich część Polska nie powróciła nigdy, ani w roku 1918, ani w 1921, ani tym bardziej w 1945, a to, co przeżyła tamtejsza ludność, trudno nawet opisać. Niemniej te kilka lat wolności, jakie zostały kresowym Polakom podarowane ostatnio, są najlepszym przykładem zachowanej żywej kultury, która przekroczyła granice, nawet najszerzej rozumianej Polski i odradza się np. w Kazachstanie czy na Syberii.

Można by wiele pisać na temat czynników, które dały Polakom moc do przetrwania, a kulturze polskiej potrzebny w trudnych czasach impet. Wydaje się jednak, że najważniejsza tu była wiara ludu i jego przywiązanie do Kościoła. Bez przesady można powiedzieć, że polski lud co najmniej 100 lat przed Dmowskim zrozumiał, iż "katolicyzmu od polskości oddzielić się nie da" i z tą wiedzą trwał na posterunkach wyznaczonych mu przez Boga. Wspomniany autor w początkach wieku XX, analizując sytuacje Polaków w swych "Myślach nowoczesnego Polaka", o skuteczności walki kulturalnej napisał następująco: "Warstwy, przechowujące kulturę narodową i tradycje przeszłości, nie zaginęły u nas, nie wynarodowiły się, nie jesteśmy więc, jak np. Czesi zmuszeni do tworzenia wszystkiego na nowo lub do odgrzebywania wytworzonych niegdyś pierwiastków samoistnej kultury narodowej z popiołów, do odcyfrowania jej z zapleśniałych dokumentów. Nasz lud zdobywając oświatę i uświadamiając się narodowo, ma przed sobą żywą skarbnicę kultury narodowej w inteligentnej warstwie społeczeństwa."

Na koniec muszę wspomnieć o najważniejszej chyba dziś kwestii, jaką jest zagrożenie narodowego bytu przez kulturę nienarodową. To, co dzieje się w tej dziedzinie, dziś może napawać lękiem. Globalno-liberalne podejście do wszystkiego, także do kultury, powoduje zatracanie wartości, które stanowiły podstawę bytu narodów. Mamy do czynienia z destabilizacją postaw, próbą przebudowania mentalności tak, by była ona jak najbardziej uniwersalna, a można by ją zaklasyfikować jako permisywizm. Być może, że przeszłe pokolenia Polaków umiałyby sobie i z takim przeciwnikiem poradzić, lecz czy my będziemy umieli, czy okażemy się godnymi ich następcami?

Tekst archiwalny z 1998 roku.

/em

Piotr Sutowicz

Piotr Sutowicz

Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana. Wicenaczelny Kwartalnika Civitas Christiana. Historyk, publicysta.

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#Piotr Sutowicz #archiwa #niepodległa polska #niepodległość #Polska
© Civitas Christiana 2023. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej