Piotr Sutowicz: Z perspektywy Dmowskiego

2020/11/30
roman-dmowski-in-color.jpg

2 stycznia minęła kolejna rocznica śmierci Romana Dmowskiego - w tym roku nieokrągła. Polityk zmarł w 1939 roku, w dworku rodziny Lutosławskich w Drozdowie, z którą od wielu lat był zaprzyjaźniony i przez którą traktowany był jak przyjaciel i najbliższy krewny.

Przyczynek do dyskusji – medycyna i morfologia wymoczków włoskowatych

Do dziś dnia jego myśl polityczna bywa przedmiotem krytyki, ale i inspiracji, jedna i druga ujawnia się najczęściej niestety według określonych, bardzo uproszczonych schematów. Bierze się jakąś wypowiedź polityka lub wręcz kawałek cytatu i używa się go do atakowania całej myśli twórcy narodowej demokracji, w drugim wypadku robi się dokładnie na odwrót - cytując go dowodzi się, że myśl twórcy obozu narodowego nadal ma cechy wręcz profetyczne. Obie strony nie przebierają w środkach, by udowodnić odległe od siebie cele. Pierwsi chcą z Dmowskiego uczynić ksenofoba, faszystę, a może wręcz nazistę, drudzy zaś niestety czynią z jego dorobku myślowego przedmiot muzealny. Z obydwoma stronami tej wątpliwej dyskusji rozmawia się trudno.

Dmowski na pewno zasłużył na to, by jego metodologię myślenia o narodzie oraz prowadzenia polityki traktować poważnie. Błędy należy krytykować, pamiętając o tym, że wynikały z kalkulacji i wiedzy znanej mu w danym momencie. Osiągnięcia polityka wymagają zaś przypominania i chwalenia, w końcu nikt nie przeczy, że mamy do czynienia z jednym z ojców niepodległości. Jeżeli coś się prezentuje, to skalę jego zasług.

W ciągu swego życia pan Roman funkcjonował kolejno w kilku odmiennych rzeczywistościach politycznych, tak jak całe jego pokolenie. Przyszedł na świat 9 sierpnia 1864 roku w Kamionku, miejscowości, która jeszcze w XIX stuleciu została włączona do Warszawy, dziś stanowi części dzielnicy Praga –Południe. Warto wspomnieć, że czas urodzenia czyni go o trzy lata młodszym od Józefa Piłsudskiego, który przyszedł na świat 5 grudnia w Zułowie na Wileńszczyźnie. Życiorysy obu panów bywają ze sobą splatane przez kolejne pokolenia Polaków, do tego stopnia, że do dziś niekiedy mówi się, że Polską rządzą dwie trumny. Jeżeli przyjrzeć się bliżej naszej polityce, to w takim stwierdzeniu jest ziarno prawdy. Jak to z ziarnem bywa, jest ono jednak stosunkowo nieduże, resztę zajmują spory polityków, którzy chcą być odniesieni do myśli jednego z obu wymienionych.

Wraz z całym pokoleniem młody Roman dorastał w rzeczywistości popowstaniowej. Represje carskie, jakie nastały w latach młodości całej tamtej generacji, odcisnęły się nie tylko na osobach, ale i na myśleniu o narodzie. Zarówno Dmowski, jak i Piłsudski w podobnych realiach zaczynali swą aktywność społeczną, niemniej udzielane sobie odpowiedzi na te same pytania zaprowadziły ich w zupełnie inne miejsca, które w przyszłości staną się osiami sporu polityki polskiej trapiącymi nas, przynajmniej na poziomie publicystyki, w tym także prowadzonej przez czynnych polityków, do dziś dnia.

Obaj panowie chcieli się uczyć. Piłsudski zaczął studiować medycynę w Charkowie, ale splot różnych okoliczności, w tym chyba przede wszystkim jego aktywność antyrosyjska, nie pozwoliły mu wyjść poza I rok. Dmowski zaś z sukcesem zakończył studia biologiczne, które uwieńczył pracą kandydacką nt. morfologii wymoczków włoskowatych, która była nawet opublikowana w specjalistycznym wydawnictwie uniwersyteckim. Pewnie to rodzaj studiów wykształcił u niego specyficzny sposób myślenia o relacjach społecznych, w tym tych międzypaństwowych.

Nasz patriotyzm

Ów biologizm mógł mieć oblicze negatywne, jak i pozytywne. Patrzenie na relacje między narodami przez optykę świata zwierzęcego mogłoby w określonych okolicznościach być zjawiskiem negatywnym. Z drugiej jednak strony pozwalało ono Dmowskiemu spojrzeć na Polaków jak na całość bez dzielenia ich ze względu na zamieszkałe akurat państwo rozbiorcze. Polskość Dmowskiego była ponad zaborowa. On i jego współpracownicy tę perspektywę patrzenia wprowadzili do myślenia przed politycznego, a potem w tym duchu zaczęli pracę na wszystkich szczeblach swej aktywności. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na wydaną anonimowo przez naszego bohatera broszurę pt. „Nasz patriotyzm”. Ukazała się ona w roku 1893 i była wynikiem swoistego zamachu stanu, jaki on i jego poplecznicy dokonali w obrębie wcześniej działającej organizacji Liga Polska, przekształcając ją w kwietniu tegoż roku w Ligę Narodową. „Nasz patriotyzm” był swoistym manifestem politycznym grupy.

Już w pierwszym akapicie tego tekstu pada bardzo znamienne zdanie, które Dmowski nosił w sercu przez cały czas swej pro niepodległościowej działalności przed i w trakcie I wojny światowej:

„każdy czyn polityczny Polaka, bez względu na to, gdzie jest dokonywany i przeciw komu skierowany, musi mieć na widoku interesy całego narodu”.

Myśl ta znajduje rozwinięcie dalej, gdzie autor mówi np. o obowiązkach deputowanego Polaka w parlamentach państw rozbiorczych. Idea ta była trudna w sytuacji, kiedy poddani poszczególnych cesarstw rozbiorczych zobowiązani byli do lojalności wobec swych rządów, niełatwo też było statystycznemu Polakowi wznieść się ponad myślenie dzielnicowe, gdy z krajem, w którym zamieszkiwał, łączył go szereg interesów np. gospodarczych, czy nawet mentalnych. Czas, kiedy nie istniało państwo polskie, trwał wówczas około 100 lat, a większość prób odzyskania suwerenności skierowane było przeciw jednemu zaborcy, najczęściej rosyjskiemu, chociaż nie można tej kwestii generalizować. Ów trójpodział narodu polskiego był doskonałym narzędziem politycznym zaborców, którzy wobec chęci uzyskania własnej korzyści grali nią dowolnie. Temu zjawisku miała przeciwdziałać ogólnonarodowa, ponad zaborowa myśl polityczna.

„Nasz patriotyzm” wydawał się być manifestem małej grupy romantyków, którzy chcieli czegoś zupełnie nowego, niesłychanego i niespotykanego. A jednak Dmowski romantykiem z pewnością nie był, a wspomniany powyżej jego „biologizm”, a nawet jakaś forma darwinizmu, czyniła go niewrażliwym na porywy romantyczne w polityce. Wraz z „Naszym patriotyzmem” rodziła się polska szkoła zimnej kalkulacji, prowadząca często do działań niepopularnych i niezrozumiałych. Od tego momentu Liga Narodowa zaczęła pracę na rzecz przebudowania mentalnego narodu polskiego. Młody Dmowski był zafascynowany Anglią i jej sposobem organizacji politycznej, stąd czerpał pierwsze wzorce ustrojowe dla przyszłości ojczyzny. Z czasem daje się wyłowić również inne fascynacje. Niewątpliwie przykładem dla niego stało się zjednoczenie Niemiec przez Prusy, niemniej daleko idącym uproszczeniem byłoby twierdzić, że to w pruskim sposobie życia społecznego widział on wzór przyszłego Polaka. Na pewno uznawał, że wroga najlepiej zniszczyć jego własną bronią.

Dmowski, stawiając na pierwszym miejscu pojęcie interesu całości narodu, przeciwstawił się zarówno myśleniu zaborczemu, jak i klasowemu, co od początku czyniło go wrogiem ruchu robotniczego, w którym nadzieje pokładali inni działacze niepodległościowi, w tym Piłsudski. Panu Romanowi nie zależało na tym, by upadł carat czy pozostałe monarchie, on chciał zjednoczonej Polski. Jeżeli droga do niej prowadzić miała po ich trupach, to w porządku, a jeśli niekoniecznie ich los stawał mu się obojętny. Odrzucając ruch socjalistyczny, jako możliwą drogę do niepodległości Polski, Dmowski nie upatrywał alternatywy w konserwatyzmie, lecz w modernizacji stosunków społecznych. Wydaje się, że jest to ważny rys jego myśli - Dmowski pozwoliłby na odpowiedź na pytanie o to, czy państwo narodowe ma być monarchią czy republiką. W końcu XIX wieku kwestia ta pozostawała otwarta i można wyobrazić sobie sytuację, w której jest otwarta do dziś dnia. Politykowi odpowiedź wydawałaby się z pewnością kwestią drugorzędną, na pierwszym miejscu stawiał bowiem problem suwerena, czyli rządów narodu w państwie. Na pewno był demokratą i republikaninem, ale dla potrzeb strategii politycznej gotów był wiele poświęcić.

Nie był natomiast skłonny do pozostawienia nienaruszonego postfeudalnego ładu społecznego. Potrzeba budowania narodu nowoczesnego, jak go widział, nakazywała swoistą industrializację myślenia o kulturze. Dmowski dość stanowczo walczył z myślą, że to szlachta jest nośnikiem polskiej kultury, a ponieważ to ona stała za polskimi, przegranymi powstaniami narodowymi, to tylko jego opinię wzmacniało. Obcym mu był też kult powstań, który wydawał się niepotrzebnym zupełnie rozdrapywaniem ran i wykrzywianiem mentalności narodowej. Wokół tego zagadnienia wytworzyła się później ogromna debata, w wyniku której jedni czynią z Dmowskiego niemal zaprzańca, drudzy zaś wskazują na nowatorstwo takiego stawiania sprawy. Na pewno sam bohater nie chciałby być postawiony w charakterze symbolu przy alternatywie: bić się czy nie bić. Na pewno zalecałby rozważenie wszystkich możliwości i wykalkulowanie najlepszego z możliwych rozwiązań.

Japońskie zimne kalkulacje

W Japonii Dmowski znalazł się w maju 1904 roku, w wyniku splotu losów sprawy polskiej i wielkiego konfliktu międzynarodowego. Zastał tam ni mniej ni więcej tylko Józefa Piłsudskiego. Sprawy polskie znowu rozgrywane były na gruncie polityki obcego państwa a do tego jeszcze tak bardzo egzotycznego.

W lutym tegoż roku wybuchła wojna rosyjsko – japońska. Podłożem jej, jak w wypadku większości konfliktów tamtego czasu, stała się chęć imperialnego panowania nad pewną częścią globu. Nowoczesna aktywność Japonii na polu międzynarodowym była dość świeżej daty. Kraj ten wyzwalał się ze struktur feudalnych, jakie kneblowały go jeszcze 50 lat wcześniej. Jego wejście na arenę dalekowschodniej rozgrywki mocarstw było więc nader nowe, niemniej od razu nastąpiło zderzenie z ekspansją Rosji, a polem rozgrywki były m. in. Chiny i Korea. Japończycy nie godzili się na umacnianie rosyjskiej potęgi u swych granic, a ponieważ rozmowy pokojowe nic nie dały, przystąpili do działań zbrojnych. Na pozór mogło to wyglądać dziwnie: mały kraj uderzył na światowe imperium, przebieg wydarzeń zaskoczył jednak wszystkich, oprócz oczywiście samych Japończyków, którzy zadali Rosjanom kilka strategicznych ciosów, przyczyniając się do odepchnięcia caratu od ciepłych wód chińskich i przejmując częściowo ich obszar wpływów w Mandżurii.

Sprawa polska była dla Japończyków możliwym marginesem działań, który być może mógłby ich interesować przy określonych okolicznościach. Sytuację postanowił wykorzystać właśnie Piłsudski, który zabiegał o wsparcie z ich strony dla polskiego powstania, które mógłby wywołać w Kongresówce i ziemiach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, co oczywiście utrudniłoby prowadzenie wojny Rosjanom. Dmowski rozmawiał z nimi o czymś wręcz odwrotnym, namawiając, by się w sprawy polskie nie mieszali. Japończycy kierowali się swoimi interesami, Dmowski swoimi, a Piłsudski oczywiście również swoimi. Pan Roman uważał, że wybuch powstania w tej konkretnej chwili dziejowej nic Polsce nie da oprócz ogromnych represji, które wywoła. Nie miał dla niego znaczenia fakt rozstrzygnięcia się dalekowschodniej wojny na korzyść którejś ze stron, jeżeliby sprawa polska miała być trwale pogrzebana. Jego argumentacja względem Japończyków musiała przebiegać po linii braku korzyści z powstania dla sprawy japońskiej, utrzymywał on w rozmowach, że więcej kosztuje Rosję pilnowanie porządku w Kongresówce niż likwidacja krótkotrwałego powstania i możliwość przerzucenia znacznych sił na Daleki Wschód.

Oczywiście Japończycy nie zdecydowali się na „odpalenie” kwestii polskiej i doprowadzenie do powstania, i oprócz niewielkiego wsparcia finansowego dla działań, które można określić jako wywiadowcze, Piłsudski nic znaczącego nie uzyskał. W rzeczywistości cesarstwo pewnie nie chciało umiędzynarodowienia konfliktu i jego przeciągania, lecz szybkiego zakończenia z wymierną korzyścią dla siebie. Najpewniej to realizm polityczny Japończyków względem japońskiego interesu zadecydował o wyniku rozmów. Dalekowschodnia aktywność Dmowskiego wskazuje na jedno: niechęć do któregokolwiek państwa zaborczego nie może prowadzić do nieprzemyślanej decyzji o zaszkodzeniu mu dla zasady. Są sytuacje, kiedy utrzymanie biologicznych sił narodu stoi ponad wszystkim. Część komentatorów w akcji japońskiej Dmowskiego dopatruje się jego prorosyjskości, co jest całkowitym rozminięciem się z prawdą. Wojna z Japonią okazała się dla Rosji tragedią jeszcze z jednego powodu: doprowadziła do kryzysu politycznego, który zachwiał krajem, co było dowodem na jego słabość. Dmowskiemu wskazało to nowy kierunek działania.

Myślenie geopolityczne

Myśl geopolityczna Dmowskiego jest najbardziej znaną i akceptowaną częścią jego dorobku i chociaż krytycy często zarzucają mu chęć porzucenia Kresów Wschodnich, to jest to oczywista nieprawda. Natomiast postulowane przez niego zwrócenie się na zachód w zasadzie racjonalnie wyrażanych sprzeciwów nie budzi. Wszystko to miało swe korzenie w myśleniu o całości narodu właśnie. Obóz wszechpolski odkrył obecność polskojęzycznej ludności we wschodnich częściach Prus i jej instynktowne ciążenie ku polskości. Podjęto olbrzymi trud edukacyjny zmierzający do włączenia tych ludzi w krwiobieg narodu polskiego, co udało się w znacznej części, chociaż trzeba podkreślić, że brakło czasu i przemyślanej strategii na uratowanie polskiego szczepu na Dolnym Śląsku, a pomysłu na skuteczną narodową repolonizację Mazurów. Niemniej fakt stał się faktem - polskość na ziemiach zachodnich odżyła. Germanizacja, mimo brutalnych środków stosowanych przez Niemcy, została w zasadzie zatrzymana, ziemie zachodnie zaczęły się powoli integrować z rdzeniem narodu. Trzeba było jednak budować plan polityczny na połączenie wszystkich Polaków w jednym organizmie politycznym. Dmowski, widząc słabnięcie Rosji i brak z jej strony możliwości asymilacyjnych względem Polaków, zwrócił się w tę właśnie stronę, ogłaszając Prusy największym wrogiem narodu polskiego. Myśl ta jest syntezą przekonania polityka co do takiego faktu oraz strategii politycznej zmierzającej ku wojnie zaborców, którzy mieliby się wzajemnie wykrwawić stając się na tyle słabymi, że Polacy mogliby odbudowywać się w miarę swobodnie. Plan był skomplikowany, ale napinające się stosunki międzynarodowe zdawały się zmierzać do jego realności.

Nie miejsce tu na opisywanie poszczególnych etapów przedwojennej polityki Dmowskiego - składa się ona zarówno z publicystyki, jak i dyplomacji, a wszystko musiało się odbywać bez odsłaniania właściwych celów. Na tym też polega trudność w analizowaniu działalności tego polityka jeszcze przed wojną. Jedno nie ulegało żadnej wątpliwości cała jego aktywność realizowała postulat jednoznacznego zerwania niepisanego porozumienia mocarstw rozbiorczych względem Polski. Celem konfliktu międzynarodowego, w który nasz polityk chciał wpisać sprawę polską, była klęska Niemiec i zjednoczenie ziem przynależnych do narodu polskiego choćby pod panowaniem rosyjskim, a następnie konsekwentne dążenie do jak największej autonomii z wizją niepodległości na samym końcu. Nie ma tu miejsca na postulowaną przez wrogów Dmowskiego jego rzekomą filorosyjskość, jest natomiast dalsza realizacja postulatów wyrażonych w „Naszym patriotyzmie”, od których zdaje się na krok nie odstąpił. Jednak mimo ogromnej pracy edukacyjnej, jaką ruch wszechpolski włożył w ciągu tych kilku dziesięcioleci swego istnienia, nie wszystkie zwroty i strategie Dmowskiego zyskiwały sobie poklask społeczny. Polityka nie zawsze jest romantyczna i uczuciowa, właściwie częściej nie jest takową - trudniej z dyplomaty zrobić bohatera obrośniętego legendą. Na działalności Dmowskiego mścił się polski romantyczny charakter narodowy oraz cały szereg konfliktów, w tym klasowych, których w żaden sposób nie dało się wygasić.

Bardzo trudno odpowiedzieć na pytanie, na ile wewnątrzrosyjska polityka Dmowskiego przyczyniła się do wybuchu I wojny światowej, ale na pewno jest faktem, że jakąś rolę w podgrzewaniu atmosfery odgrywała. Warto przy okazji kolejnej rocznicy śmierci polityka pomyśleć chwilę nad tymi mniej widocznymi fragmentami naszej najnowszej historii.

Naród

Podmiotem dla Dmowskiego był naród i jego interesy. Tak było przed wojną, tak było i w dwudziestoleciu międzywojennym. Czasy się zmieniały, okoliczności przynosiły nowe wyzwania, z którymi „Pan Roman” czasem sobie radził, a czasem chyba nie. Nie zmienia to jednak w niczym jego sposobu myślenia. W późniejszych latach coraz mocniej dostrzegał rolę tradycji, cywilizacji i Kościoła, do którego zbliżył się mocno. Mógł bliżej przyjrzeć się prawidłom życia wewnętrznego narodu, na co wcześniej pewnie nie miał czasu. Widział kryzys demokracji parlamentarnej, która kontestowali także młodzi ludzie uważający się za jego uczniów, chyba miał z tym pewien problem. Wreszcie zaczął analizować procesy zakulisowe rządzące światem. Czy zawsze dochodził do słusznych konstatacji? Pewnie nie.

Dziś często padają pytania, co ten i ów polityk zrobiłby w naszych realiach, jakie sojusze by popierał, a które by zwalczał. Jeśli chodzi o odpowiedź Dmowskiego, to na poziomie teorii byłaby ona prosta: wchodzić w takie układy, które realizują interes narodowy, wychodzić z tych, które albo szkodzą, albo nic nie dają. W jednym pewnie byłby nieugięty: naród musi być podmiotem polityki i to założenie byłoby dla niego chyba bezdyskusyjne. Być może więc w dzisiejszych czasach nie byłby aż taki „nowoczesny”. Na pewno nie przywiązywałby wagi do swoich publicystycznych opinii wygłoszonych w konkretnym czasie w stopniu, w jakim się to robi obecnie. I chyba wizja owych dwóch trumien też by mu nie odpowiadała.

/łb

 

Piotr Sutowicz

Piotr Sutowicz

Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana. Wicenaczelny Kwartalnika Civitas Christiana. Historyk, publicysta.

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#Dmowski #polityka Polski #Roman Dmowski #historia
© Civitas Christiana 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej