dr Anna Sutowicz: Historia Kościoła. XVIII. W obronie grobu Chrystusa

2021/1/19
18 Historia Kosciola

Po śmierci Grzegorza VII na wygnaniu wydawało się, że Kościół znowu znajdzie się w defensywie walki o prawa do niezależności względem cesarstwa niemieckiego. Henryk IV tryumfował i mścił się za konieczność publicznej pokuty u bram Canossy. Kiedy po krótkim pontyfikacie Wiktora III i długiej przerwie spowodowanej trudnościami zewnętrznymi znowu wybrano na stolec papieski spadkobiercę reformatorskich dążeń Cluny, Urbana II, cesarz postanowił nie dopuścić do objęcia przez niego stolicy chrześcijaństwa. Przeciwstawił mu też antypapieża Klemensa, doprowadzając do krótkotrwałej schizmy.

Urban II był jednak nie tylko odpowiedzialnym zwierzchnikiem Kościoła rzymskiego, rozczytanym w dziełach reformatorskich swojego czasu, ale też zręcznym politykiem, umiejącym wykorzystać każde warunki przybliżające go do obranego celu - udźwignięcia i utrzymania Kościoła w stanie, o jakim marzył dla niego Grzegorz VII. Początkowo na wygnaniu w południowej Italii pozostawał tam na łasce miejscowych biskupów i żył z jałmużny książąt normańskich. Stamtąd jednak dość sprawnie kierował swoją owczarnią. Wkrótce objawił swoją nieugiętą naturę i prawdziwą odwagę, by nie rzec brawurę, zwołując synod reformistyczny do Melfi w 1089 r. Postanowiono na nim m.in. nakaz odłączania od żon duchownych wyższych święceń pod groźbą sankcji kościelnych dla nich samych oraz zwierzchnich biskupów. W ten sposób Urban II próbował definitywnie rozwiązać sprawę nikolaizmu i dziedziczenia godności duchownych. Tak ostre postawienie sprawy postawiło go w rzędzie wrogów świeckich i duchownych książąt, a jednak papież umiał zorganizować sobie sojuszników, których odnajdywał przede wszystkim wśród prostych księży, w zakonach, między przeciwnikami cesarza niemieckiego. Wykorzystując zaś kłopoty wewnętrzne Henryka IV, z jakimi zaczął się on borykać we własnej rodzinie i państwie, udał się do Francji w 1092 r. i tu zwołał w Clermont kolejny synod biskupów, na którym miano radzić nad dalszymi działaniami usprawniającymi rozwój Kościoła. W dwunastym dniu obrad, pod koniec listopada 1095 r., papież wystąpił publicznie przed zgromadzonym duchowieństwem i rycerstwem Francji i wygłosił słynną mowę, która pociągnęła do działania więcej rycerstwa niż kiedykolwiek później w historii. W ten sposób miała się objawić wielka potęga moralna i polityczny autorytet papiestwa, wobec którego cesarz niemiecki pozostał na marginesie wydarzeń i musiał pogodzić się z własną porażką. Urban II zwrócił się mianowicie z płomienną mową wzywającą rycerzy chrześcijańskich do podjęcia orężnej obrony Grobu Chrystusa, hańbionego przez niewiernych, stojących już u bram Europy. Apel ten spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem obecnych i szybko dotarł do nieobecnych, tak że miast planowanej jednej armii krzyżowców musiano zorganizować aż cztery i wyprawić do Ziemi Świętej.

Wbrew rozpowszechnianej od XIX wieku opinii wielu historyków, wyprawy krzyżowe otwierają najpiękniejszą kartę dziejów Kościoła; tego Kościoła, który postanowił zaangażować wszystkie swoje polemiczne, moralne, modlitewne i polityczne siły, by ratować wydzierane sobie skarby - miejsca pamiętające życie ziemskie Jezusa Chrystusa, by w ten sposób obudzić drzemiącą w narodach europejskich energię cywilizacyjną, zdolną zjednoczyć najniżej usytuowane jednostki społeczne na wyżynach wartości ponadczasowych i pozaludzkich oraz odmienić pogrążające się w anarchii politycznej chrześcijaństwo. Aby to zrozumieć, trzeba zdobyć się na uważne przeczytanie przytoczonego przez kronikarza Fouchera de Chartres tekstu słynnej przemowy Urbana II, którego całość jest raczej trudno dostępna dla przeciętnego adepta historii. W dodatku mamy prawo posądzać tłumacza o nieadekwatne stosowanie współczesnych nam terminów oraz oderwanie przekładu od całej złożonej otoczki filozoficzno-ideologicznej źródła. A jest ono nadzwyczaj ciekawe, dające wgląd w pobudki kierujące papieżem, oraz możliwe przyczyny podjęcia apelu przez rycerstwo Europy.

Urban II mianowicie zwraca się do wszystkich, "do jakiego kto by nie należał stanu zarówno /.../ biednych jak i bogatych", aby "wypędzili z granic chrześcijańskiego świata ludzi tego niecnego rodzaju [tj. Turków]". Papież widzi więc obraz chrześcijaństwa inaczej niż my współcześnie: nie tylko poszerzony o Azję Mniejszą i Afrykę od kilku wieków opanowaną przez muzułmanów, ale też takiego, za który odpowiedzialny jest każdy wyznawca Chrystusa, co czyni go godnym przynależności do Niego. Dziś już zupełnie zapomnieliśmy i pogodziliśmy się z faktem, że ojczyzna Jezusa jest odległym obszarem, na którym gospodarzą albo Żydzi albo Arabowie w zależności od wyniku toczących się tam nieustannie walk, że Ziemię Świętą wydzierają sobie obce nam cywilizacyjnie nacje. Tak potoczyła się historia i nikt poważnie myślący nie zamierza zmieniać jej biegu. Jednak w końcu XI wieku, gdy sprawa przynależności Palestyny była jeszcze oczywista - widziano ją w granicach "chrześcijańskiego świata" - wołanie o odparcie niewiernych, którzy "wyrządzali zło chrześcijanom /.../, napadali, plądrowali, nakładali nadzwyczajne podatki przy wejściu do miasta" (z kroniki Michała Syryjczyka, cyt. za: Ives Chiron, Przyczyny Pierwszej Wyprawy Krzyżowej, Myśl Polska: 17-18/1996), było głosem sumienia całego chrześcijaństwa, wołaniem o obronę tego, co integralnie przynależało do niego.

Urban II poruszył w swej przemowie najczulsze struny chrześcijańskich serc: "przez wieki pozwalaliście niewiernym deptać, profanować, hańbić Ziemię Świętą i Grób Jezusa Chrystusa". Miał rację. Jerozolima przecież od śmierci Założyciela chrześcijaństwa była jego sercem, centrum modlitewnym, mimo iż to w Rzymie osiedli papieże i stąd przewodzili Kościołowi. Już w czasach apostolskich, kiedy siew Ewangelii przestał przynosić obfite plony wśród Żydów, a działalność misyjna przeniosła się na tereny Europy, Afryki i Azji Mniejszej, Rzym wyraźnie wysunął się na plan pierwszy jako ośrodek cywilizacyjny cesarstwa, w granicach którego na razie rozwijał się młody Kościół. Lecz tak naprawdę nigdy nie ustał ruch pielgrzymkowy do miejsc świętych: najpierw przyjmujący chrześcijaństwo Żydzi przyjeżdżali tu zgodnie z nakazem Prawa Mojżeszowego, następnie w czasach prześladowań pielgrzymi chrześcijańscy zjawiali się tu dość rzadko, ale w okresie panowania Konstantyna Wielkiego odwiedzano Palestynę nie tylko w celach modlitewnych, ale też kierując się ciekawością. Monarcha ten wiedziony chrześcijańskim przywiązaniem do pamiątek po Jezusie postanowił z inspiracji swej matki Heleny, odnaleźć zniszczone i zakopane przez rezydujących tu od powstania żydowskiego w 70 r. Rzymian miejsca ziemskiej wędrówki Nauczyciela. Wybudował tu następnie własnym sumptem wspaniałe bazyliki, szczególnie nad Grobem Świętym, a odnaleziony krzyż, na którym umarł Zbawiciel, podzielił na trzy części i rozesłał jako relikwie do Kościołów Europy i Afryki. Ziemia Święta odzyskała więc dawną rangę duchowej stolicy chrześcijan, nad którą pieczę sprawowali cesarze bizantyjscy.

Kiedy w VII w. pojawili się tutaj Persowie pod wodzą króla Chosroesa II, a następnie Arabowie, prący od strony Damaszku na północ i zachód, zajmując całą niemal Afrykę Północną, która osłabiona herezjami nie umiała stawić im czoła, cesarz bizantyjski Herakliusz, nie dysponując odpowiednio potężnymi środkami obrony zwraca się na zachód o pomoc - niewielka, ale nadchodzi. A więc pierwsza krucjata tak naprawdę miała miejsce jeszcze w 628 r. Niestety już dziesięć lat później Palestyna zostaje oderwana od "chrześcijańskiego świata", a więc od tej cywilizacji, o której z taką troską myślał ideowy następca Grzegorza VII. Sytuacja pogorszyła się znacznie na przełomie X/XI w., gdy Arabów wyparli Turcy Seldżuccy, również wyznawcy islamu. Do poczucia hańby dołączyło się prawdziwe prześladowanie mieszkających tu ciągle w dużej ilości i przybywających z pielgrzymką katolików. Pomysł krucjat zrodził się już wtedy w głowie Sylwestra II, następnie podejmowany przez Grzegorza VII, miał być zrealizowany dopiero za pontyfikatu Urbana II. Kiedy do niego właśnie (nie do żadnej władzy świeckiej) zwrócił się o przysłanie rycerzy najemnych zdolnych obronić chrześcijan wschodnich przed niewiernymi Aleksy Komnen, władca Bizancjum, papież postanowił wykorzystać okazję. Zwrócił się jednak z apelem do całego rycerstwa, pragnąc zorganizować wyprawę niezależną od zasobów cesarstwa wschodniego.

W historiografii, szczególnie tej współczesnej, znajdujemy określenie krucjat jako "wojny świętej", przyrównując je w ten sposób do nakazu walki z niewiernymi, zostawionego Arabom przez Mahometa. Rzeczywiście, papież chętnie posługuje się terminem "niewierny" w swoim przemówieniu. Jednak nie wolno nam upraszczać problemu tylko ze względu na słowa, jakie padły w Clermont. "Wojna święta" pchnęła Arabów do podbojów, które zagarnęły największe zdobycze chrześcijan: w VII w. Egipt, Tunis, Libię, na pocz. VIII w. Hiszpanię, w IX w. Sycylię, Korsykę i Sardynię, w Azji zaś oderwały Armenię, obszar do Pendżabu, a na północy do Morza Kaspijskiego. I taki właśnie był cel tych wypraw, dobrze zorganizowanych, o mocnej podbudowie ideologicznej, a przez to potężnych, z którymi ledwo poradził sobie w VIII w. Karol Wielki. Natomiast chrześcijanie nigdy nie posuwali się do zbrojnych działań w imię nawracania, nawet jeśli proszona o wsparcie władza świecka hańbiła się takimi posunięciami. Krucjaty stanowiły tylko godną odpowiedź na "świętą wojnę" muzułmanów. Kościół musiał odwołać się do zbrojnego ramienia społeczeństw Europy, jeśli chciał zachować stan posiadania z pierwszych wieków po Chrystusie. Papież apelując do sumień rycerzy wołał: "Dlatego zwracam się z pokorną prośbą, nie ja, lecz Pan" i jeszcze: "Wszak to nakazuje Chrystus". Owo "Deus le volt" rozumiano wszędzie jako konieczność stawienia czoła wrogom samego Boga. Wierzono bowiem, i to musimy sobie uświadomić my - dalecy od kultu relikwii i miejsc świętych, że Bóg nigdy nie przestał być obecny fizycznie tam, gdzie oddał za nas życie. Średniowiecze bardziej niż jakakolwiek inna epoka oddawała się słodkim wyobrażeniom o przenikających świat materialny istotach niebieskich, a więc czyż miano nie wierzyć, że tam, w Palestynie, Zbawca i Nauczyciel przechadza się ciągle po ogrodach i ulicach swojej ziemskiej ojczyzny?

Krucjaty jednak obudziły nie tylko chrześcijańskie sumienia obrony Grobu Chrystusa, zrujnowanego przez Saracenów. Ten potężny, trwający dwa wieki ruch zrodził nowe idee społeczne, przemieniające obraz wszystkich niemal stanów, ale przede wszystkim rycerstwa. Chociaż bowiem w wyprawy krzyżowe angażowały się całe społeczeństwa, jako pierwsi ruszyli na przykład chłopi pod wodzą niesławnego Piotra z Amiens, jednak wraz z narodzinami idei krucjat powstała też cała przepiękna oprawa ideologiczna życia rycerza chrześcijańskiego. Wyśmiewanie tych ideałów rozpoczęło się wraz z Cervantesem, ale przecież to właśnie one nadały naszej kulturze szczególny rys: kierowanie się honorem, obroną skrzywdzonych, poświęceniem dla Boga i narodu. To, co można powiedzieć o dużej części rycerzy, którzy udawali się do Ziemi Świętej po awans i łupy, bo i takich nie brakło, tego nie wolno nam przenosić na kierujących się czystym pragnieniem przysłużenia się Bogu. Do nich papież zwracał się: "Cóż może dać większą chwałę niż stawienie czoła śmierci przy uwalnianiu Miasta, gdzie Jezus Chrystus umarł za was?" Zdawał sobie on zresztą sprawę, że wielu "rozbójników" podąży za wyprawą, ale i im obiecywał: "kto tu przeciwnikiem Boga, tam będzie Mu przyjacielem", bo taka miała być nagroda za "sprawiedliwą walkę z barbarzyńcami". Europa zaczęła już cierpieć poważnie z rąk zubożałych wasali, pragnących dochrapać się podobnej pozycji jak ich zwierzchnicy feudalni. Urban II okazał się nie tylko znawcą tych problemów, ale też znalazł sposób na ich rozładowanie: "Niech wystąpią przeciw niewiernym do boju /.../, który powinien przynieść w obfitości łupów (?), ci, którzy od dawna przywykli nadużywać praw prywatnej wojny przeciw swoim współwyznawcom", "Niech się obecnie staną rycerzami". I to było najważniejsze. Każdy, kto szedł do Ziemi Świętej stawał się "żołnierzem Boga", "rycerzem Jezusa Chrystusa". To stanowiło o jego szlachetnym statusie, godności, gwarantowanej słowem Ojca Świętego, "upoważnionego przez Boga". Od dawna historycy nie zwracali już uwagi na to, że idący na bój z niewiernymi, zastawiali lub sprzedawali swe majątki, mimo iż papież przyrzekał im opiekę nad dobrami. Ekskomunikował też wszystkich, "którzy ośmieliliby się pod nieobecność żołnierzy Chrystusa występować przeciwko ich żonom, ich dzieciom lub ich dobrom". A jednak rycerze często wyzbywali się wszystkiego, pchani ideałem poświęcenia wszystkiego, położenia na szali swego życia. Oczekiwali jednej nagrody i niech to nas przekona o żarliwości religijnej ludzi tej epoki: odpuszczenia grzechów. Krucjaty były niejako szczególnie ciężką pielgrzymką, którą wielu, a zwłaszcza owych "rozbójników", odbywało w celach ekspiacyjnych. Papież swoim autorytetem obiecał: "Niech otrzymają teraz wieczną nagrodę ci, którzy dawniej za małą zapłatę byli najemnikami". Wyprawa do Ziemi Świętej była więc nie tylko marzeniem brawurowych rycerzy podobnym do wyobrażeń o działaniach wojennych współczesnych chłopców. Była wyrazem nadziei na osiągnięcie realnych korzyści i to nie materialnych, czy też nie tylko materialnych, ale przede wszystkim duchowych.

W końcu ważny jest też inny aspekt zorganizowania tak wielkiego ruchu. Rycerze chrześcijańskiego zachodu wyruszali na pomoc zagrożonym braciom na wschodzie. Schizma dopiero co się była dokonała, a przecież nie wszyscy, zwłaszcza prości katolicy, o niej wiedzieli. Krucjaty muszą więc być rozpatrywane jako dowód żywotnej ciągle idei jedności "świata chrześcijańskiego". "Jeszcze kilka miesięcy takiej obojętności i zobaczymy miecz muzułmanina nad naszymi głowami" - przekonywał Urban II. Nie zgodził się on jednak na oddanie cesarzowi Aleksemu najemników, może ze względu na ową rodzącą się ideologię rycerstwa, a może rozumiejąc konieczność podjęcia niezależnych działań. Czy liczył na odzyskanie wpływów katolickich na wschodzie? Chyba tak, szczególnie, że wkrótce po zdobyciu Jerozolimy ustanowił tam patriarchę łacińskiego, obok nieprzerwanie dotąd tam sprawującego władzę duchowną patriarchy greckiego.

Jak wiadomo, wyprawy krzyżowe: zdobycie Jerozolimy, nawet ustanowienie efemerycznego cesarstwa łacińskiego na wschodzie w początkach XIII w. niewiele zmieniły w kierunku zjednoczenia rozłączonych Kościołów. Wręcz przeciwnie - grabieże łacinników dokonywane w dziedzictwie Komnenów spowodowały tylko zaniechanie poparcia chrześcijan wschodnich dla idei krucjat. Cywilizacja łacińska straciła wówczas na zawsze Bułgarię, Macedonię, Grecję. To niechlubny wynik starań Urbana II i jego następców o odzyskanie dawnych granic "świata chrześcijańskiego". Jak również nie udało się na trwałe utrzymać Królestwa Jerozolimy w rękach katolików. Zawiniły nie tylko ambicje panów osadzanych tu na tronie. Wkrótce, pomimo zaangażowania największych autorytetów religijnych Europy, w tym Bernarda z Clairvaux, idea krucjat zaczęła przechodzić swój kryzys. Kolejne pokolenia Europejczyków przyzwyczajały się do obecności Arabów w Palestynie. Owe siedem wypraw organizowanych w przeciągu lat 1096-1291 odmieniły jednak na trwałe oblicze Europy. I to nie tylko dlatego, że rozwinął się handel lewantyński, lub z powodu zapoznania się i coraz głębszego zainteresowania nauką i filozofią arabską. Przede wszystkim zmieniły się struktury społeczne: utrwalił feudalizm lecz wzbogacony o ożywczą ideę służby rycerskiej, rozciągniętej na niższe stopnie drabiny społecznej. Przemieszczające się przez dwa wieki wzdłuż Europy masy ludzkie miały też okazję wzajemnej wymiany kultury. To na tle takiej Europy zrodził się ruch franciszkański, wyrosły z pięknych idei rycerskich ku realizmowi walki z ubóstwem duchowym i materialnym. Na mapie pojawiły się też małe i duże państewka władane przez zakonników krzyżowych, z których na naszym terenie pojawili się krzyżacy w Prusach i templariusze w Opatowie Sandomierskim. Istnienie do XVI w. tych specyficznych zakonów łączących w sobie idee religijne i społeczne jak: obrona Grobu Pańskiego, opieka nad pielgrzymami, obrona dróg prowadzących do miejsc świętych, było chyba najtrwalszym skutkiem krucjat, niestety również niezbyt pozytywnym. Zakony te uległy bowiem wynaturzeniu równie szybko, jak sama idea wypraw krzyżowych. Urban II mógłby jednak czuć się usatysfakcjonowany z jednego faktu: udało mu się odbudować autorytet Kościoła, tak mocno nadwerężony w czasie sporu z Henrykiem IV. Toteż wyprawy krzyżowe i poparcie krzyżowców będzie najsilniejszym atutem w przetargach kolejnego z wielkich papieży Innocentego III z Fryderykiem Barbarossą.

sutowicz ania

dr Anna Sutowicz

Historyk Kościoła, publicystka.
Członek Katolickiego
Stowarzyszenia
„Civitas Christiana”

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#cykl #Historia Kościoła
© Civitas Christiana 2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej