dr Anna Sutowicz: A jednak sobie radzicie...

2021/3/5
Prymas i kobiety

„Oto konsekwencja Bożych planów od raju poprzez Nazaret i Kalwarię, aż po grób Chrystusa. Zawsze ktoś jest nosicielem programu Stwórcy – a więc życia, bo życie jest światłością ludzi i Bóg nie chce śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i żył. Ten program nadal jest wykonywany i trwa. I jeżeli kto, to właśnie kobiety, powołane przez Chrystusa, który ich nie odtrącił, a nawet się nimi otoczył, mają być apostołkami życia, głosicielkami i obrońcami życia.”

Stefan Kard. Wyszyński w 1978 r. do Instytutu Prymasowskiego

Dlaczego nie jest łatwo mówić do współczesnych kobiet językiem prymasa Wyszyńskiego? Bo stworzyły swoja własną, inną niż przyjmowana przez Wyszyńskiego, narrację o świecie i sobie, i wierzą, że są na drodze do budowy własnego lepszego świata. Ostatnio ze strony kobiet padło zbyt wiele deklaracji porzucenia planu stwórczego, o którym wspominał Prymas. Ale, bądźmy szczerzy, zbyt często mamy do czynienia ze zniekształcaniem jego myśli, zwłaszcza gdy nadużywamy pojęcia "służebnica". Wszak kard. Wyszyński o wiele częściej nazywał kobiety świadkami Zmartwychwstania, uczniami Chrystusa, prorokiniami. Podziwiał ich nieustępliwość i siłę, której ufał Chrystus. Dziś jednak nawet postawienie przed kobietą prymasowskiego ideału naśladowania Maryi może się wydawać wielu nawoływaniem do posłusznej bierności.

Czy więc nie warto przywoływać myśli Prymasa? Warto, lecz nie po to, by przywrócić dawno przebrzmiały ludzki porządek. Sam Prymas był świadkiem zmieniającej się roli kobiet, ich awansu społecznego i traktował te zmiany z wielkim namysłem – jedne uważał za słuszne, przed innymi ostrzegał, jako wytrawny znawca zjawisk społecznych wiedział, że historia ma swoje prawa. Gdyby przyszło mu żyć w innych okolicznościach politycznych, byłby pewnie bardziej otwarty na zmiany, pewnie wzbudzałby nawet jakiś niepokój co bardziej konserwatywnych kręgów kościelnych. Historia postawiła go jednak w samym centrum paradoksu: gromadził tłumy spragnione optymizmu wiary, a ten trzeba było czerpać z tego co "dawniej", a nie z tego co "jutro". I ten paradoks niech dzisiaj będzie kluczem do odczytania nauczania prymasa o kobietach i do kobiet.

Rzeczywistość historyczna

Głos Prymasa o kobietach i do kobiet wypływał zawsze z przyłożenia niezmiennego nauczania Pisma Świętego, zwłaszcza Księgi Rodzaju, do zmieniającej się sytuacji społecznej w czasach PRL.

W latach 50-tych Polacy i Polki stali przed wyjątkowo trudną próbą, która polegała w pierwszym rzędzie na gruntownej przebudowie ról społecznych. Na ścianach wisiały plakaty zachwalające kompetencje kobiet-traktorzystek, w miastach hulały żłobki tygodniowe, a po ulicach jeździły tramwaje-żłobki odbierające dzieci od zapracowanych matek. Dzieci stały się przeszkodą tzw. awansu społecznego kobiety. W 1956 r. Sejm przyjął ustawę o warunkach dopuszczalności aborcji i żadna zmiana warty w Domu Partii przy Nowym Świecie nie porzuciła raz przyjętego pryncypium śmierci. Kobiety miały prawo nie rodzić, miały prawo studiować, mogły pracować zarobkowo. W zamian za obciążającą czasowo i fizycznie inwestycję w potomstwo, zaofiarowano kobietom równy dostęp do świadczeń emerytalnych. Choć w połowie XX wieku te wartości finansowe nie były jeszcze atrakcyjne, ale już udział w sferach urzędniczych i administracji rządowej otwierał drogę do wysokich stawek i godziwego zabezpieczenia jesieni życia. Pożądane, a dostępne nielicznym, stało się zatrudnienie w Milicji, UB, na kolei czy służbie więziennej. Określone profity emerytalne obiecywano pracownicom PGR-ów. Pod koniec następnej dekady Polki przekonały się, że na emeryturze można żyć całkiem godziwie, niekiedy nawet dostatnio. Już w końcu lat 70-tych polityka ta zaowocowała gwałtownym spadkiem urodzin. Gazety zaczęły bić na alarm, bo przecież w dobie wzrostu produkcji przemysłowej żądano rąk do pracy. Można było dostrzec pewne zwiastuny polityki rodzinnej, bardzo reglamentowanej, ale dającej pewną ulgę. Hasło „lodówka w każdym domu” było niewątpliwie pewnym krokiem ku ulżeniu kobietom łączenia ról matek i robotnic. Pamiętamy słynne gierkowskie M-2 lub góra M-3 zdolne zabezpieczyć potrzeby małych rodzin. Te wszystkie problemy wymuszające na kobietach polskich stawianie czoła codzienności nie były Prymasowi ani obojętne, ani ani obce.

Prymas o kobietach

Prymas poświęcił kobietom wiele czasu, nie bał się ich towarzystwa, traktował jak cenne współpracownice. W swoich przemówieniach i kazaniach dość często powoływał się na znajomość świeckich czasopism i literatury. Stąd jego głos o kobietach nie był głosem teologa-teoretyka, ale raczej duszpasterza i znawcy kobiecej natury. W jego kazaniach nie znajdujemy jednak zbyt silnego wydźwięku stanowego, jak to wówczas było w zwyczaju Kościoła. Znajdujemy w nich wyjaśnienie koncepcji teologicznych, ale też bardzo konkretne wskazania do realizacji w społeczeństwie. Zwracał się do szerokich mas ludzkich, ale i do węższych grup, w zależności od słuchaczy wprowadzał inne treści lub inaczej je akcentował.

W 1957 r. w Lublinie skierował do duchowieństwa ważne przesłanie, które można uznać za program swoistej polityki społecznej Kościoła wobec kobiet. Warto mu się przyjrzeć w kontekście wspomnianych wyżej problemów. Osią tego referatu stało się rozważanie nad uniwersalistyczną, chrześcijańską koncepcją kobiety, której roli nie da się sprowadzić do zadań gospodarczych czy rodzinnych, przeciwstawiając tej wizji pojęcia neopogańskie. Według Prymasa, chrześcijaństwo rozszerza spojrzenie na kobietę, natomiast pogaństwo – zawęża. Kościół bierze pod uwagę wszystkie aspekty jej osobowej natury: duchową równość względem mężczyzny i jednakową odpowiedzialność za powierzony przez Stwórcę świat.

Według Prymasa, kobieta cieszy się tą samą przyrodzoną wolnością - ma prawo wybrać swój cel i środki działania pod warunkiem zachowania planu Stwórcy. Tyle że w tym aspekcie potrzebuje mężczyzny, jak i on nie jest samowystarczalna do wykonania swoich zadań. Stwórca powołał do życia dwie istoty, mężczyznę i kobietę, równe sobie pod względem godności stworzenia. Kościół od początku swej historii wpisał się w ten zamysł poprzez jednakowy dostęp do sakramentów, dając wyraz wiary w jednakowe zdolności obu płci do korzystania z darów nadprzyrodzonych. Kobieta i mężczyzna cieszą się równymi przymiotami duchowymi, otrzymali wspólne zadanie gospodarowania światem stworzonym przez Boga i przekazywania życia. Ponoszą też jednakową odpowiedzialność za dzieło „napełniania ziemi”. A przecież różnią się wyglądem fizycznym i uzdolnieniami natury. Prymas zapewniał, że owa „odmienność nie jest różnicą istotną i zasadniczą”. Dziś te koncepcje zdążyły zadomowić się w katechizmie i nie budzą większych emocji. Także dzięki stałemu zaangażowaniu ks. Wyszyńskiego w ich upowszechnianie, także, a może przede wszystkim wśród duchowieństwa.

Koncepcje równości stworzenia i jednakowej godności kobiety i mężczyzny przy predyspozycji do innych zadań pozwalały Prymasowi kreślić konkretne rozwiązania prawne, propozycje programu nauczania Kościoła i szkoły, by umożliwić rozwój kobiety zgodnie z jej chrześcijańską wizją. Dlatego Prymas postulował odejście od przestarzałych koncepcji prawa odbierającego kobiecie podmiotowość czy zwalniającego ją od odpowiedzialności za czyny. „Nie istnieje prawo płci mocnej” – przekonywał Prymas. Tak jak „Kodeks z Synaju jest dla obojga”, tak i prawo państwowe i Kościół musi żądać jednakowego traktowania kobiet i mężczyzn. „Tak zwana płeć słaba” - tak, u Prymasa jest tam cudzysłów - ma takie samo sumienie moralne jak mężczyźni. Równe traktowanie pod względem prawa Prymas uważał za pozytywny aspekt życia publicznego. Był przychylny pracy zawodowej kobiet, wskazywał, że te, które nie czują powołania do życia rodzinnego, mogą się zrealizować właśnie na tej płaszczyźnie. To bardzo innowacyjne podejście jak na Kościół połowy XX wieku i Polskę wychodzącą ze stalinizmu. Postulował przy tym, by zachować uprzywilejowaną pozycję rodziny, w której oboje, mężczyzna i kobieta, mają najdogodniejsze środowisko realizacji swoich zadań biologicznych, gdzie się uzupełniają, pomagają sobie wzajemnie w zadaniu wychowania potomstwa, a przede wszystkim stanowią dla siebie indywidualną pomoc jako istoty o innych predyspozycjach psycho-fizycznych. Rodzina dzięki owemu dopełnieniu damsko-męskiemu stanowi ideał wychowawczy. Co ciekawe, dla Prymasa jest ona konieczna szczególnie w sytuacji, gdy szkoły nie zawsze zapewniają wychowanie koedukacyjne! Trzeba podziwiać niezwykły zmysł społeczny tego hierarchy, który wspólne nauczanie dziewczyn i chłopaków uważał za naturalne przedłużenie rodziny.

Prymas wyczulał na pogańskie koncepcje kobiety, które, według niego, były dla niej krzywdzące i wypaczały konkretne aspekty jej funkcjonowania. Za najbardziej niebezpieczne uważał traktowanie kobiety przez pryzmat jej cielesności. Prymas nie tylko bronił katolickiej koncepcji dziewictwa jako niezwykle ważnej dla zdrowego pojmowania kobiety, pozwalającej zachować jej wyjątkową wartość w społeczeństwie, nie tylko stawał w obronie moralności kobiet przed krzywdzącymi ocenami modnych publicystów i płaskimi męskimi dowcipami, ale przede wszystkim oddawał im prawo do bogatego życia duchowego. Oskarżał środki masowego przekazu, artystów i publicystów o propagowanie postawy seksualizmu i przedmiotowego traktowania kobiecego ciała. Popkultura propagująca cielesność była, według niego, po prostu nieestetyczna, a nade wszystko gorsząca i demoralizująca. Zwracał uwagę na propagowanie postawy starania o awans zawodowy przy pomocy seksu. Postulował wychowanie kobiety do czystości i skromności, do samoświadomości piękna.

Za równie niebezpieczne uważał Prymas wykorzystanie ekonomiczne kobiet, zwłaszcza w zawodach wymagających męskiej siły. Pracę niewiast na traktorze czy w kopalni określał jako nieprzystające do ich psychiki i formacji duchowej, a awans społeczny pojmowany jako „dotrzymanie [mężczyznom] kroku w każdej dziedzinie pracy” uważał za poważny błąd. Za to wskazywał inne płaszczyzny aktywności zawodowej kobiet, w których mogły one realizować swoje naturalne predyspozycje psychofizyczne: przedszkola, żłobki i szkoły. Otworem stało przed nimi życie naukowe, sądownictwo, przemysł lekki. Gdzie indziej z całą mocą piętnował Prymas nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn w miejscach pracy i pozbawianie je sprawiedliwej płacy.

Prymas do kobiet

W trakcie całego okresu prymasostwa kardynał Wyszyński nie unikał spotkań z kobietami.

Wiele razy zwracał się do dziewczyn podkreślając, że pod względem stworzenia są równe mężczyznom, a ich godność zobowiązuje je do zachowania czystości, skromności i pogłębiania formacji. Nie szczędził przy tym zachęt do dbania o swoje piękno. Prymas stosunkowo często, zwykle z dozą humoru, prosił młode kobiety o zachowanie zasad savoir-vivre`u w stroju i zachowaniu, ponieważ uważał je za zewnętrzny objaw kobiecości. Mawiał do nich, że jeśli są inne od chłopaków pod względem biologii, to tylko dlatego, że mają do wykonania specjalne zadanie, powierzone im przez Stwórcę: mają pomóc mężczyźnie w urządzaniu świata i zrodzić nowe życie. Ich kobiecość miała się w pełni realizować w trosce o nowe życie i o rodzinę.

Na przekór propagandzie komunistycznej, w 1957 r. zaprosił kobiety do udziału w Krucjacie w obronie życia i trzeźwości narodu. Ich trosce powierzał rodziny, gdzie kształtuje się sumienie narodu, tu walczy się z jego wadami.

Prymas nazywał kobiety „piastunkami dwojga dusz – swojej i dziecka”. Jej rola polega nie tylko na urodzeniu i wychowaniu dziecka, ale także na swoistym urodzeniu ojca tego dziecka. Prymas wskazywał szczególne zdolności psychiczne i duchowe niewiast, które predestynowały je do roli wychowawczyń narodu, wśród nich wskazywał zdolność do dawania siebie. W tym czasie wielokrotnie podkreślał, jak bardzo są potrzebne Kościołowi i Narodowi z ich dawno dowiedzionym męstwem i odwagą, zmysłem dyplomacji, cierpliwością i nieustępliwym trwaniem przy Chrystusie. Stawiał im przed oczyma przykłady świętych z historii Polski, które cierpiały i walczyły „w obronie wiary, ołtarzy, kołyski i rodziny” (1958 r.). W przeddzień odnowy łaski chrztu Narodu Polskiego w 1960 r. sformułował ten program dla kobiet katolickich jeszcze szerzej: „[trzeba] uchrześcijannić świat!” poprzez wytrwałą modlitwę, zaufanie i wierność wewnętrznej prawdzie. Prymas nikogo nie chciał zamykać w czterech ścianach domu - liczył na aktywność kobiet, ich zaangażowanie społeczne, zachęcał do nabywania i pogłębiania wykształcenia, wskazywał przykłady porządkowania świata tam, gdzie zawodzili mężczyźni. Lata 60-te to Nowenna i Milenium Chrztu Polski, które były pretekstem do tego, by do tych haseł wielokrotnie wracać w kazaniach w różnych miastach Polski.

Tam Prymas zawsze zwracał się z charyzmatyczną zachętą do obrony życia i godności Narodu. Prymas wzywał kobiety polskie do zaangażowania w odnowę Kościoła i Narodu. Mężczyzna-Adam, Kościół i Naród nie mogą obyć się bez pomocy kobiety.

Przed węższym gronem, jaki stanowił Instytut Prymasowski, kreślił trudniejsze problemy i pokazywał konkretne kierunki pracy.

Wśród zagrożeń tego okresu wskazywał przede wszystkim postępującą laicyzację, rosnącą falę rozwodów i aborcję jako skutki źle pojętego awansu społecznego kobiet. Zauważał działalność wielu międzynarodowych stowarzyszeń, które wpływały na postępujące oderwanie kobiet od rodziny, zniechęcały do wychowania potomstwa, kusiły materializmem. W 1978 r. wygłosił do Instytutu Prymasowskiego przemówienie, w którym wracał do tych problemów. Uważał, że konieczne odrodzenie kobiety może się dokonać poprzez przywrócenie jej właściwego miejsca i roli w Kościele i Narodzie, gdzie jej praca będzie ją nie tylko satysfakcjonować, ale i pomagać realizować jej kobiecość „ku wywyższeniu człowieka”. To miała być pomoc kobiety Bogu i Kościołowi w dziele odmiany świata. Odrodzona kobieta to odrodzone życie rodzinne. Prymas uważał, że zacieranie roli kobiety w rodzinie to obecność kłamstwa w życiu społecznym, prowadzące do jego wynaturzenia. Pasja, z jaką czyniły to ruchy feministyczne współczesne Prymasowi, prowadziła do powstawania tego, co nazywał z przekąsem „pasjonariami”. A przecież, według niego, Kościół uczynił dla zdrowego awansu kobiety więcej aniżeli jakikolwiek ruch społeczny.

Stała zachęta do łączenia życia rodzinnego i wychowania potomstwa nie przesłaniała Prymasowi problemów, jakie kobietom przynosiły. Wiecie same, ile poświęcenia wymaga się dzisiaj od kobiety. Świat współczesny bardzo wiele od was żąda. Obarczone zadaniami rodzinnymi musicie często pracować zarobkowo. Zawsze współczuję, gdy widzę, jak kobiety spieszące do biur i fabryk popychają przed sobą nerwowo wózek albo niosą dziecko, wyrwane z najlepszego snu, do żłobka lub przedszkola. Jest w tym zrzucenie na barki kobiety obowiązków podwójnych: pracy wychowawczej i zarobkowej. (Bydgoszczy, 1970)

To chyba jeden z najbardziej ludzkich tekstów, jakim duchowny tej rangi zwrócił się do kobiet. Widać w nim nie tylko współczucie dla kobiet-robotnic, ale także cierpienie dzieci pozbawianych części beztroskiego dzieciństwa. Gdzie indziej Prymas upominał się o los samotnych matek, zmuszonych do pracy często kosztem dziecka. Mniej uwagi dla domu i zmęczenie uważał za wysoką cenę, ale nigdy nie zachęcał kobiet do całkowitego porzucenia aktywności zawodowej. Zdarzało mu się zabierać głos w trudnych sprawach rodzinnych, zwłaszcza tam, gdzie, jak mawiał, małżeństwo było dla żony "wąską drogą do nieba", a własny mąż stawał się dla niej "drogą krzyżową". Prymas zachęcał wówczas do wytrwałości, nadziei, która przemienia serca i otwiera na świętość. Ta delikatność w wyrażaniu współczucia, a raczej współodczuwania, była wynikiem jego wiary w kobiece męstwo, w siłę przekraczania granic dla innych nieprzekraczalnych dla dobra bliźniego. One zawsze dawały radę, znajdując jedną jedyną skuteczną pomoc – pomoc Matki Najświętszej. To Jej polecał trudy kobiecej codzienności, twierdził, że tylko Ona jest zdolna ponieść ich ciężary. Naśladowanie Jej miało być także najprostszą drogą do świętości: kobiet, ich rodzin, a poprzez nie - świętości Narodu.

Na koniec tytułem prowokacji, a może rachunku sumienia, nas Polek, które wychowujemy naszych synów i córki.

W 1987 r. Barbara Limanowska napisała tekst pt. „Dlaczego w Polsce nie ma feminizmu?”, opublikowany w „Pełnym głosem” dopiero w 1993 r., obarczając za to zjawisko Kościół Katolicki. Czy wówczas lekcje Prymasowskie wciąż czekały na odrobienie, czy też nie odrobili ich niektórzy publicyści? Czy też może rozpoczął się po prostu kolejny etap demontażu kobiecości w naszej ojczyźnie? Proponuję rozejrzeć się wokół siebie, spojrzeć na stronę Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej, przejrzeć programy wychowawcze szkół, do których uczęszczają nasze dzieci. A potem zapytać, czy naprawdę chcemy się na to godzić.

/łb

 

sutowicz ania

dr Anna Sutowicz

Historyk Kościoła, publicystka.
Członek Katolickiego
Stowarzyszenia
„Civitas Christiana”

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#Dzień Kobiet #kobieta #Wyszyński #Wyszyński i matka
© Civitas Christiana 2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej